Od 1 września, pół roku później niż zakładał rząd, firmy osiągające obroty z handlu detalicznego zapłacą nową daninę publiczną. W skali roku ma ona wynieść 1,9 miliarda złotych. Handlowcy nie ukrywają, że podatek przerzucą na klientów – podnosząc im ceny oraz na dostawców – obniżając im i tak często niewielkie marże.

Wśród jedenastu ustaw, które Sejm przegłosował w środę 6 lipca jest ustawa o podatku od sprzedażny detalicznej. Zgodnie z tym aktem prawnym przedmiotem opodatkowania będzie miesięczny przychód ze sprzedaży detalicznej, czyli sprzedaży dokonywanej na rzecz konsumentów (osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej oraz rolników ryczałtowych).
Przychód ze sprzedaży detalicznej nie będzie obejmował należnego podatku VAT.

W podstawie opodatkowania nie będzie uwzględniana sprzedaż na rzecz przedsiębiorców. Ustawa przewiduje kwotę wolną od opodatkowania na poziomie 17 mln zł miesięcznie. Podatnicy, którzy przekroczą tę kwotę, będą płacili podatek i będą musieli złożyć deklarację podatkową.
Podatek od sprzedaży detalicznej będzie podatkiem progresywnym. Będą dwie stawki i dwa progi podatkowe: 0,8 proc. od nadwyżki przychodu w przedziale od 17 do 170 mln zł miesięcznie i 1,4 proc. od nadwyżki przychodu ze sprzedaży przekraczającej 170 mln zł miesięcznie.
Podatnikami nowego podatku będą sprzedawcy detaliczni dokonujący zbycia towarów. Zapłacony przez nich podatek będzie stanowił u nich koszt uzyskania przychodu w podatku dochodowym. Zgodnie z ustawą, z nowego podatku wyłączona będzie sprzedaż detaliczna m.in.: węgla kamiennego, gazu ziemnego (gazu przeznaczonego do butli gazowych) i olejów napędowych używanych do celów opałowych. Nowy podatek nie będzie również dotyczył m.in. leków oraz wyrobów medycznych refundowanych ze środków publicznych.
Teraz ustawa trafi do Senatu i jeśli druga izba polskiego parlamentu nie wniesie poprawek – do podpisu prezydenta.