– Chcę uspokoić polskich konsumentów. Szansa, że zakażone jaja z Zachodu trafiły na nasz rynek jest niemalże równa zeru – mówi Agencji Informacyjnej Polska Press (AIP) rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego Jan Bondar.

W niedzielę świat obiegła informacja o skażonych jajach, pochodzących z Belgii. Trafiły one również do Holandii, skąd zostały przewiezione na niemiecki rynek. Wówczas pojawiły się też obawy, czy nie trafiły one do Polski. Jajka zawierały szkodliwy fipronill – substancję, która, w dużych ilościach, może prowadzić do poważnych problemów m. in z nerkami.

– Nie ma mowy o obecności szkodliwej żywności na naszym rodzimym rynku, która doszłaby do nas z importu – mówi AIP Jan Bondar – Skażenie na Zachodzie wynika z wzmocnienia dozwolonych środków dla kur fipronilem, który nie może być w ogóle używany w takich miejscach.

W tej chwili służby weterynaryjne nadzorują wielkie fermy, sprawdzają jakich środków używają nasi rodzimi producenci jaj i drobiu.

Rzecznik opowiada o zasadzie Trade Ability, która pozwala na dokładne i precyzyjne sprawdzenie jakości żywności. – Na każdym etapie kontroli żywności, firma musi pokazać dokumenty, w których wykaże skąd ma daną żywność i gdzie ma ją sprzedawać. To pozwala na dokładną weryfikację dostawców. Dzięki tej procedurze produkty są dokładnie sprawdzane – tłumaczy Jan Bondar.

Czytaj też:
Podwoi się liczba fotoradarów. Już teraz wystawiają 5 tys. mandatów na dobę...

Według belgijskich mediów, służby wiedziały o skażeniu już w czerwcu, jeszcze zanim zaczęto wycofywać jaja ze sklepów m. in w Belgii i Niemczech. W Holandii wybito drób w ponad 10 fermach. Ubój prewencyjny zastosowano również w Belgii. Według holenderskich statystyk sięgnie on łącznie niemalże miliona kur. Do tej pory w Belgii wykryto 57 ferm, na których zwierzęta były zarażone. Kryzys w szczególności dopadł niemieckich konsumentów. W piątek niemiecka sieć supermarketów Aldi poinformowała o wycofaniu jaj z ponad 4 tysięcy sklepów. – Irytacja Niemców jest jak najbardziej uzasadniona. Teraz zadają sobie pytanie, od jak dawna jedzą skażoną żywność. Minimalne schorzenie skorupki bowiem nie niesie zagrożeń, natomiast ze względu na to, ze cześć z obywateli mogła spożywać te jaja przez kilka tygodni sprawa możne być poważna. Może nie brzmi to najlepiej, ale Polska, która jest potęgą w eksporcie drobiu i jaj, może wykorzystać ten kryzys i wkroczyć na kolejne rynki – mówi Bondar.

Obejrzyj wideo
60sekundBIZNESU - Dlaczego w Polsce tak ciężko prowadzić firmę?