O trudnej sytuacji finansowej w Jastrzębskiej Spółce Węglowej rozmawiamy z Markiem Płocharskim, szefem Kadry kopalni Jas-Mos. Związkowiec mówi, że jeśli JSW będzie chciało sprzedać kopalnie, wrócimy do sytuacji sprzed roku.

Jastrzębska Spółka Węglowa wystawiła na sprzedaż hotele, działki, samochody. A przecież hotel ,,Różany Gaj”, perełka JSW, był w 2011 roku remontowany za grube pieniądze...
Za prawie 28 milionów złotych, jeśli mam być szczegółowy. Żeby rozmawiać na ten temat, trzeba zacząć od tego, dlaczego koszt remontu tego hotelu był tak wysoki. To nie jest kwestia samego budynku, ale wyposażenia, taki sprzęt do kuchni czy porcelanę kupowano za grube setki tysięcy zł, więc koszt się podwoił albo może nawet potroił. W jakim celu budowano ten hotel od podstaw? Przecież oczywistym było, że nigdy nie będzie to opłacalne, a sam hotel nie będzie na siebie zarabiać. 

Gdyby JSW traktowała ten hotel jako swoją własność w celu organizowania spotkań biznesowych dla pracowników, to widziałbym w tym jakąś logikę. Ale niestety szyki pokrzyżowała im cena węgla i wszystkie inne kryzysy, które się pojawiły. 

Spółka postanowiła wtedy wydzierżawić ten teren, prawda?
Otóż to. W pierwszych miesiącach dzierżawy, za miesiąc płacono 40 tys. zł, jednak jak się okazało, że przy takim układzie ponad 60 lat trzeba byłoby takiej dzierżawy, żeby remont się spłacił, to podwyższono koszt na 80 tys. zł. W takim układzie, gdy w hotelu pojawiał się jeden gość z kulawą nogą, bo mało kogo stać na wynajęcie tam jakiegokolwiek pokoju, hotel nie mógł funkcjonować i na siebie zarabiać. Postanowiono go sprzedać.

Wcześniej, przed remontem, próbowano już sprzedać hotel, ale to się nie udało. Może renowacja była  jedynym wyjściem?
Jak JSW wyskoczyło z takimi cenami dzierżawy, to trudno się dziwić. Nie można jednak nie zauważyć, że sprzedaż hotelu po cenie niższej niż cały remont (cena wywoławcza to niecałe 25 mln zł - dop. red.) to typowa niegospodarność.

Ale pieniądze są potrzebne. Spółka zakończyła  ubiegły rok z  prawie trzymiliardowym minusem.
Tak, a cała ta sytuacja ze sprzedażą wszystkiego wynika z tego, że JSW można porównać do umierającego. A tonący brzytwy się chwyta. Pieniądze są naprawdę potrzebne, więc odcinają po kolei to, co im przeszkadza. 

Tylko na co pójdzie kasa ze sprzedaży? W JSW mówią, że na ,,bieżącą działalność”.
Problem polega na tym, że pieniądze na wypłaty bierze się właśnie z tych firm zależnych, które sprzedajemy. Czyli z automatu, jak je sprzedamy, to pozbawimy siebie wypłaty. To, co teraz JSW sprzeda, da im jakieś 800 mln zł, a potrzebują dwa razy tyle, żeby przetrwać. 

Na drugą ratę Barbórki pieniędzy wystarczyło.
Gorzej jest z 14-stymi pensjami. Na bieżące wypłaty zbieramy z miesiąca na miesiąc, a kasy na 14-stki nie ma. Jeżeli wpłynęłyby do JSW pieniądze ze sprzedaży SEJ-u, to temat 14-stek będzie zamknięty, lecz to też nie są inwestycje. Na nie mieliśmy pozyskać kapitał...

Nie boi się Pan, że wówczas powróci temat sprzedaży kopalni Jas-Mos i Krupiński?
To jest nieprawda, że gdy JSW odetnie kopalnię Jas-Mos czy Krupiński, to na tym zyska. Nic nie zyska, stracą pracowników i pieniądze. Przez to, że spółka ma takie problemy finansowe, wszystko idzie na bieżącą działalność, tutaj mówią prawdę.                                  

Warto jednak jeszcze raz podkreślić, że przez to trzeba zapomnieć o inwestycjach. Kopalnia Krupiński przez cały rok nie dostanie nic na inwestycje, nie będzie można  fedrować w  nowych ścianach. 

A co, jeśli JSW jednak zdecyduje się sprzedać kopalnie?
Jeżeli ponownie dojdzie do tematu sprzedaży kopalni, niezależnie od tego, czy będzie to Jas-Mos, Krupiński, czy obie kopalnie, będziemy mieli to samo, co na przełomie stycznia i lutego 2015 roku, czyli strajk.

 

Rozmawiał: Bartosz Wojsa