Obietnice pomocy frankowiczom ze strony polityków PiS ostatecznie okazały się słowami bez pokrycia. Kredytobiorcy muszą radzić sobie sami.

Niespełna dwa tygodnie temu Jarosław Kaczyński powiedział: „Rząd nie może podejmować działań, które zachwieją systemem bankowym, bo to się odbije na wszystkich obywatelach”, w związku z czym „Frankowicze powinni zacząć samodzielnie walczyć o swoje prawa”. I zasugerował, że sądy są najlepszym dla tego miejscem.

To oznacza, że

nie będzie już dalszych działań administracyjnych, które w sposób systemowy rozwiązywałyby problemy wszystkich kredytobiorców, którzy przed laty wpadli w pułapkę franka szwajcarskiego.

W najlepszym dla zainteresowanych razie Sejm uchwali tzw. ustawę spreadową, a instytucje nadzorujące rynek finansowy nałożą na banki mające duży portfel kredytów wciąż rozliczanych we frankach normy podwyższające ich koszty względem pozostałych banków. To drugie rozwiązanie ma banki „przekonać” do podejścia z większą uwagą do negocjacyjnych form rozwiązywania problemów kredytobiorców frankowych, którzy są ich klientami.

Banki zwrócą spready?

Gorący okres legislacyjny zacznie się już w tym tygodniu. W lasce marszałkowskiej w Sejmie są trzy projekty ustaw: projekt prezydencki regulujący zasady obowiązkowego dla banków zwrotu spreadu, projekt Kukiz’15, którego główna idea zasadza się na unieważnieniu umów kredytowych i przewalutowaniu po kursie z dnia zawarcia umowy oraz projekt PO zakładający łagodną restrukturyzację umów.

Dotychczasowy przebieg prac podkomisji sejmowej zajmującej się tymi projektami wskazuje, iż pod obrady Sejmu trafi tylko projekt prezydencki.

Poza tym, jeśli chodzi o interwencję administracji publicznej można się co najwyżej spodziewać zmian regulacyjnych, głównie ze strony Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), które mają wywrzeć nacisk na banki, którego efektem będzie większa skłonność do polubownego rozwiązywania spraw z frankowiczami, w tym w zakresie przewalutowania kredytów z franków szwajcarskich na złote.
- Władze chcą zachęcić banki do dobrowolnego przewalutowania kredytów, przez specjalne regulacje, które każą im podnieść wymagania kapitałowe w przypadku utrzymywania portfela kredytów walutowych. Podniesienie kapitałów oczywiście wiąże się z kosztami, więc bankom ma się po prostu opłacać negocjowanie z klientem. W pierwszej kolejności ugody mają być podejmowane z tymi, którzy pomocy faktycznie potrzebują – wyjaśnia Mateusz Adamkiewicz, analityk rynków finansowych HFT Brokers.
Deklaracje w tym zakresie składał przede wszystkim prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) Adam Glapiński

Sądne miesiące i lata

Zgodnie z sugestią lidera rządzącej partii, aktywność samych frankowiczów powinna się przenieść do sądów. Na tym polu zaś ważne podkreślenia są dwie kwestie, jedna zła a druga dobra. Złą są regulacje prawa cywilnego, które dotyczą umów kredytowych w zakresie przedawnienia. Jak zwracają uwagę prawnicy, po upływie 10. lat od zawarcia umowy kredytowej roszczenia ulegną przedawnieniu. Najwięcej zaś umów związanych z frankiem szwajcarskim zawieranych było w okresie lat 2005-2008 i kredytobiorcy takich kontraktów ponoszą największe koszty związane z gwałtownym wzrostem kursu szwajcarskiej waluty.
Prawnicy radzą, by w takiej sytuacji jeszcze przed upływem 10. lat od daty umowy wystąpić przeciwko kredytodawcy na drogę sądową. Może to być zawezwanie do ugody w sprawie przewalutowania albo pozew o dowolnej innej treści związanej z zapisami umowy – od pozwu o unieważnienie całej umowy, po wezwanie np. do zwrotu nienależnie pobranej opłaty. Bieg przedawnienia może też przerwać rozwiązanie stosunkowo najmniej kosztowne – wszczęcie postępowania polubownego przy Rzeczniku Finansowym. Wcześniej trzeba je jednak poprzedzić postępowaniem reklamacyjnym; takie rozwiązanie od początku 2017 r. dają przepisy ustawy o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich.

Czytaj też:
Niemal co druga firma chce zatrudniać Ukraińców. Czy to znaczy, że zabraknie pracy dla Polaków albo płace nie będą rosły?

Dobre wieści zaś dotyczą samej pracy sądów. I to zarówno polskich, jak i trybunału Unii Europejskiej. Jak wiadomo, wiele osób nie chce się sądzić głównie ze względu na przewlekłość postępowań przed polskimi sądami, co oznacza nawet kilku letnią mordęgę. Ten problem zdaje się mieć koniec, przynajmniej w odniesieniu do kilku banków.
Wyjaśnia to Barbara Garlacz, radca prawny specjalizujący się w problematyce kredytów powiązanych z walutą obcą: - Sprawy frankowe nie muszą trwać latami. Sąd może zamknąć rozprawę na pierwszej sprawie i wydać wyrok. Takie możliwości daje orzecznictwo Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Sądu Najwyższego oraz ostatnie orzeczenie TSUE z 21 grudnia 2016 roku w sprawie Partner (C-119/15). Dotyczy to w szczególności spraw przeciwko Millennium oraz mBank, które mogą być zakończone w I instancji nawet w ciągu kilku miesięcy po wniesieniu pozwu.

Cztery banki, tj. Millennium, mBank, DNB oraz BPH mają wpisane na podstawie orzeczeń Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów klauzule odwołujące się do kursów walut (kupna lub sprzedaży) do rejestru postanowień  niedozwolonych UOKiK. Takie klarowne i sprawne procedowanie w sprawach frankowych może więc być automatycznie stosowane przez sądy powszechne co najmniej w sprawach kredytów indeksowanych/waloryzowanych Millennium, mBanku, DNB i BPH. Jeśli dodatkowo sąd przesłucha powoda na pierwszej rozprawie to możliwe będzie zakończenie sprawy frankowej nawet w kilka miesięcy po wniesieniu pozwu, co będzie zgodne z postulatem ekonomii postępowania.

Czytaj też:
Ostra zima to i wyższe wydatki na utrzymanie domu lub mieszkania. Co z tym zrobić?