- Nie rozumiem, dlaczego karmiące matki muszą się tłumaczyć - mówi pisarka Anna Dziewit-Meller w rozmowie z Anitą Czupryn.

Matki karmiące w Polsce są dyskryminowane?
Podchwytliwe jest to pytanie (śmiech). Ostatnimi laty mam coraz silniejsze poczucie, że w Polsce dyskryminowani z najróżniejszych powodów czują się wszyscy. Być może jako naród mamy pewną tendencję do przesadnego skupiania się na swoich odczuciach w różnych kontekstach. A z tego potem wyrastają różne kwiatki, typu „matki karmiące”, przewijaki, albo ich brak. To wzbudza emocje, które wydają mi się absolutnie nieadekwatne do problemu, jaki omawiamy. Jest takie angielskie sformułowanie: „I cannot believe I still have to protest this shit”, którego używa się w sytuacjach, kiedy opadły nam ręce z bezsilności.

Trudno uwierzyć w to, że nadal trzeba walczyć o sprawy podstawowe. I w tym wypadku śmiało można to sformułowanie stosować. No, bo naprawdę - w 2016 omawiamy publicznie prawo do karmienia dziecka piersią?

Czy karmienie piersią to temat, o którym można rozprawiać godzinami?
To jest aż niedorzeczne, że tak podstawowe sprawy trzeba omawiać na forum publicznym, że w ogóle dla kogoś to stanowi problem. No, ale widać stanowi. Z jednej strony ci, którzy oburzają się na publiczne karmienie piersią, wytaczają najcięższe armaty przeciwko muchom, ale i druga strona też takie armaty wytacza. Jak zwykle atmosfera jest gorąca, a temperatura sporu tak wysoka, jakbyśmy kłócili się o nie wiadomo jakie imponderabilia. Jak zwykle wylewamy nomen omen dziecko z kąpielą. Przecież tak naprawdę to powinna być debata nie o tym czy zakazać publicznego karmienia piersią ( a w to się oczywiście przerodziła), tylko o tym jak można pomóc tym, którzy karmią.

Napisała Pani, że przeciwnikom karmienia piersią w miejscach publicznych nie wadzą biusty reklamujące blachodachówkę...
No właśnie!

CZYTAJ TEŻ | PRZEZ KARMIENIE PIERSIĄ PADŁA OFIARĄ DYSKRYMINACJI? JEST POZEW PRZECIWKO RESTAURATOROWI Z SOPOTU

... że nie ma protestów o cyce w reklamach. Ale napisała też Pani, że sama nie cierpiała publicznie karmić piersią.
Chodziło mi o mój własny komfort. Nie lubię kiedy ludzie się na mnie gapią. Kiedy więc karmiłam piersią, starałam się schować, ale nie wynikało to z mojego zrozumienia dla osób, które obrzydzają moje nagie piersi, tylko ze względu na mój własny komfort. Powód był więc egoistyczny. Kiedy jest się matką maleńkiego dziecka, to naprawdę ostatnią rzeczą, o jakiej się myśli, jest epatowanie swoim rodzicielstwem. O, już samo to sformułowanie wydaje mi się dziwne. Mam wrażenie, że ja marzyłam głównie o tym, by niczym nie epatować i zapaść się pod ziemię, bo zwłaszcza przy pierwszym dziecku czułam się potwornie zestresowana tą sytuacją. Dzieckiem. Jego płaczem. W ogóle bycie z dzieckiem w przestrzeni publicznej oznacza dla rodzica ogromny stres. Starałam się więc chować, a nie, jak to teraz mówią, „szczuć cycem” na postronnych, biednych, Bogu ducha winnych ludzi. Problem zaś omawiany jest tak, jakby po ulicach biegały wyłącznie matki karmiące bez biustonoszy. A mnie się wydaje, że to jakaś idiotyczna burza w szklance wody.

Ale też zwróciła Pani uwagę na coś, co nazwała nieznośną fizjologią, którą odrzucamy, a wiadomo, że wszystkim nam towarzyszy ona od urodzin aż po śmierć.
To, jak mi się wydaje, jest pokłosiem reklamowych wizerunków człowieka, a zwłaszcza wizerunków kobiet, bo i pani o tym dobrze wie, i ja to czuję doskonale, że nie są to prawdziwi ludzie. Prawdziwi ludzie tak nie wyglądają, tak nie wygląda ich ciało, tak się nie funkcjonuje. Przestrzeń publiczna zagarnięta jest przez takie fałszywe wizerunki człowieka, jego ciała, jego fizjologii. Dlaczego na przykład tak boimy się niepełnosprawnych? Szczególnie widoczne jest to, kiedy wraca się z jakiegoś kraju na Zachodzie - jak mało jest w Polsce ludzi niepełnosprawnych na ulicach. Jak mało jest ludzi na wózkach, jak mało jest dzieci z Zespołem Downa w restauracjach, jak mało widać osób z porażeniem mózgowym. Wszędzie na świecie te osoby są obecne i akceptowane w kinach, restauracjach, na plażach. Nikogo to nie dziwi, nikt się natrętnie nie przygląda, dla nikogo nie jest to sytuacja krępująca. Ale to chyba element szerszej debaty o tym, ile mamy w sobie akceptacji dla Innego. Nawet jeśli ten inny to matka z niemowlakiem przy piersi.