Rozmowa z Adamem Niewińskim, prezesem Domu Inwestycyjnego Xelion.

- Jest kryzys, a niektórym cały czas przybywa milionów. Świadczy o tym opublikowana niedawno przez Wprost „Setka najbogatszych Polaków”. Skąd biorą się w naszym, przyzna pan, że dość biednym kraju, tacy krezusi?

- Mówimy o mało homogenicznej, ale jednak grupie przedsiębiorców, bo takich fortun nie dorabiają się osoby zatrudnione na etatach. Tak jest nie tylko w naszym kraju, ale na całym świecie. I tak samo, jak wszędzie, niektórzy sami zdobyli majątki, inni je odziedziczyli. Nie zawsze zajmują się tylko i wyłącznie ekonomią, są wśród nich również innowatorzy czy konstruktorzy.

- Twarze niektórych milionerów nie zmieniają się od lat, między innymi w Kujawsko-Pomorskiem. Co roku padają u nas te same nazwiska: Roman Karkosik, Krzysztof Grządziel, Jan Kolański, Kazimierz Herba. Większość stawiała pierwsze kroki w biznesie w latach 90. ubiegłego wieku. Czy to oznacza, że teraz trudniej się dorobić?

- 15-20 lat temu na polskim rynku było bardzo mało kapitału, co dawało przedsiębiorcom świetne okazje, by przejmować firmy za niewielkie pieniądze. Oczywiście potem te spółki, wraz z dynamicznym wzrostem gospodarczym w Polsce, rekordowo zyskiwały na wartości. Kapitał zagraniczny wchodził do nas powoli, gdyż byliśmy wtedy jeszcze bardzo ryzykownym krajem. Mniej więcej tak samo dziś może być postrzegana Ukraina. Ale także dla Polaków to było ryzyko. Część z tych, którzy wtedy spróbowali, dziś cieszy się fortunami. Jednak na listach milionerów pojawiają się też nowe twarze. Można wśród nich wymienić choćby twórcę kultowej gry komputerowej „Wiedźmin” - Marcina Iwińskiego z CD Projektu czy też Marka Tymińskiego z City Interactive.

- Jest również na przykład Rafał Brzoska, właściciel konkurencyjnego dla Poczty Polskiej InPostu. Pieniądz rodzi pieniądz?

- Dokładnie tak jest: kapitał rodzi kapitał. Stara, święta zasada mówi, że najtrudniej zarobić pierwszy milion.

- Wielu, jak choćby nasz Roman Karkosik, zdobyło go na giełdzie.

- Giełda ma fenomenalne zalety. Autor dobrego i oryginalnego pomysłu na biznes może liczyć na wzrosty. Pieniądze z parkietu podnoszą kapitał spółki, co pozwala jej na rozwój, a w konsekwencji - wzrost obiektywnej wyceny inwestorów. Jednak jest wielu bogaczy, którzy nie inwestują na giełdzie, więc ich majątki nie dają się łatwo wycenić. Takie osoby często inwestują w nieruchomości czy też na rynkach międzynarodowych.

- Oprócz milionerów, są pośród nas również tacy, którzy, w porównaniu z przeciętnym Kowalskim, mają ponadprzeciętne dochody. Kim są?

- Należą do nich przedsiębiorcy i przedstawiciele wolnych zawodów: lekarze, prawnicy, architekci. W tej grupie można też znaleźć zatrudnionych na etatach, ale oni stanowią mniejszość. Do naprawdę dużych pieniędzy trudno bowiem dojść pracując dla kogoś.

- To pewnie są też politycy?

- Tak, ale głównie ci, którzy już wcześniej posiadali jakiś majątek lub byli inwestorami. Często bywa też tak, że osoby, które osiągają naprawdę wysokie dochody, a wcześniej nie posiadały większego majątku - szybko je konsumują. Wiodą lepsze życie, a to kosztuje. Dużo!

- Czyli krezusi „z krwi i kości” nie przejadają swojego majątku, a inwestują. W co?

- Ich majątkiem pomagają zarządzać profesjonalne domy inwestycyjne. Ludzie zamożni otwierają, np. rachunki maklerskie, by nie trzymać pieniędzy na zwykłych kontach, wtedy ich nie kuszą!

- Nie inwestują już w nieruchomości?

- Teraz to już nie jest tak opłacalne. Ci, którzy kupowali nieruchomości jako inwestycje w latach 2004-2007, nieźle na nich zarobili. Jednak sytuacja, w której mieszkanie w Warszawie jest droższe niż w Berlinie czy Zurychu, nie mogła trwać w nieskończoność. Dlatego dziś na nieruchomościach raczej trudno już zbić fortunę.

- Dlatego odszedł pan z Expandera (znany polski broker nieruchomości - red.), którego był pan założycielem?

- Nie dlatego, ale faktycznie w najbliższych trzech latach nie ma co liczyć na duże zyski na tym rynku, a gdy zakładałem Expandera w 2001 roku, można było (śmiech).

- Co się więc dziś opłaca?

- Być może wielu to zaskoczy, ale właśnie dziś polecam inwestycje na rynku akcyjnym. Swoją pozycję na giełdzie należy jednak budować stopniowo, papiery wartościowe kupować cyklicznie, na przykład - od dziś przez rok, robiąc transakcje raz na dwa miesiące, aby optymalnie uśrednić cenę nabycia. Zdecydowanie nie polecam wydania na nie całej gotówki jednorazowo. Najbliższe półrocze będzie, w moim przekonaniu, dość zmienne, ale właśnie dlatego odpowiednie do stopniowego wejścia na ten rynek.

- Co z ryzykiem?

- Ryzyko jest zawsze, a obecną sytuacja jest dość nerwowa. Należy jednak pamiętać, że najwięcej zarabiają inwestorzy, którzy właśnie w takich stresujących momentach kupują akcje. Przypomnę, że ci, którzy kupowali je w lutym 2009 roku, gdy wielu zwiastowało krach giełdy, zarobili potem na nich po 100 procent. W historii wiele jest takich przykładów. Najważniejsza jest systematyczność i śledzenie tego, co dzieje się na parkiecie. Oczywiście, nie jest to łatwe i wymaga powściągnięcia emocji oraz chęci ucieczki w gorszych czasach, ale taki jest właśnie urok inwestowania w akcje. Dobrym pomysłem jest skorzystanie z pomocy domu inwestycyjnego, który nie oferuje własnych produktów, dzięki czemu może obiektywnie ocenić nasze szanse na zysk. Poza tym nie trzeba ograniczać inwestycji tylko do giełdy warszawskiej, warto pomyśleć o azjatyckiej czy amerykańskiej. To duży potencjał!