Wieczór kawalerski i panieński coraz częściej przypomina imprezę bez zahamowań, znaną z hollywoodzkich filmów. Na organizację ostatniego przedmałżeńskiego „wieczoru wolności” wydajemy nawet kilka tysięcy złotych. Domek w lesie, alkohol, gitara, spa lub rejs statkiem po Odrze - to już jest passé. Dziś imprezowicze szukają atrakcji ze znacznie większym dreszczykiem emocji, bo przyjęło się, że tego legendarnego wieczoru wolno więcej niż zwykle.

- Porwanie przyszłej panny młodej czy striptiz „przypadkowej” autostopowiczki to coraz częstszy punkt takich imprez - mówi Szymon Kęszka, organizator wieczorów panieńskich i kawalerskich.

Wynajęcie limuzyny lub dancebusu kosztuje ok. 1800 zł. W cenę wliczono również wynajem loży VIP w klubie go-go. Za trzy 5-minutowe tańce zapłacimy 500 zł, tyle samo za „przypadkową autostopowiczkę”. 900 zł kosztuje taniec, w którym dwie dziewczyny w przebraniach wyginają się przed panami w rytmie muzyki.

Za podobne kwoty panie wynajmą tancerzy, autostopowiczów i limuzynę z umięśnionymi mężczyznami ściągającymi z siebie mundury policjantów, strażaków, kraciaste koszule ranczera z Teksasu lub garnitury Ala Capone. Panie preferują też naukę tańca na rurze lub poznają tajniki uwodzenia, które nierzadko wykorzystują później jeszcze tej samej nocy.

- Panuje zasada „zastaw się, a postaw się”. Ma być głośno, luksusowo i tak ekstra, jak w filmie „Kac Vegas”. Oglądając taki film, dobrze się bawimy i sami marzymy o przeżyciu podobnej imprezy. Wódka w lesie? Nuda - wyjaśnia dr Michał Lutostański, socjolog z Uniwersytetu SWPS.

- Striptizerki są formą rytualnego przejścia w niewolę. To ostatni moment, gdy możemy zobaczyć obcą osobą w negliżu. To też próba charakteru dla przyszłych małżonków, którzy są wystawiani na pokusy. Niestety, w tym szaleństwie często parodiujemy samych siebie. Niestety, w tym szaleństwie często parodiujemy samych siebie. Spotykamy się z przyjaciółmi, a ostatecznie mamy na sobie szarfy, diabelskie uszka, a na wieczorze panieńskim zaczepiamy obcych mężczyzn. Jedziemy limuzyną i krzyczymy przez okno bez większego celu. W końcu bawimy się na bogato. I wszystkim trzeba to pokazać - dodaje dr Lutostański.

A biznes się kręci, bo każdy chce przeżyć niezapomniane chwile. Za takie się płaci. We Wrocławiu kosztuje to całkiem sporo.

- Furorę robią porwania. Za 400 zł zorganizujemy profesjonalne aresztowanie przez przebranych policjantów, którzy wpadną, skują kawalera lub pannę i przewiozą w wyznaczone miejsce. Najczęściej stawiamy zarzuty handlu narkotykami lub podrobienia zawodowych dokumentów. Scenariuszy jest wiele, a niektóre wzbudzają wielkie emocje. Zdarzało się, że przyszłe panie młode płakały, a wszystko nagrywała kamera. Później film z porwania jest emitowany na weselu - mówi Szymon Kęszka, organizator wieczorów panieńskich i kawalerskich z firmy FeelEvent.

Obecne wieczory kawalerskie i panieńskie mają dostarczyć dreszczyku emocji. Gokarty, zawody w arrow tag (paint-ball polegający na strzelaniu z łuku), przejażdżka lamborghini po torze lub rejs statkiem po Odrze są tylko preludium do właściwych atrakcji, czyli podróży limuzyną lub dancebusem, w którym alkohol leje się strumieniami, wyginają się tancerki lub prężą muskuły striptizerzy.

Zainteresowanie jest tak duże, że zaczyna brakować tancerek. Czytaj dalej na kolejnej stronie (KLIKNIJ)