Podpisany list został później przekazany przewodniczącemu Rady Europejskiej Donaldowi Tuskowi przez ambasadora Wielkiej Brytanii przy UE Toma Barrowa. - Po dziewięciu miesiącach mamy zgodę Wielkiej Brytanii - napisał na Twitterze Tusk po otrzymaniu dokumentu, a na profilu przewodniczącego pojawiło się zdjęcie, na którym Barrow wręcza mu w Brukseli kopertę. - Już tęsknimy za wielką Brytanią - powiedział potem Tusk dziennikarzom.

Premier podkreśliła też, że jest świadoma, że dzień uruchomienia art. 50 jest „dla niektórych dniem świętowania, a dla innych rozczarowania”. Nawiązała w tej sposób do rozłamu w brytyjskim społeczeństwie po czerwcowym referendum. Za wyjściem z UE głosowało 51 proc. Brytyjczyków, a za pozostaniem w niej - 48 proc.

- Z mojego doświadczenia związanego ze wspólnym rynkiem, z rozmowami z Wlk. Brytanią, ale również z rozmów, które się odbywają w Komisji Europejskiej i w kolegium Komisarzy co jakiś czas na temat brexitu- jestem przekonana, że to będzie bardzo bolesny proces dla Wlk. Brytanii- mówiła Elżbieta Bieńkowska, Europejski Komisarz ds. Rynku Wewnętrznego i Usług.

Londyn i Brukselę czekają teraz żmudne negocjacje. Ich początkiem będzie szczyt UE 29 kwietnia, na którym 27 unijnych liderów (bez Theresy May) uzgodni wspólne stanowisko negocjacyjne, które będzie punktem odniesienia dla głównego negocjatora - Komisji Europejskiej. Jesienią tego roku brytyjski rząd ma przygotować dokument Great Repeal Bill, który zastąpi ustawodawstwo unijne brytyjskim, a same negocjacje Londynu z Brukselą planowo mają zakończyć się w październiku przyszłego roku. Jeśli Wielka Brytania i UE dojdą do tego czasu do porozumienia, a brytyjski parlament, Rada Europejska i Parlament Europejski przyjmą każdą negocjowaną umowę (dotyczącą m.in. handlu, bezpieczeństwa czy granicy Wielkiej Brytanii z Irlandią Północną), kraj powinien formalnie opuścić Wspólnotę w marcu 2019 r. 

- To jest nasz duży partner, ale nie zapominajmy i trzeba cały czas to Wlk. Brytanii pokazywać, bo zdaje się, ze czasami ta myśl gdzieś unika w opowiadaniu o swojej mocarstwowości tego kraju, że to jest ponad 60 milionów obywateli czy konsumentów. UE to będzie z kolei blisko 440 milionów konsumentów. Jeżeli mielibyśmy nawiązać do wspólnego rynku, jeżeli rzeczywiście byśmy mieli wspólny rynek w UE, to tu nie ma czego z czym porównywać. To jest potężna gospodarka, potężny rynek finansowy, ale myślę, ze to nie będzie miłe doświadczenie dla obu stron, ale dla Wlk. Brytanii będzie to znacznie boleśniejszy proces niż dla UE- podkreślała Bieńkowska.