Notowania złota w środę dynamicznie pięły się w górę. Cena tego kruszcu wzrosła o 1,5 proc., docierając do okolic 1 340 USD za uncję, czyli do najwyższego poziomu od niemal dwóch tygodni. Wraz ze złotem, podrożały także inne metale szlachetne, a zwyżki ich cen były jeszcze bardziej wyraziste: notowania palladu wzrosły o 2 proc., a ceny srebra i platyny zwyżkowały o niemal 4 proc.

Dla ostatecznego wyniku środowej sesji kluczowe były informacje, które pojawiły się wieczorem polskiego czasu. Chodzi oczywiście o decyzję FOMC (Komitetu Otwartego Rynku, wchodzącego w skład Fed), dotyczącą poziomu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Zgodnie z oczekiwaniami, FOMC pozostawił stopy procentowe w USA na niezmienionym poziomie. Lecz chociaż w tej kwestii niespodzianki nie było, to inwestorzy wyczekiwali przede wszystkim jakichkolwiek sugestii dotyczących dalszych działań Rezerwy Federalnej w sprawie amerykańskiej polityki monetarnej.

W tej kwestii Fed okazał się jednak mało konkretny. Przedstawiciele tej instytucji zaznaczyli, że zmniejszył się poziom krótkoterminowego ryzyka w amerykańskiej gospodarce, co może doprowadzić do dalszego zacieśniania polityki monetarnej w USA jeszcze w tym roku. Niemniej, Fed nie podał żadnej konkretnej daty potencjalnej podwyżki stóp procentowych – przez co wielu inwestorów zwątpiło w to, że mogłaby ona mieć miejsce jeszcze w tym roku. Ostatni raz na podwyższenie stóp procentowych Fed zdecydował się w grudniu minionego roku i była to pierwsza podwyżka od 10 lat.
Wątpliwości dotyczące dalszych działań Rezerwy Federalnej przyczyniły się do wyraźnego osłabienia amerykańskiego dolara. To z kolei przełożyło się właśnie na wyższe ceny metali szlachetnych, w tym złota. Wartość USD jest negatywnie skorelowana z notowaniami żółtego kruszcu ze względu na kilka czynników, m.in. fakt, że notowania złota są wyrażane w USD, a także to, że metal ten jest powszechnie traktowany jako zabezpieczenie przed spadkiem wartości dolara.
Paweł Grubiak, doradca inwestycyjny w Superfund