Zdrowie. Na ponad 34 tys. kobiet rodzących w 2014 roku w Małopolsce zmarła tylko jedna z nich.

Umieralność okołoporodowa kobiet to jeden ze wskaźników rozwoju cywlizacyjnego danego kraju. W Polsce wynosi on dziś 4,4 promila na tysiąc rodzących. Jeszcze kilkanaście lat temu przekraczała 20 promili, co stawiało nas w ogonie Europy. Obecnie średnia unijna to 6 promili, co oznacza, że awansowaliśmy do pierwszej dziesiątki. - W żadnej z dziedzin medycyny w ostatnich dwóch dekadach nie dokonaliśmy tak wielkiego skoku - mówi prof. Stanisław Radowicki, krajowy konsultant do spraw ginekologii i położnictwa.

Według Światowej Organizacji Zdrowia prawdopodobieństwo śmierci okołoporodowej wynosi w Polsce 1 do 19 800. Dla porównania: ten sam wskaźnik dla Czech to 1 do 12 100, a dla Niemiec - 1 do 11 000. Lepiej niż u nas jest m.in. w Finlandii, Norwegii i Szwecji.

Co sprawiło, że Polska, w której niemal wszystkie wskaźniki zachorowalności, wyleczalności i śmiertelności plasują nas na dalekich miejscach w UE, w tej branży medycznej osiągnęła tak olbrzymi postęp? To efekt m.in. wieloletniego nacisku ginekologów-położników i organizacji pacjentów, niemogących pogodzić się z tym, że polskie kobiety rodzą jak za przysłowiowego króla Ćwieczka.

- Aby osiągnąć efekt, wymusiliśmy wprowadzenie kategoryzacji szpitali w położnictwie - podkreśla Radowicki. Oznacza to, że w szpitalach powiatowych, czyli w placówkach o najniższym stopniu referencyjności, rodzą tylko kobiety z ciążą niepowikłaną. Pacjentki z ciążą średnio powikłaną trafiają do szpitali z drugim stopniem referencyjności, a te z poważnymi komplikacjami są przekazywane do specjalistycznych jednostek.

Polskie Towarzystwo Ginekologiczne - w oparciu o europejskie i światowe standardy - przygotowało zasady postępowania z kobietą w ciąży, podczas porodu i połogu. Brak pieniędzy powodował jednak, że tylko nieliczne placówki wprowadziły je w życie. - Przez lata przekonywaliśmy ministra zdrowia, by standardy te zostały ujęte w formie obowiązującego wszystkie placówki rozporządzenia. Nastąpiło to w 2012 roku - informuje Radowicki.

Ginekolodzy przekonali też urzędników resortu do zmiany przepisów dotyczących ciąży powikłanej. W rezultacie placówki, które chciały przyjmować najtrudniejsze, czyli najlepiej płatne przypadki, musiały unowocześnić sprzęt i aparaturę.

Dr Marek Kowalski, dyrektor Szpitala Ginekologiczno-Położniczego „Ujastek” w Krakowie, zwraca uwagę na coraz lepszą opiekę nad ciężarną. - Porady ginekologiczne dla przyszłych mam są nielimitowane, nie muszą więc na nie czekać. Zwiększyła się również liczba łóżek na patologii ciąży, którą dziś można ocenić jako wystarczającą - wskazuje Kowalski. Dyrektor podkreśla olbrzymią, w jego ocenie rolę prasy i internetu dla podniesienia świadomości kobiet. - Jeszcze kilkanaście lat temu nie do rzadkości należały pacjentki, dla których poród był pierwszym od 9 miesięcy kontaktem z lekarzem. Dziś takich przypadków nie mamy - mówi szef szpitala „Ujastek”.

***

Minus 45 procent

Od 1990 r. umieralność z powodu powikłań okołoporodowych spadła na świecie o 45 procent. Jednak wciąż alarmująca jest sytuacja w krajach Afryki, niektórych państwach Azji i Ameryki Południowej. Średnio zgon kobiety w okresie okołoporodowym następuje tam co minutę lub dwie. Z powodu powikłań związanych z ciążą i jej rozwiązywaniem w ostatnich dwudziestu latach zmarło na świecie ponad 10 mln kobiet.