Suplementy diety w Polsce stosowane są przez ok. 72% osób. Szacowana wartość rynku na 2017 rok przekracza 4 mld złotych, co w praktyce oznacza sprzedaż ponad 200 mln opakowań suplementów diety rocznie – wynika z raportu Suplementy Diety przedstawionego w środę na konferencji prasowej poświęconej branży. Jednak nie wszystkie suplementy diety są odpowiednie dla zdrowia - często bierzemy je bez konsultacji z lekarzem, czy przypisujemy im nieprawdziwe właściwości.

Od 2011 r. obserwuje się coraz większe zainteresowanie suplementami diety. 25% Polaków uważa, że suplementów nie da się przedawkować. Rozpowszechnione jest również przypisywanie suplementom nieprawdziwych właściwości (41% badanych) oraz przekonanie o bezpieczeństwie samowolnego przyjmowania suplementów, bez konsultacji z lekarzem (38% badanych) . Powszechność zjawiska suplementacji diety, a także specyfika tworzenia i wprowadzania na rynek tego typu produktów uzasadnia pytania o bezpieczeństwo, skład, jakość i wreszcie ich faktyczne działanie. – Suplementy diety to olbrzymi rosnący rynek, ktory obejmuje najrożniejsze produkty począwszy od witamin w odpowiednich dawkach jak magnez, po suplementy, które mają nas, wedlug reklamy uczynić zdrowymi, pięknymi i młodymi, jest to oczywiście nieprawda.

Co czwarta reklama w telwizcji i co druga w radiu dotyczy suplementów diety – mówi w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press (AIP) dyrektor NIZP-PZH prof. Mirosław Wysocki. Profesor zaznacza, że jest to duże niebezpieczeństwo. – Chory na raka może np. w internecie przeczytać, że jego chorobę powinno się leczyć witaminą C, a chemioterapia jest szkodliwa. Chciałbym, żeby - o ile jest to prawnie możlwie - powstała rada lekarzy, która będzie mogła kontrolować reklamy, tak by nie było w nich jawnych bzdur. Powinno się również kontrolować skład substancji – dodaje.

Wyniki przeprowadzanych przez Główny Inspektorat Sanitarny kontroli są ambiwalentne, np. w 2013 r. 6% przebadanych suplementów nie spełniało wymaganych norm. Oznacza to, że znakomita większość producentów, pomimo niewielkich wymagań, sama dobrowolnie trzyma się wysokich standardów, kontroluje jakość swoich produktów i wprowadza do obrotu środki bezpieczne i przebadane. Jednak z punktu widzenia logiki zdrowia publicznego, te 6% stanowić może istotne zagrożenie dla zdrowia populacji, zwłaszcza że w suplementach wchodzących w skład tej grupy znaleziono nie tylko substancje dostępne na receptę, nieprzebadane, ale również zakazane w Polsce, m.in. tadalafil, sildenafil czy sibutraminę.

W zależności od rodzaju preparatu problem może być jeszcze poważniejszy. Jak wynika z kontroli przeprowadzonej w krajach UE w latach 2013– 2014, którą objęto preparaty na potencję, aż 49% wśród przebadanych 570 próbek zawiera substancje wcześniej niezadeklarowane w składzie. Wycofanie i późniejsze niedopuszczenie tego typu preparatów na rynek stanowi obecnie wyzwanie dla decydentów systemu ochrony zdrowia i uczestników rynku, którym zależy na postrzeganiu swoich produktów jako bezpiecznych i skutecznych. Wyzwanie to jest tym większe, iż mechanizmy i procesy decyzyjne, którymi kierują się konsumenci na rynku żywności lub w jakiejkolwiek innej części rynku produktów i usług, w przypadku rynku zdrowia, którego częścią jest rynek suplementów, często zostają zawieszone,