Tempo wzrostu gospodarczego w Polsce jest dość wysokie, choć i tak pod tym względem wyprzedzają nas Czechy i Łotwa, a nawet Rumunia. Na dodatek z trzech filarów gwarantujących zdrowy i długotrwały rozwój gospodarki dobrze funkcjonuje tylko popyt wewnętrzny. Dużo słabiej - eksport, a już w ogóle prawie drugi rok z rzędu nie ma inwestycji. Bez nich gdy wyczerpią się rezerwy, trzeba będzie dla zaspokojenia popytu Polaków importować, a to nakręci mocno inflację i rozreguluje gospodarkę.

PKB wzrósł w 2. kwartale 2017 r. o 3,9 proc. r/r (niewyrównany sezonowo), a wyrównany sezonowo o 4,4 proc. - podał w czwartek 31 sierpnia Główny Urząd Statystyczny (GUS).

Dane GUS o PKB komentuje dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan:

PKB wzrósł w 2. kwartale 2017 r. o 3, 9 proc. r/r. Łącznie po 6. miesiącach br. wzrost gospodarczy utrzymał się na poziomie 4 proc.

Bardzo dobry wynik, gdyby nie to, że od początku 2015 r. gospodarka rośnie głównie dzięki konsumpcji – przede wszystkim spożyciu w sektorze gospodarstw domowych. W 2. kwartale br. na 3,9 proc. wzrostu PKB 2,9 punktów procentowych (pp) dało właśnie spożycie indywidualne. Wkład inwestycji we wzrost PKB był co prawda po raz pierwszy od 2015 r. dodatni, ale na minimalnym poziomie (0,1 pp). Inwestycje wzrosły w 2. kwartale br. jedynie o 0,8 proc. r/r. A po 6. miesiącach ich wzrost wynosił 0,3 proc. r/r.

To żaden wzrost biorąc pod uwagę niską bazę z zeszłego roku, a przede wszystkim patrząc na potrzeby polskiej gospodarki i na konieczność tworzenia warunków dla trwałości jej wzrostu.

Co się dzieje? Wzrost gospodarczy bazujący jedynie na spożyciu indywidualnym oraz zapasach (tak, zapasy dały 1,9 pp do wzrostu PKB) jest ułomny. Nie tylko dlatego, że za chwilę zacznie się wyczerpywać, ale przede wszystkim dlatego, że nie zwiększa on i nie modernizuje aktywów, które służą do wytwarzania PKB.

To, że przedsiębiorcy są ciągle wstrzemięźliwi w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, wiemy. Jednak sygnały płynące z rządu wskazywały, że wreszcie silnie ruszyło inwestowanie funduszy unijnych. Jak widać tak nie jest, bo wzrost nakładów brutto na środki trwałe na poziomie 0,3 proc. w ciągu 6. miesięcy br. trudno uznać za silny impuls inwestycyjny wychodzący z sektora publicznego.
Inwestycje przedsiębiorstw spadły w ciągu 6. miesięcy br. o 1,1 proc. Głównie w wyniku silnych spadków nakładów inwestycyjnych w górnictwie i wydobywaniu (prawie o 25 proc. r/r) oraz w sektorze energetycznym (o 17,6 proc.), czyli w sektorach zdominowanych przez firmy z udziałem skarbu państwa. Na szczęście w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, handlu, transporcie, informacji i komunikacji inwestycje ruszyły. I są to głównie inwestycje w maszyny, urządzenia i narzędzie, co wskazuje, że firmy widzą pilną potrzebę zwiększenia i modernizacji swojego aparatu wytwórczego. Jeśli politycy nie przestraszą firm prywatnych kolejnymi pomysłami regulacyjnymi, a także jeśli odblokują zdolność do podejmowania decyzji przez firmy z udziałem skarbu państwa, to może w 3. i 4. kwartale br. zobaczymy silniejsze odbicie inwestycji w przedsiębiorstwach. Wzrost wartości inwestycji rozpoczętych przez firmy w 1. półroczu 2017 r., i to w większości (prawie 55 proc.) inwestycji o charakterze modernizacyjnym wskazuje, że jest na to szansa.

Pytanie, co z inwestycjami finansowanymi ze środków publicznych, przede wszystkim z funduszy unijnych. Miały one ruszyć już pełną parą. Jak widać tak się nie stało. Co jest tu barierą

– procedury związane z pozyskiwaniem środków unijnych, przewlekłość postępowań w ramach zamówień publicznych, czy … problemy z pieniędzmi w budżecie państwa i budżetach samorządowych. Warto, aby rząd przedstawił informację w tej sprawie. Warto, bowiem już widać negatywny wpływ słabej dynamiki inwestycji na inny komponent wzrostu PKB – eksport netto. Saldo obrotów z zagranicą pomniejszyło bowiem wzrost gospodarczy w 2. kwartale br. aż o 1,5 pp. (sic!). A przecież eksport rośnie ciągle dość dynamicznie, bo w ciągu 6. miesięcy br. o 5,4 proc. Problem tkwi w znacznie wyższej dynamice importu (7,3 proc.).

Może to oznacza, że rosnący popyt konsumpcyjny nie znajduje wystarczającego zaspokojenia w produktach i usługach wytwarzanych przez firmy działające na rynku polskim. To zapewne cieszy firmy handlowe importujące dobra i usługi, ale silnie negatywnie jak widać wpływa na wzrost PKB.

Szymon Starnawski /Polska Press

Bez inwestycji proces ten będzie się pogłębiał. Efektem będzie nie tylko spadek tempa wzrostu gospodarczego, ale także osłabianie się konkurencyjności polskiej gospodarki i przedsiębiorstw.

Wzrost PKB w pierwszym półroczu 2017 r. na poziomie 4 proc. pozwala prognozować podobny jego poziom w całym 2017 r. Oczywiście możemy się chwalić, że jesteśmy dzisiaj w gronie 5 najszybciej rosnących gospodarek w UE. Ale już tracimy konkurencyjność. A rynek nie lubi próżni, także polski, co widać po dynamicznie rosnącym imporcie. I w przyszłym roku będziemy mieć problem z utrzymaniem planowanej dynamiki wzrostu PKB (3,8 proc.).

Może zaciekawią Cię te artykuły? Kliknij

Od 2018 roku wzrośnie kwota wolna w PIT. Sprawdź czy na tym skorzystasz

Kolejki wkrótce pojawią się też w ZUS-ach. Ponad 330 tys. osób będzie składać wnioski o emeryturę

To juz ostatnie miesiące, w których swobodnie zrobimy zakupy w niedzielę. A po nowym roku?