Strajk w Biedronce, strajk w Lidlu, Auchan, Netto. Dlaczego? Sprzedawcy walczą o podwyżki mimo że w ostatnim czasie dostali extra pensje. Wszystko wskazuje na to, że 2 maja odbędzie się ogólnopolski protest w dyskontach i hipermarketach. Będzie miał prawdopodobnie formę strajku włoskiego, co oznacza, że pracownicy będą wykonywać wszystkie czynności jak dotąd, ale wolniej, zgodnie z przepisami np. BHP. Źródłem protestu jest sytuacja w sklepach „Biedronka”, której pracownicy domagają się od właściciela uregulowania spraw wynagrodzenia i poprawy warunków pracy. A rząd zamierza wprowadzić ustawę o zakazie handlu w niedziele.

2 maja ma odbyć się ogólnopolski protest w sieciach handlowych. Powodem jest sytuacja w lubianych przez Polaków sklepach „Biedronka”. Związkowcy chcą zmusić pracodawcę do podniesienia płac, ale też do zmiany warunków pracy, bo zdaniem związkowców z „Solidarności” w handlu pracuje się zbyt ciężko za zbyt małe pieniądze.

Majówka 2017. Jakie sklepy są czynne 1, 2, 3 maja 2017? Godziny otwarcia sklepów w majówkę. Zobacz

ZOBACZ KONIECZNIE
IE ZARABIAJĄ W LIDLU, BIEDRONCE, NETTO PO PODWYŻKACH?

- Pracownicy, w tym najczęściej kobiety są przeciążone pracą - ocenia Alfred Bujara przewodniczący sekcji handlu w NSZZ „Solidarność”.

Na razie związek nie mówi oficjalnie, że jest organizatorem protestu.

- To ruch oddolny, ale nie ukrywamy, że zachęcamy do wzięcia w nim udziału pracowników innych sieci - wyjaśnia Bujara.

Strajk włoski?
Protest ma polegać przede wszystkim na prowadzeniu tzw. strajku włoskiego, czyli wykonywaniu obowiązków w sposób niezwykle drobiazgowy, a przez to wolniej. W Polsce mieliśmy do czynienia z taką formą protestu w przypadku pracowników kin Helios (2012 r.) oraz celników w 2016 roku. Taki strajk może doprowadzić do paraliżu w funkcjonowaniu firmy, zniechęci klientów i spadną obroty. Jak dodaje Bujara, możliwe są też inne działania jak np. wybieranie w tym dniu urlopów na żądanie lub pójście do lekarza, a także oddawanie krwi.

Oczywiście data strajku, czyli 2 maja nie została wybrana przypadkowo. To szczyt majowego weekendu, w tym roku dzięki sprzyjającemu kalendarzowi, wyjątkowo długiego. Protest rzeczywiście może zdenerwować klientów dyskontów, który w takie dni, nie oszukujmy się, poszukują zwykle pieczywa i... alkoholu.

CZYTAJCIE TEŻ:
Zakaz handlu w niedzielę? Budżet państwa może na tym sporo stracić. A klienci sklepów?
Zakaz handlu w niedzielę może zmniejszyć obroty o 9,6 mld zł

- Zalecałbym rozwiązywanie takich sporów w sposób pokojowy w ramach komisji dialogu - mówi Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Pracodawców „Lewiatan”.

Analizując sytuację w handlu, trzeba jednak patrzeć nie tylko na sprzedawców i pracowników dyskontów, ale całe otoczenie, w tym centra dystrybucyjne. Na zakaz handlu w niedzielę mogą pozwolić sobie tylko bogate kraje, jak Niemcy, Austria, Szwajcaria, czy Norwegia. Węgry, w które tak wpatrzeni są politycy PiS, zniosły zakaz handlu w niedzielę zaledwie po roku obowiązywania, bo przyniósł więcej szkód niż pożytku.

- W naszej rzeczywistości galerie handlowe stały się też miejscem spotkań. Proszę sobie wyobrazić, że jedna z największych firm produkujących w Polsce lody wstrzymuje się z inwestycjami, bo nie wie, jak będzie wyglądał niedzielny handel. A to dzień tygodnia, kiedy lodów sprzedaje się najwięcej - dodaje Mordasewicz.

ZOBACZCIE FILM: „Solidarność” złożyła w Sejmie projekt ustawy ograniczającej handel w niedziele

Mniej kobiet w pracy
Główny Urząd Statystyczny podał, że w IV kwartale minionego roku, że pracę w Polsce podjęło 51 tys. mężczyzn więcej niż kobiet, a 6 tys. odeszło z pracy. Nie wiadomo, czy to efekt programu 500 plus - mama woli siedzieć w domu z dziećmi, niż zarabiać na emeryturę. Takie dane będą wiarygodne dopiero za jakiś czas.Pewne jest jednak, że w handlu małym i dużym bardzo brakuje pracowników. Można to stwierdzić także przeglądając ogłoszenia poszukujące sprzedawców. To dodatkowy argument dla związkowców, którzy mogą zmusić właścicieli sieci do różnych ustępstw.

CZYTAJCIE DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE