Nawet co drugie dziecko w wieku dwóch lat korzysta ze smartfona lub tabletu - wynika z raportu "Smart Kids. Dzieci w mobilnym świecie" opublikowanym przez Mobile Institute. - Zadbajmy o to, żeby dziecko mogło odkrywać świat na wiele sposobów i telefon był jedynie dodatkiem - mówi Przemysław Staroń, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Szkoła Podstawowa im. Ojca Św. Jana Pawła II w Mietkowie. Tutaj od początku roku szkolnego nauczyciele namawiają rodziców, żeby ich pociechy nie przynosiły na lekcję smartfonów, które odciągają uwagę dziecka. Nie tylko od lekcji, ale również otaczającego ich świata.

- Namawiam rodziców, żeby ich dzieci nie przychodziły z telefonami na lekcje. Nie jest to uchwała, ale walka, bo do tego potrzebujemy podpisu każdego rodzica.

Niestety mamy złe doświadczenia z telefonami w szkole. Rok temu jeden z uczniów zrobił innemu zdjęcia oraz nakręcił film, po czym rozpowszechnił go w sieci. Nie było to miłe - tłumaczy Małgorzata Komaniecka, dyrektor szkoły podstawowej w Mietkowie.

Komaniecka dodaje, że nie chodzi o całkowite wykluczenie telefonów ze szkoły, bo rodzice np. chcą utrzymywać kontakt z dziećmi. Niemniej uczniowie powinni wiedzieć, kiedy można korzystać z gadżetów, bo najczęściej robią to kiedy chcą i gdzie chcą.

- Otrzymywałam sygnały od nauczycieli dotyczące korzystania ze smartfonów w czasie lekcji. To jednak nie jest tylko wina ucznia. To nauczyciel przez 45 minut sprawuje pieczę nad dzieckiem i musi mu zaoferować tak ciekawe zajęcia, żeby odciągnąć go od tabletu - dodaje dyrektor Komaniecka.

Tablet zamiast gazety

Nałogowe korzystanie ze smartfonów to jednak nic nowego. Od wielu lat nasza uwaga absorbowana jest na wiele sposobów, a tablet jest po prostu nowym narzędziem. Kluczem jest posiadanie umiejętności poprawnego korzystania z nowych technologii.

- Z internetu i środków masowego przekazu korzystamy w pracy, w domu i na wycieczce. Kiedyś sięgaliśmy po gazety, a teraz stojąc na przystanku przesuwamy palcem po ekranie telefonów. Nawet jeśli nie jest to godne pochwały, faktem jest, że od wielu lat do niedzielnego obiadu oglądamy telewizję. Tablet przy stole to po prostu inne medium - tłumaczy Przemysław Staroń, psycholog i kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS.

Jak wynika z raportu "Smart Kids", własne urządzenia mobilne posiada większość dziesięciolatków. Na wcześniejszym etapie są to częściej urządzenia dorosłych. Utarło się, że dziecko dorasta do posiadania np. telefonu komórkowego po ukończeniu edukacji wczesnoszkolnej. Jest jednak pewna prawidłowość - szybszy kontakt ze światem wirtualnym mają dzieci rodziców nałogowo korzystających z elektroniki.

- Moi dwaj synowie od urodzenia mają do czynienia z urządzeniami mobilnymi i zostawiają ślady w social media. Tak, wrzuciłem kiedyś na Facebooka prenatalne zdjęcie USG - mówi Sebastian Umiński z agencji PR Ogilvy & Mather. - Chłopcy otrzymali dostęp do telefonu w drugim roku życia. To była początkowo zabawa czymś, co się rusza, reaguje kolorami i dźwiękami. Używaliśmy telefonu, by np. pokazywać im zwierzątka i pojazdy. [...] Smartfon po ok. dwóch latach używania przestał być atrakcją, zaczął być narzędziem - dodaje Umiński.

Uzależnienie gorsze od pornografii

Ze wszystkich posiadanych przez dzieci urządzeń, aż 97 proc. posiada połączenie z internetem. Jeszcze niedawno najczęściej służył do gier i zabaw. Teraz do kontaktów z rówieśnikami w mediach społecznościowych.

- Nie można dziecku zabronić korzystania ze sprzętu, bo mechanizm zakazanego owocu zrobi swoje, a ponadto będzie wytykane palcami przez rówieśników. Jednakże zadbajmy o to, żeby dziecko mogło odkrywać świat na wiele sposobów i telefon był jedynie dodatkiem. Zaoferujmy maluchom książki, kreatywne gry i zabawy. Dawanie dziecku smartfona za każdym razem, gdy chcemy mieć święty spokój, do niczego nie prowadzi - podkreśla Staroń.

Im wcześniej założymy sobie na szyję internetową smycz, tym trudniej będzie nam ją zerwać. Według wspomnianego przez nas raportu ponad 70 proc. ankietowanych rodziców przyznało się, że obawia się uzależnienia swojego dziecka od urządzenia mobilnego. Dopiero na drugim miejscu strach przed dostępem do nieodpowiednich treści np. pornografii.

- Internet stał się ważnym elementem naszego metabolizmu informacyjnego. Gdy jesteśmy od niego odcięci, to zaczynamy się irytować - twierdzi Staroń. - Nie możemy sprawdzić fejsa i zrobić selfie na insta. Stajemy się ekshibicjonistami, którzy bezrefleksyjnie wrzucają do sieci informacje, co i kiedy robią - nie dziwią zatem fotki z wakacji, łóżka czy restauracji. Ten problem dotyka szczególnie młodych dziewcząt, których poczucie własnej wartości buduje liczba klikniętych "lajków" lub serduszek oraz komentarze "jesteś świetną dupą". Co ważne - my, ludzie, chcemy, żeby inni nas widzieli, słuchali i chwalili, nie jest to nic złego. Teraz po prostu mamy nowe medium, agorą XXI wieku jest właśnie internet z mediami społecznościowymi na czele. Natomiast jeśli nasze poczucie wartości jest uzależnione tylko lub głównie od lajków, to znak, że mamy problem - dodaje Staroń.

Eksperci szacują, że problemy z uzależnieniem od internetu oraz urządzeń mobilnych zaczynają się, gdy spędzamy przy nich co najmniej pięć godzin dziennie. I nie muszą to być konkretne czynności np. rozmowa na Facebooku. Ważna jest sama aktywność i "bycie" w sieci. Wtedy można reagować na każdą informację. Przecież w każdej chwili najbliższa koleżanka może nam zostawić komentarz pod zdjęciem.