Wciąż unika zdjęć i mediów społecznościowych, a wywiadów udziela rzadko. Mimo to w biznesie wiedzie mu się z sukcesami. Maciej Jaglarz ma najważniejsze budynki w Katowicach i ściągnął do miasta prestiżową markę Courtyard by Marriott. Jak? Zadzwonił i powiedział: Zapraszam do Altusa.

Wzorem wywiadu sprzed dwóch lat, ponownie przed naszym spotkaniem postanowiłam pana „wyguglać”. Znów nic. Żadnych zdjęć, nieliczne wypowiedzi dla mediów. Można prowadzić biznes nie będąc w sieci?
Można, to zależy od rodzaju biznesu. Gdybym był aktorem, z pewnością musiałbym bywać i dbać, by o mnie pisano. Tymczasem bronią się nasze firmy, na pewno zauważy pani, że bardzo wysoko pozycjonowane są zarówno siłownia w Altusie, jak i hotel Altus Prestige czy szkoła języków obcych Profi Lingua. To nie jest tak, że lekceważę potrzebę komunikacji, a jedynie nie czuję potrzeby komunikacji ze mną.

Chroni pan własną prywatność?
Zwyczajnie nie uważam, żeby moje sprawy były na tyle istotne, by dzielić się każdym wydarzeniem z życia codziennego.

Minęły cztery lata od momentu, gdy za 185 mln zł kupił pan najwyższy budynek Katowic - Altus. Żałuje pan dziś tej decyzji?
Wielokrotnie zastanawiałem się, jakby się życie potoczyło, gdybym wtedy nie licytował i pozwolił drugiemu oferentowi wygrać. Czy budynek wyglądałby lepiej, czy gorzej. Ja najpewniej byłbym zaangażowany w inny projekt w podobnej skali. Natomiast nie, nie żałuję. To była niesamowita mobilizacja wszystkich moich pracowników, współpracowników, wielki wysiłek zespołowy, tak po stronie pracowników banku, finansującego, jak i sprzedających. Wiele spraw trzeba było uzgodnić, dopasować, na wielu etapach potrzebne były liczne kompromisy, ale udawało nam się je szybko osiągać. To wynikało z niesamowitego szczęścia, jakie mam: doskonali pracownicy, ale też profesjonaliści, których spotykam.

Odgrażał się pan po tej transakcji, że pozna Altusa na pamięć. To się udało?
Tak, aczkolwiek niedawno przeszedłem przez kolejne drzwi bezpieczeństwa i stwierdziłem, że tu mnie jeszcze nie było. Trafiłem na zaplecze zaplecza konferencyjnej kuchni hotelowej.

Gdy przejmował pan budynek, przyznawał pan, że zarządzanie nim będzie wielkim wyzwaniem. Udało się go „odkurzyć”?
Myślę, że tak. Udało nam się całkowicie wyprzeć z obiegu potoczną nazwę budynku - Helios. Bardzo mocno promowaliśmy natomiast nazwę Altus, i mimo że w budynku działał jeszcze Qubus, to nam się udało. Wtedy nawet nie marzyliśmy, że w Katowicach, które mają raptem 150 lat, pojawi się Marriott. W międzyczasie rozpoczęliśmy liczne remonty, które prowadzimy solidnie z nastawieniem, że są na następne 10 do 20 lat. To nie powierzchowne odświeżanie, raczej gruntowna, intensywna wymiana, która nawet jeśli kosztuje ogromne pieniądze, zmierza do tego, aby Altus odzyskał blask, który miał w 2004 r. Jedną z największych inwestycji, obok przebudowy hotelu (kolejne piętra remontowane są i aranżowane pod markę Courtyard by Marriott, na nowo wyposażane są też sale konferencyjne - przyp. red.), są prace w części handlowej, gdzie w dawnych salach kinowych powstała siłownia, korty do squasha, a w planach jest także park trampolin, bawilandia dla dzieci. Pod znakiem zapytania jest wciąż budowa basenu, bo budynek w fazie projektowania nie był przystosowany do tak potężnych obciążeń punktowych jak basen pełen wody. Wcześniej niespecjalnie dużo wiedziałem o prowadzeniu siłowni, ale zdecydowałem się, bo to biznes usługowy, a taki przez 27 lat prowadziłem w postaci sieci szkół językowych, myślę, że z nie najgorszym skutkiem. Marriott w Katowicach. Cztery lata temu to były fantasmagorie. Jak udało się ściągnąć markę Courtyard by Marriott do Altusa? Poprosiłem moją asystentkę, aby znalazła telefon do osoby odpowiedzialnej za rozwój Marriotta. Dostałem numer komórkowy, zadzwoniłem, przekazałem, o co chodzi.

