Zakaz handu w niedziele?


Jest kilka nowych kontrowersyjnych propozycji.

- Proszę nie traktować tej propozycji poważnie. To luźny pomysł. Ja osobiście jestem za całkowitym zakazem handlu w niedziele. Zresztą dlaczego do 13.00? Przecież wiadomo, że w godzinach dopołudniowych Polacy najczęściej uczestniczą w mszach świętych - mówi poseł Czesław Sobierajski z PiS, reprezentujący Parlamentarny Zespół na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego, który pracuje nad ustawą.

Jak dodaje Sobierajski, były też pomysły, aby co tydzień połowa sieci nie pracowała, a druga pracowała. To rozwiązanie jest już jednak kompletnie nie do wyobrażenia.

CZYTAJ KONIECZNIE
CZY BUDŻET STRACI NA ZAKAZIE HANDLU W NIEDZIELĘ

Prawo i Sprawiedliwość, które w innych kwestiach nie wzoruje się na państwie niemieckim, w przypadku handlu chce wprowadzenia zasad obowiązujących u naszych zachodnich sąsiadów. Tam w niedziele są czynne jedynie stacje benzynowe.

Warto jednak dodać, że w te dni kwitnie handel w naszych przygranicznych województwach, bo Niemcy chętnie robią u nas zakupy właśnie w niedziele.

Raport Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawia złudzeń: w IV kwartale 2016 roku ok. 67 proc. ogółu przyjazdów cudzoziemców do Polski związanych było z robieniem zakupów. Przez cały miniony rok przyjezdni zostawili u nas ponad 39 mld zł. Nasi sąsiedzi wydawali w Polsce średnio 480 zł, z czego najwięcej przekraczający granicę z Ukrainą (812 zł), Białorusią (652 zł), Litwą (508 zł), Rosją (469 zł) oraz z Niemcami (411 zł).

Zakaz handlu w niedzielę:

Polska Rada Centrów Handlowych, która apelowała bezskutecznie do posłów o zaprzestanie prac nad ustawą, przygotowała szczegółowe analizy na temat sytuacji branży w krajach po wprowadzeniu zakazów i tych, które z nich zrezygnowały. „Przykłady krajów, w których nastąpiła deregulacja zakazu handlu w niedziele, pokazują, że zniesienie zakazu handlu w niedziele spowodowało zwiększenie zatrudnienia w handlu i rozwój przedsiębiorczości w tych krajach” - czytamy w raporcie PRCH. PiS i związkowcy często powołują się też na restrykcje handlowe, jakie miały miejsce na Węgrzech. Tymczasem proponowane w Polsce rozwiązania są bardziej restrykcyjne niż te, które obowiązywały na Węgrzech.