Niewiele kobiet z założoną niebieską kartą zeznaje w sądzie przeciwko swoim oprawcom.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2015 r. funkcjonariusze założyli 75 495 niebieskich kart. Ile było wszystkich takich kart, trudno policzyć. Prawo do ich zakładania mają też pracownicy socjalni, członkowie komisji ds. rozwiązywania problemów alkoholowych, kuratorzy sądowi, przedstawiciele ochrony zdrowia i oświaty.

Narastanie napięcia, wyładowanie i faza miesiąca miodowego - to scenariusz, który wielokrotnie „przerabiają” ofiary przemocy.

- Z czasem faza miesiąca miodowego trwa coraz krócej, aż zanika całkowicie. A sprawca czuje się bezkarny - mówi asp. Roman Majer ze skierniewickiej komendy policji.

Niebieska karta jest zakładana i prowadzona w związku z uzasadnionym podejrzeniem istnienia przemocy w rodzinie. Wspieraniem osób w trudnej sytuacji zajmują się zespoły interdyscyplinarne. Do nich wpływa niebieska karta, a jej przewodniczący decyduje, jak można pomóc.

Czytaj także: Rośnie liczba niebieskich kart w Łódzkiem

- Przemoc dotyczy wszystkich grup społecznych, upijać się można tanim winem i drogim trunkiem - mówi Janina Wawrzyniak, dyrektor skierniewickiego MOPR i przewodnicząca zespołu interdyscyplinarnego. - Niebieskie karty są zakładane także w rodzinach prawników, lekarzy i nauczycieli. Są ludzie, którzy nie potrafią panować nad emocjami i wpadają w furię.

Poza statusem materialnym nie ma znaczenia także wiek i wykształcenie. Wspólna jest za to niechęć ofiar do ujawniania spraw związanych z przemocą.

- Takie osoby często nie życzą sobie, by ktoś się tym interesował. Mówią, że nic się nie stało - dodaje dyrektor Wawrzyniak.

- Zdarza się, że osoba, co do której istnieje podejrzenie, że jest dotknięta przemocą, jest do nas wrogo nastawiona - potwierdza asp. Majer.

Kobiety wykształcone, z zasobami materialnymi czasami potrzebują tylko rozmowy z psychologiem i wytycznych, co powinny zrobić. Bardzo ważne, czy ofiara ma oparcie w rodzinie.

Przemoc dotyczy w zdecydowanej większości rodzin, w których nadużywa się alkoholu. Mąż bije żonę, rodzice biją dzieci, a dorosłe dzieci biją rodziców. Wydawać by się mogło, że osoby doznające przemocy będą szukać wsparcia, ale...

- Kobiety dotknięte przemocą często wycofują się z zeznań - mówi Janina Wawrzyniak. - Najpierw wezwały karetkę, policję, wszystko opowiedziały. Kiedy przychodzi do składania zeznań przed sądem, bierze górę lęk. Przed samotnością i przed tym, czy poradzą sobie materialnie i logistycznie.

Czytaj:Łódź: przemoc w rodzinie coraz powszechniejsza

Oprawca to często jedyne źródło dochodu. Kiedy przeprasza, maltretowana kobieta wycofuje zeznania. Sprawca przemocy czuje się bezkarny i wszystko zaczyna się od początku.

- Nie wolno się bać, tkwić w przemocy, być bitym i poniżanym - stwierdza stanowczo dyrektorka skierniewickiego MOPR. - Wstydem jest to, że ktoś daje się bić i nieudolnie chowa siną twarz za okularami.

Niebieska karta wiąże się także z wizytami policjanta i pracownika opieki społecznej, a to dobrze działa na sprawcę. Zdarza się, że pod wpływem odwiedzin zaczyna bać się konsekwencji i powstrzymuje od znęcania się. Ofiara ma też więcej praw, może chociażby zwrócić się do sądu o opuszczenie przez agresora mieszkania. Sądy coraz częściej się do takich próśb przychylają.

- Zdarza się, że kobieta złoży zeznania, a później stwierdza, że się pogodzili i że się kochają - mówi Krzysztof Felicki, prokurator rejonowy w Skierniewicach. - Jeżeli wycofa zeznania, to w postępowaniu jest tak, jakby ich nie było. Są przypadki, że po jakimś czasie kobiety znów przychodzą je złożyć.

Wydarzenia tygodnia w Łódzkiem. Przegląd wydarzeń 15-21 sierpnia 2016 roku