Ot tak? Zadzwonił pan i powiedział: dzwonię z Altusa, widziałbym w nim Marriotta...
Tak, a Janusz Mitulski, bo to z nim wówczas rozmawiałem, powiedział, że doskonale wie, o czym mówię, bo pracował kiedyś w hotelu sieci Qubus (hotel tej marki działał w Altusie niemal od otwarcia budynku, a wyprowadził się pod koniec ubiegłego roku - przyp. red.) i że możemy się spotkać w przyszłym tygodniu. Prowadziliśmy też rozmowy z innymi sieciami, natomiast jestem zwolennikiem zasady, że jeśli na początku wszystko idzie gładko, to potem będzie tylko lepiej. Potem okazało się, że to miłe „trudnego” początki. Sieć Marriott narzuca bardzo rygorystyczne wymagania, m.in. w kwestii bezpieczeństwa przeciwpożarowego, organizacji procesów wewnątrz. Dostosowywanie dawnego hotelu Qubus do standardów Marriotta jest bardzo skomplikowane, ale udaje nam się realizować poszczególne etapy konwersji.

Spodziewał się pan, że pójdzie tak gładko czy szykował na trudne negocjacje?
Nie spodziewałem. Ale negocjacje wciąż trwają i są trudne. Marriott sprawdza każdy element wystroju wnętrz naszego hotelu, każdy kawałek materiału i każdą płytkę. W związku z tym, że bardzo spieszymy się z remontem, to latamy do Frankfurtu i Londynu z walizkami pełnymi próbek, aby jak najwięcej elementów odhaczyć, zamówić i zdążyć z pracami w ciągu 8 do 9 tygodni. Niestety, czego bardzo żałuję, nie uda się zdążyć z otwarciem restauracji na 27. piętrze na Europejski Kongres Gospodarczy (restauracja będzie zajmowała całe ostatnie piętro Altusa). Doszliśmy do wniosku, że hotel otwieramy na co najmniej 30 lat - na tyle mamy podpisaną umowę z Marriottem - a nie na parę tygodni, i sukcesem będzie prowadzenie go w tak długim czasie, a nie gonienie terminów za wszelką cenę.

Courtyard by Marriott będzie kołem zamachowym dla Altusa?
Na pewno. Już dostaliśmy zapytanie ofertowe od sieci klubów samochodowych, wypożyczających swoim członkom samochody typu lamborghini, ferrari, aston martin, rolls-royce. Altus z hotelem Courtyard by Marriott to świetny adres dla takiego klubu. Zresztą prawdopodobnie przez dłuższy czas to będzie najbardziej prestiżowy hotel w regionie. Długi czas spędziłem na rozmowach z przedstawicielami sieci Marriott, że owszem Courtyard by Marriott to cztery gwiazdki, ale w Katowicach będzie wyznaczał standardy. Często też używałem argumentu, który być może przekonywał najmocniej, że to będzie taki Waldorf-Astoria, tyle że w Katowicach.

Przedstawiciele sieci rozważali w Katowicach markę z pięcioma gwiazdkami?
Nie. Pod tym względem byliśmy zgodni i jesteśmy realistami, musieliśmy schować ambicje. Do Katowic rzadko przyjeżdżają prezydenci firm, częściej wysyłają swoich szefów krajowych, a zasady korporacyjne wyznaczają, że wówczas śpi się maksymalnie w 4-gwiazdkowym hotelu.

Uporządkujmy portfolio Macieja Jaglarza. Ma pan kamienice w Katowicach, nieruchomości w Gliwicach i Warszawie, katowickie biurowce, wkrótce będzie pan prowadził hotel Courtyard by Marriott Katowice City Center. Nie ma pan już natomiast największej w Polsce sieci szkół językowych Profi Lingua. A to właśnie od szkoły językowej, stworzonej na początku lat 90., zaczynał pan z bratem biznes. Nie żal było sprzedawać?
Było żal. Nigdy nie podliczyłem tysięcy godzin, które spędziłem w tej szkole. W pierwszych latach to była praca od 6 rano do godz. 24. Dziś z uśmiechem patrzę na młodych pracowników, którzy chcą się rozliczyć z siedmiu minut „nadgodzin”.

Skąd więc decyzja, aby się jej pozbyć? Taki był pierwotny zamiar: zrobić ze szkoły markę i sprzedać?
Nie, sprzedaż nie była brana pod uwagę, bo szkoła była ewenementem, jako bardzo dobrze zorganizowany biznes pod każdym względem i niewymagający stałego nadzoru. Dzięki wspaniałym pracownikom można było zająć pozycję prezesa rady nadzorczej, a niekoniecznie dyrektora ds. sprzedaży. Decyzję w sprawie sprzedaży podejmowałem przez dwa miesiące, analizując wszystkie za i przeciw. Na początku szkoła prowadziła stosunkowo niedrogie kursy w szkołach podstawowych, wykorzystując sale lekcyjne, a sekretariaty jako punkty informacyjne. Z czasem przesunęliśmy nacisk na kursy w firmach, dopiero później szkoła przeszła na kursy stacjonarne. Dziś nowi właściciele muszą pamiętać, że jedną z niewielu rzeczy, jakie każdy młody człowiek ma ze sobą, jest smartfon z dostępem do internetu. Już Heraklit z Efezu zauważył, że jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana. Rada dla młodych przedsiębiorców: trzeba się nastawić na to, że jakikolwiek świetny pomysł na biznes masz dziś, za pół roku trzeba będzie go zmodyfikować, a za dwa lata być może całkowicie zmienić. Osoby, które niezmiennie trwają przy swoich planach i pomysłach, są na najlepszej drodze, aby zostać wypartym z rynku.

Altus w przyszłości też pan sprzeda?
Niewykluczone. Udało nam się stworzyć w Altusie trzy niezależne biznesy. Kupiłem budynek, a obecnie mam w nim prężnie działającą siłownię, która stanie się wkrótce 2. największą siłownią w Polsce, międzynarodowy hotel Marriott w najbliższej przyszłości oraz wspaniały budynek. Trzy niezależne spółki, każdą z nich można rozwijać, ale można też sprzedać. Niewykluczone, że w przyszłości będziemy rozwijać sieć fitness albo sieć hoteli.

Jak się zarządza najwyższym budynkiem w regionie? Gdy przejmował go pan przed 4 laty, Altus był nieco zapomniany.
Nieszczęściem Altusa było jego szczęście, to znaczy wszystko w budynku było wynajęte. Pierwsza firma, która poprosiła o większą powierzchnię, jej nie dostała. Potem kolejna. Oczywiście, gdy te firmy znalazły sobie inne adresy w mieście, ta powierzchnia się znalazła. Natomiast przez to, że Altus był w 100 proc. wynajęty, nie funkcjonował w świadomości firm i korporacji, jako miejsce lokalizacji biura. To było miejsce, gdzie sypiali, chodzili do dobrej restauracji, ale nie takie, gdzie chcieli mieć dwa piętra biur. Myślę, że po wyjściu z budynku firmy Capgemini udało nam się przywrócić Altus na rynek biurowy. Obecnie jesteśmy brani pod uwagę w trakcie rozsyłania zapytań ofertowych. Udało nam się już pozyskać kilka dużych firm, m.in. Guardian Industries czy spółkę córkę firmy Bertelsmann - Arvato i wiele mniejszych, ale znanych i znaczących firm. Łącznie mamy 15 tys. metrów kwadratowych powierzchni biurowych, ale w całym budynku jest aż 70 tys. mkw. pracujących dla właściciela. W części biurowej aktualnie zostało nam jedno piętro wolne i mamy pięć firm, które rozmawiają z nami o wynajęciu tej przestrzeni.

Nowoczesne biurowce są dla Altusa zagrożeniem?
Na pewno są konkurencją. Podejrzewam jednak, że jeszcze przez najbliższe cztery lata palmę najwyższego budynku Katowic, punktu orientacyjnego miasta, będzie dzierżył właśnie Altus, a nie powstające obok KTW.

Ale, jak pan mówił wcześniej, w biznesie wszystko się zmienia.
Tak, dlatego nasze aktualne plany to przywrócić Altusowi blask. W ciągu najbliższych tygodni remonty skończą się w hotelu. We wrześniu powiesimy szyldy Courtyard by Marriott Katowice City Center, rozbudujemy też siłownię, która łącznie będzie miała ponad 8 tys. mkw., wraz ze ścianą wspinaczkową i rozbudowaną strefą SPA, o której kilka razy już rozmawialiśmy.

Lubi pan Katowice?
Odpowiadają mi ludzie, którzy tu mieszkają, ich kultura pracy, zorganizowanie, punktualność. A miasto? Są miejsca, które bardzo lubię, są takie, które mniej. A w tenisa grywam od Gliwic po Zagłębie.

Maciej Jaglarz

Właściciel najważniejszych katowickich biurowców: Separatora, Nowego KCB oraz najwyższego budynku w aglomeracji - Altusa. Ma też Dom Handlowy Ślązak, kamienice w centrum Katowic oraz akademik w Ochojcu, przebudowany na budynek mieszkalny. Do tego nieruchomości w Gliwicach i Warszawie, ale też korty tenisowe w katowickim Muchowcu. Urodził się w Bytomiu, mieszkał w Rudzie Śląskiej, po studiach przeprowadził się do Katowic. Biznes zaczynał na początku lat 90. od szkoły językowej w Katowicach, która z biegiem lat stała się największą siecią szkół językowych w kraju. Biznes w nieruchomościach rozpoczynał od kupna dwóch mieszań w Superjednostce. Altusa Jaglarz kupił w 2013 roku za 185 mln zł. Wkrótce potem rozpoczął serię remontów w budynku i w jego części handlowej, w której dawniej działało kino, tworzy największe centrum rekreacyjno-sportowe w Katowicach.