Od 1 marca prezesem Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach jest dr inż. Adam Mirek. - Z całą pewnością zmniejszenie wielkości wydobycia jest jedną z przyczyn spadku liczby wypadków. Jednak nie jedyną. Wiele zależy od nowoczesnych form organizacji pracy, poprawy jakości stosowanych maszyn i urządzeń, a także - co jest pochodną spadku wydobycia - rezygnacji z wydobywania węgla z rejonów szczególnie zagrożonych - mówi Adam Mirek, prezes WUG w Katowicach.

Po czterech latach spędzonych w Instytucie Technik Innowacyjnych EMAG wraca pan do Wyższego Urzędu Górniczego. Jakie wrażenia po pierwszym dniu pracy?
Cztery lata to kawał czasu więc WUG, jako urząd, chociaż jest ten sam, to jednak nie jest taki sam. Przede wszystkim nastąpiła częściowa wymiana kadr, także z powodu naturalnych odejść na emerytury. Jest wielu nowych pracowników, co nie znaczy wcale, że brak im niezbędnego doświadczenia.

To również fachowcy branży górniczej w każdym calu. Szerzej niż kilka lat temu stosowane są nowoczesne "technologie administracyjne", które wykorzystując systemy komputerowe ułatwiają zarządzanie, obieg dokumentów i.t.p. To co na pewno się nie zmieniło to wymagania w stosunku do nadzoru górniczego - dalej najważniejsze jest bezpieczeństwo pracy w górnictwie - choć nie jest to jedyny aspekt pracy WUG-u. Gospodarka złożem (w tym zwalczanie nielegalnej eksploatacji), ochrona środowiska i wiele jeszcze innych zagadnień także wchodzi w zakres ustawowych zadań nadzoru górniczego. Kilkuletnia przerwa i zajęcie się pracą naukową pozwoliło mi - zaliczyć to chyba można do pozytywów - na zobaczenie niektórych zagadnień z innej perspektywy. Nie ukrywam jednak, że kierowanie tak ważnym Urzędem jest dla mnie zaszczytem.

Zaszczyt, zaszczytem, ale przyjście nowego szefa do firmy oznacza zazwyczaj zmiany. Jak będzie w WUG-u? Jakie zagadnienia wymagają najszybszych działań?
Organy nadzoru górniczego siłą rzeczy muszą dostosowywać zakres swoich zadań oraz ramy organizacyjne do zmieniających się uwarunkowań gospodarczych, ekonomicznych i organizacyjnych w branży wydobywczej. Jest oczywiste, że pewnych zmian nie unikniemy. Jednak ich zakres i charakter muszą być najpierw dokładnie przeanalizowane. Proszę więc to pytanie zadać mi mniej więcej za trzy miesiące - wtedy będziemy mogli porozmawiać o szczegółach.

CZYTAJ TAKŻE:
Adam Mirek nowym prezesem Wyższego Urzędu Górniczego

Pracę Wyższego Urzędu Górniczego postrzega się w naszym regionie głównie przez pryzmat kopalń węgla kamiennego. Co więcej o WUG-u głównie mówimy wtedy, kiedy dochodzi do wypadków po ziemią. Ale przecież zajmowanie się "węglem" to tylko część pracy Urzędu...
Nic dziwi mnie, że tak postrzegana jest praca instytucji, którą mam kierować. Wydobycie węgla kamiennego to nadal znacząca część całości wydobycia kopalin w Polsce. O tym, że podziemna eksploatacja węgla odbywa się w warunkach występowania praktycznie wszystkich zagrożeń naturalnych i technicznych, z jakimi mamy do czynienia w górnictwie, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Do tego bardzo często skala tych zagrożeń jest najwyższa. Natomiast do ustawowych zadań urzędów górniczych należą nadzór i kontrola nad tym, aby wydobycie w tych warunkach odbywało się w sposób możliwie najbardziej bezpieczny. Urzędy poza bieżącą kontrolą prawidłowości prowadzenia ruchu zakładów górniczych, prowadzą również m.in. dochodzenia w sprawach przyczyn i okoliczności zaistniałych wypadków lub niebezpiecznych zdarzeń. Wszystko po to, aby wnioski z tych dochodzeń pozwoliły na zapobieganie podobnym zdarzeniom w przyszłości. Dodam również, że nadzoru górniczego wymagają też dynamicznie rozwijające się górnictwo rud miedzi, surowców skalnych oraz wydobycie ropy i gazu.

Wróćmy do górnictwa węglowego. Zmniejsza się liczba kopalń i pracujących w nich górników, spada wypadkowość. Czy biorąc pod uwagę wszystkie te wskaźniki łącznie można mówić, że praca pod ziemią jest bezpieczniejsza niż na przykład pięć lat temu?
Z całą pewnością zmniejszenie wielkości wydobycia jest jedną z przyczyn spadku liczby wypadków. Jednak nie jedyną. Wiele zależy od nowoczesnych form organizacji pracy, poprawy jakości stosowanych maszyn i urządzeń, a także - co jest pochodną spadku wydobycia - rezygnacji z wydobywania węgla z rejonów szczególnie zagrożonych. Stąd trudno mówić o prostej zależności liczby zarejestrowanych wypadków od wielkości wydobycia i zatrudnienia. Wiele także zależy od jakości uregulowań prawnych, które z pewnością można i należy poprawiać i upraszczać. Jednak zmiany takie muszą mieć charakter ewolucyjny i muszą być wprowadzane wyjątkowo rozważnie. Praca pod ziemią nie znosi akcyjności, niedoróbek, bylejakości. Każdy drobiazg może kosztować zdrowie lub życie górników.

[ciąg dalszy na następnej stronie]