Ratunkiem dla firmy jest integracja z Famurem. Do porozumienia z brakuje jednak zgody banku. Trudna sytuacja Kopexu jest odbiciem sytuacji w całym górnictwie. Firma zwalnia pracowników

Grupa Kopex, producent maszyn i urządzeń górniczych, zatrudniający kilka tysięcy osób jest na skraju bankructwa. Ratunkiem dla niej ma być integracja z Famurem - inną z firm związanych z przemysłem wydobywczym. Czy jednak do tego w ogóle dojdzie?

AKTUALIZACJA:
PKO BP NA RATUNEK KOPEXOWI

Zgodę na integrację Kope-ksu z Famurem musi wyrazić wszystkie pięć banków, które kredytują Kopex. Spółka TDJ, czyli większościowy udziałowiec w Famurze, poinformowała, że - po piątkowej rundzie negocjacji - z przedstawionym projektem restrukturyzacji zadłużenia nie zgodził się tylko jeden z nich. Nieoficjalnie wiadomo już jednak, że chodzi o bank Pekao SA.

Tomasz Bogusławski z biura komunikacji Pekao SA na naszą prośbę o skomentowanie prowadzonych negocjacji, poinformował, że ze względu na tajemnicę bankową nie może odpowiedzieć na nasze pytanie.

W połowie marca spółka TDJ SA (zależna od większościowego posiadacza akcji Famuru) podpisała z Krzysztofem Jędrzejewskim - większościowym udziałowcem w Kopeksie, umowę warunkową, pozwalającą Grupie TDJ nabyć pakiet kontrolny akcji Kopeksu. Pod koniec czerwca pozytywną opinię w sprawie tej transakcji wydał również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. To zielone światło, umożliwiające dalsze prace, zmierzające do połączenia obu firm. Brakuje już tylko zgody wszystkich banków.

Zwolnienia grupowe

O tym w jak trudnej sytuacji znajduje się Grupa Kopex może świadczyć m.in. ogłoszenie upadłości przez jedną z jej spółek zależnych, Kopex-Eko,z siedzibą w Tychach. Wniosek w tej sprawie trafił do sądu w Katowicach na początku zeszłego tygodnia. Firma na stronie internetowej informuje, że zatrudnia ok. 90 wykwalifikowanych pracowników.

Dodajmy, że Kopex-Eko pierwotnie miał zostać objęty programem zwolnień grupowych, wpisującym się w plan restrukturyzacji caej grupy. Z Kopeksem-Eko miały pożegnać się 33 osoby.

Ale to nie jedyne zwolnienia grupowe. Od maja rozpoczął się bowiem proces restrukturyzacji zatrudnienia w Kopex Machinery (oddziały firmy znajdują się w Rybniku i Zabrzu). Potrwa on do końca września, a wypowiedzenia otrzyma 305 osób. To i tak o 35 mniej niż zapowiadano wcześniej. Zwalnia również FMiU Tagor z Tarnowskich Gór. Tam zatrudnienie zostanie zmniejszone o ok. 43 proc. - z 282-osobowej załogi zostanie zwolnionych 120 osób.

Naczynia połączone

Fatalna sytuacja Kopeksu to odbicie trudnej sytuacji, w jakiej znalazło się polskie górnictwo. Mówi się, że na jeden etat górnika zatrudnionego w kopalni przypada od 2,5 do 4 etatów w firmach okołogórniczych.

- Górnictwo to bardzo złożony system. Firmy działające w otoczeniu kopalń dostarczają do nich wszystko: od butów i odzieży ochronnej po skomplikowane maszyny i urządzenia. Jeśli brakuje jednego górnika, odbija się to na pracownikach współpracujących z branżą - tłumaczy prof. Andrzej Barczak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Można było to zauważyć podczas negocjacji porozumienia ze związkami zawodowymi, które miało otworzyć drogę do zastąpienia Kompanii Węglowej - Polską Grupą Górniczą.

- Sytuacja jest bardzo poważna. Właściwie rozmawiamy już o tym, czy na Śląsku ponad 100 tys. osób straci pracę. Bo nie chodzi tylko o załogę (KW zatrudniała wówczas ok. 34 tys. pracowników - przyp. red.), ale o trzy razy tyle osób, które pracują dla Kompanii Węglowej - mówił przed rozpoczęciem jednej z tur negocjacji Krzysztof Tchórzewski, minister ds. energii. - Spółka ma 3,5 mld zł zobowiązań wobec kilku tysięcy małych firm. Jeśli nie dostaną tych pieniędzy - upadną. Mam nadzieję, że dojdzie do rozwiązań, które temu zapobiegną - dodawał.

Sytuacja firm nie taka zła

W całym województwie śląskim od początku tego roku w ramach programu zwolnień grupowych pracę straciło 840 osób. To o 258 więcej niż w tym samy okresie zeszłego roku, ale prawie trzy razy mniej niż przewidywali to wcześniej przedsiębiorcy. Z danych Wojewódzkiego Urzędu Pracy wynika, że najwięcej etatów w śląskich przedsiębiorstwach zostało zlikwidowanych w kwietniu - wówczas pracę straciło 279 osób. Ale było to i tak ponad dwukrotnie mniej niż pierwsze deklaracje pracodawców (zwolnienia grupowe muszą być zgłoszone urzędom pracy) - zakładali w nich bowiem, że zwolnieniami może zostać objętych nawet 620 osób. Dodajmy, że gdyby „czarny scenariusz” pierwotnych prognoz związanych z redukcją etatów ziścił się, wtedy w pierwszym półroczu pracę mogłoby stracić prawie 2,3 tys. osób. W całym 2015 roku, według prognoz, miało to być ponad 2 tys. osób, ale faktycznie dokonane zwolnienia objęły 1736 pracowników. Skąd ta różnica?

- Przeważnie tak bywa, że liczba osób, które są przewidziane do zwolnienia, jest zawsze wyższa od tych, które faktycznie są zwalniane. Zazwyczaj sytuacja firm jest nieco lepsza niż przewidują to pracodawcy - wyjaśnia Grzegorz Sikorski, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy. (KR)

*Przejmująca historia Macieja Cieśli. To o nim mówił papież Franciszek
*Ale burza! Samochody zatopione przy M1 w Czeladzi ZDJĘCIA + WIDEO
*Tylko szaleniec mógłby się rzucić na tego policjanta ZOBACZCIE ZDJĘCIA
*Sprawdzony i prosty przepis na leczo SPRÓBUJ I SIĘ PRZEKONAJ
*Najlepsze baseny w województwie śląskim [TOP 10 BASENÓW]
*W pełni wyposażone mieszkanie w centrum Katowic może być Twoje! Dołącz do graczy loterii "Dziennika Zachodniego"