Rozmowa z dr. inż. Grzegorzem Wszołkiem, prezesem EMT-Systems Centrum Szkoleń Inżynierskich Sp. z o.o., spółki Imes-Icore Polska oraz firmy Custom Copters, o drodze od nauki do biznesu i szansach dla innowacji.

Naukowiec i biznesmen. Łączy pan dziedziny zupełnie odrębne, bo przecież u nas, przynajmniej w powszechnym pojęciu, naukowiec to „piękny umysł”, a biznes to „czysty zysk”. To jest trudne czy może się uzupełnia?
I jedno, i drugie. Z jednej strony trudne, bo dysponujemy ograniczoną ilością czasu, którego nie poświęca się przecież tylko i wyłącznie na biznes i naukę. Mamy rodziny, którym również należy się nasza uwaga.

To pewnego rodzaju konflikt, w moim przypadku spory, bo z jednej strony jest uczelnia, której chcę być wierny i która ma w stosunku do mnie określone oczekiwania, z drugiej - firma, która liczy na moją obecność i zaangażowanie. Znalezienie „złotego środka” nie jest łatwe, ale tak się u mnie szczęśliwie złożyło, że te dwa obszary uzupełniają się w naturalny sposób. To, czym zajmuję się na uczelni, w stu procentach wykorzystywane jest w działalności biznesowej - i na odwrót.

Co dokładnie ma pan na myśli?
Wiedza, doświadczenie i relacje z przemysłem, które w biznesie są podstawą, a których trochę brakuje na uczelni, sprawiają, że jestem lepszym wykładowcą. Z kolei dzięki zaangażowaniu w biznes mogę być lepszym praktykiem. W pewnym momencie mojego rozwoju zawodowego w pewien sposób przejrzałem na oczy - zanim poznałem prawdziwe oblicze przemysłu, niekoniecznie w pełni go rozumiałem. Gdy sam zacząłem prowadzić biznes, moje podejście do nauki i przekazywania wiedzy zmieniło się. Wiele nauczyłem się od naszych klientów. Dziś wiem, że gdybyśmy próbowali przekazywać im wiedzę dokładnie w taki sposób, w jaki robimy to na uczelni ze studentami, to nie wróciliby do nas na kolejne szkolenia. Faktycznie, w naszym Centrum wielu trenerów pochodzi z Politechniki Śląskiej, natomiast są to osoby, które mają kontakt zarówno z uczelnią, jak i z przemysłem. Teoretycy, bez praktyki, są źle oceniani. Po zdobyciu doświadczenia przemysłowego, wykładowcy wracają na Politechnikę z zupełnie nowym podejściem do prowadzenia zajęć.

Może to jest ta nić łącząca naukę i biznes, czego - prawdę mówiąc - wciąż brakuje?
Z pewnością jedna z nich. W EMT-Systems taki model się sprawdza. Uruchomiliśmy bezpośredni transfer wiedzy z nauki do przemysłu, jak i w drugą stronę. Niektórzy postrzegają to jako konflikt, twierdząc, że robimy to, co powinna zrobić uczelnia. W teorii rzeczywiście tak jest - to uczelnia powinna kształcić młodych adeptów nauk technicznych. Tymczasem studenci posiadają wiedzę, jednak często okazuje się, że jest ona nieusystematyzowana i wyrywkowa. Za to kilkudniowy, profesjonalny kurs teoretyczno-praktyczny umożliwia dostosowanie wiedzy, którą studenci wynoszą z uczelni, do potrzeb przemysłu. Ani my, jako firma, nie zabieramy uczelni kandydatów na inżynierów, ani Politechnika Śląska nie zabiera nam klientów. Swoją działalnością udowadniamy, że łączenie teorii z praktyką to bardzo skuteczny sposób transferu wiedzy, a to przecież jeden z głównych warunków innowacyjności.

Jakim jest pan pedagogiem?
Skupiam się na praktyce. Oczekuję od młodych inżynierów zaangażowania, dogłębnej analizy problemu, praktycznego myślenia. Bardzo często, kiedy studenci składają na przykład układ mechatroniczny, zostawiam ich z zagadnieniem tak długo, aż sami je rozwiążą, dając ewentualnie tylko bardzo delikatne wskazówki. Nie dostają ode mnie gotowej odpowiedzi, bo tylko dochodząc do niej samodzielnie są w stanie czegoś się nauczyć, a właśnie tak nabytą wiedzę przełożyć w przyszłości na innowacje.

Ale z tym mamy problem... Bo czym właściwie jest innowacyjność? Od lat odmieniamy to słowo przez wszystkie przypadki, a ja mam wciąż wrażenie, że nie zawsze dobrze je rozumiemy. Innowacyjność to słowo klucz, tylko jakie drzwi otwiera?
Jest to z pewnością klucz do rozwoju. Od naszej innowacyjności, czyli tworzenia ulepszonych rozwiązań, zależy, czy znajdziemy nowy - często lepszy - sposób zastosowania wiedzy i technologii, dzięki któremu odniesiemy sukces i będziemy wyznaczać nowe kierunki. Niestety, jeżeli chodzi o polską gospodarkę, wskaźniki innowacyjności nie są na najwyższym poziomie. To może być niepokojące, chociaż oczywiście nie oznacza, że nie ma w naszym kraju firm innowacyjnych. Jest ich bardzo wiele.

Powiało optymizmem, jednak nasze innowacyjne produkty jakoś świata nie zalewają... Jak więc pobudzić innowacyjność?
Wiele zależy od dobrej organizacji oraz mobilizacji grupy zdolnych ludzi - tak jest w mojej firmie. Oczywiście najważniejszy jest pomysł - bez kompetencji, ciągłego dopływu informacji, innowacyjność nie ma racji bytu. Trzeba się więc ciągle uczyć, czerpać wiedzę z różnych źródeł. Jednak aby innowacyjność rzeczywiście miała szansę się pojawić, musi być bardzo mocno wspierana przez rząd. W chwili obecnej nie jest tak łatwo dostać pieniądze na budynek czy maszyny. Trzeba przygotować projekty, które pozwolą przetransferować odpowiednie środki finansowe do firm, które faktycznie idą w kierunku wdrażania i upowszechniania zmian produktowych oraz technologicznych. To nie jest zadanie proste. Dokumentacja projektowa często jest bardzo skomplikowana, a jej przygotowanie zajmuje dużo czasu. To zraża bardzo wielu już na samym starcie. Potrzebna jest też większa świadomość - wciąż za mało jest w naszym kraju instytucji rozpowszechniających informacje o możliwości pozyskania środków. Im więcej osób składa takie wnioski, tym lepsze - bardziej innowacyjne - projekty wygrywają.

CZYTAJCIE DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE