Legendarna tramwajarka, kobieca ikona "Solidarności", sygnatariuszka Porozumień Sierpniowych, matka 12 adoptowanych dzieci.

Henryka Krystyna Krzywonos-Strychowska urodziła się 27 marca 1953 roku w Olsztynie. Jej dzieciństwo nie należało do szczęśliwych. Rodzice pili i zaniedbywali czwórkę swoich dzieci. Nie miała ubrań, zimą marzła, często była głodna. Gdy Henryka była mała, razem z bratem umieszczono ją w domu dziecka. Wróciła do rodziców, lecz w wieku 13 lat ponownie zabrano ją do placówki opiekuńczej, w której pozostała aż do pełnoletności.

W domu rodzinnym nie byłam dzieckiem kochanym, takim co się chwali i głaszcze po głowie, a raczej wprost przeciwnie. Dzieci lało się bez opamiętania tylko dlatego, że poprosiło o nowy zeszyt, bo stary był zapełniony.

Namiastkę domu i uczucia dawała jej babcia. "Bardzo ją kochałam, choć do dziś nie wiem, czy i ona mnie kochała. Mimo wszystko, moje złaknione uczucia i dobrych wzorców serce, czerpało z niej jak z otwartej księgi. To była kobieta, która wpoiła mi zasadę, że nigdy nie należy nikomu robić krzywdy, że mam tak postępować, żeby nikt nie musiał przeze mnie płakać."

Babcia nauczyła ją też, że zawsze należy wyżej stawiać dobro drugiego człowieka niż własne. "I tak też żyłam, zawsze dla kogoś. To już nawyk, żeby patrzeć nie tylko na swoje podwórko, ale też na sąsiedni ogródek. I nie po to, żeby o sąsiadach plotkować, czy patrzeć co i jak im w tym ogródku rośnie, ale żeby mieć kontrolę, czy nie dzieje się tam nic złego, czy nie potrzebują pomocy." - mówiła.

W 1971 roku skończyła Szkołę Podstawową dla pracujących, dwa lata później została zatrudniona jako motornicza w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym. W 1978 roku pracowała w Stoczni Gdańskiej, gdzie była operatorem urządzeń dźwigowych. Po roku wróciła za stery tramwajów.

„Ten tramwaj dalej nie pojedzie”

15 sierpnia 1980 roku usiadła jak zwykle za stery "piętnastki". W Stoczni Gdańskiej trwał strajk, do którego przyłączali się pracownicy trójmiejskiej komunikacji. Z zajezdni w gdańskim Nowym Porcie nie wyjechały dwa pierwsze tramwaje - jeden motorniczy gdzieś się zapodział, a drugi zaczął skarżyć się na nagłe dolegliwości żołądkowe. Henryka Krzywonos postanowiła wyjechać na trasę. Dojechała do Opery Bałtyckiej, jednego z głównych węzłów komunikacji tramwajowej i... zatrzymała skład.

"Ten tramwaj dalej nie pojedzie" – oznajmiła pasażerom. Bała się awantur pasażerów jadących do pracy, lecz zamiast wyzwisk, usłyszała oklaski. Choć opozycja twierdzi, że skład stanął, bo władze wyłączyły zasilanie trakcji, Henryka Krzywonos stała się symbolem kobiety, która zapoczątkowała strajk pracowników gdańskiej komunikacji, którzy w ślad za nią zaczęli przystępować do protestu. Dziś mówi się, że zatrzymała nie tylko tramwaj, ale też bieg zdarzeń w Polsce.

Dołączenie się do protestów pracowników komunikacji było dla strajkujących stoczniowców ogromnym wsparciem. "Wreszcie protest zobaczyli zwykli mieszkańcy. A poza tym w naturalny sposób zaczęły stawać kolejne zakłady, bo ludzie nie mieli jak dojechać do pracy" – opowiadał po latach Jerzy Borowczak, jeden z inicjatorów strajku w Stoczni Gdańskiej.

Bez was nas rozgniotą

16 sierpnia Henryka Krzywonos pojechała do Stoczni Gdańskiej, żeby poinformować o przyłączeniu się do strajków. Okazało się, że stoczniowcy wywalczyli podwyżki pensji i zamierzają kończyć protest. Krzywonos wraz z Anną Walentynowicz, Aliną Pieńkowską i Ewą Osowską zatrzymywały przy bramie rozchodzących się do domu stoczniowców, prosząc, by nie przerywali strajku.

"Jeśli nas porzucicie, będziemy zgubieni! Stocznię zostawią w spokoju, ale małe zakłady rozgniotą jak pluskwy! Autobusy nie zwyciężą czołgów!" - wołała.

Lech Wałęsa zdecydował się ogłosić strajk solidarnościowy. Henryka Krzywonos weszła w skład Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego jako przedstawiciel WPK.

31 sierpnia, w dwa tygodnie po zatrzymaniu tramwaju, była jedną z osób, które złożyły swój podpis pod Porozumieniami Sierpniowymi.

Bibuła, represje, wyjazd

W okresie stanu wojennego pomagała internowanym i ich rodzinom, zaangażowała się w rozprowadzanie wydawnictw podziemnych. Była represjonowana, podczas jednej z rewizji zomowcy pobili ją tak dotkliwie, że straciła ciążę.

Miała zakaz podejmowania pracy i kazano jej opuścić Gdańsk. Z pomocą przyszedł ksiądz Henryk Jankowski, który przekazał jej pieniądze na wyjazd. Trafiała najpierw na Mazury, potem przeniosła się do Szczecina. Żeby móc pracować i uniknąć prześladowań zmieniła nazwisko, biorąc fikcyjny ślub.

Zgodził się na niego jeden z facetów, który wiedział o co chodzi. Ślub wzięłam tylko po to, by wziąć później rozwód. Nazwisko jednak zostało. Nie mieszkaliśmy razem, choć nawet się zaprzyjaźniliśmy. Ten mężczyzna wiedział, że kiedy tylko będzie chciał, załatwimy sprawę i przerwiemy tę fikcję. Tak w końcu się stało

– opowiadała po latach w jednym z wywiadów.

Pod zmienionym nazwiskiem Henryka Krzywonos rozpoczęła pracę jako prządka w zakładach chemicznych Wiskordu. Pewnego dnia straciła w pracy przytomność. Diagnoza lekarza była przerażająca – nowotwór złośliwy. Rokowania nie były optymistyczne, dawano jej 2-3 lata życia. Jednak operacja, którą odradzano, udała się i Henryka Krzywonos wróciła do Gdańska.


Prawdziwa miłość

Znalazła pracę w ośrodku szkolenia cudzoziemców, a męża ... w warzywniaku. Gdy udało jej się kupić meble do pustego mieszkania, nie miał kto ich wnieść. Poprosiła o pomoc w pobliskim sklepie warzywnym. Krzysztof Strycharski wniósł meble na górę i wszedł na herbatę.


Zobaczył te pustki i szkoda mu się mnie zrobiło. Nazajutrz, 15 lipca, przyszedł na moje imieniny. Wtedy dostałam pierwszy w życiu prezent – 25 deko kawy. Krzysztof powiedział, że był w wojsku i w milicji. Nie spodobało mi się to. Ale wyjaśnił, że jedyną akcją, w jakiej brał udział, było poszukiwanie ciała księdza Popiełuszki. Zaczęła się przyjaźń. (...) Młodszy ode mnie o 12 lat, były zomowiec. Ale ja ludzi nie osądzam pochopnie. Dla mnie najważniejsze było, że nie chciał nawet piwa. Nie pije znaczy.

15 października 1987 roku, po zaledwie 3 miesiącach znajomości, wzięli ślub. Krzywonos miała 36 lat i wiedziała, że nie będzie mogła mieć dzieci, więc zdecydowali się na adopcję. Dziewczynka miała na imię Agnieszka. Niedługo później zmarła sąsiadka, osierocając 13-letniego Janka. Najbliższa rodzina nie mogła zaopiekować się chłopcem.

- Wróciłam do domu i cały dzień milczałam ze strachu. Wieczorem zrobiłam kolacyjkę. I mówię: „Będziemy mieli drugie dziecko”, Krzysztof na to: „A to dobrze. Jakie?”.

Rodzinny dom dziecka

"Pojechałam z grupą dzieci w Bieszczady, na takie wczasy z pedagogiem. Tam się okazało, że umiem rozmawiać z dziećmi. One pisały o mnie wiersze, ja zabierałam je na basen i w góry. Było fajnie. W tym czasie odwiedziła nas pewna osoba, która opiekowała się rodzinnymi domami dziecka. Zaczęła mnie na taki namawiać i wróciłam do domu nabuzowana nowym pomysłem. Czułam, że opiekowanie się dziećmi to mój żywioł, że się w tym sprawdzę" – wspominała po latach.

Jako trzecia w domu Henryki i Krzysztofa zamieszkała Ola. Po niej pojawiła się szóstka rodzeństwa, a potem kolejna trójka dzieci. Duża rodzina przeprowadziła się do trzech połączonych ze sobą mieszkań w bloku na gdańskiej Zaspie.

Henryka Krzywonos, choć sama nie znała ciepła domowego ogniska, przy pomocy męża stworzyła pełen miłości dom dla 12 dzieci: Agnieszki, Aleksandry, Marleny, Moniki, Patrycji, Sabiny, Sylwii, Eugeniusza, Janka, Łukasza, Przemka i Tomasza.

Nie zawsze było łatwo. W dzień wszystko szło jak należy, a wieczorem zastanawialiśmy się: Boże kochany, co jutro? Przez pół roku nie dostaliśmy na dzieci pieniędzy. A mieliśmy wydatki, bo nasze dzieci to były schorowane sieroty. Chciałam im pokazać świat, jakiego nie znały. Dawałam z siebie wszystko, by czuły się kochane.

Dzieci, które trafiały do niej pod opiekę były trudne, cierpiące na chorobę sierocą, z traumami. "Jedne problemy znikały, a na ich miejsce pojawiały się inne, czasami jeszcze trudniejsze. Wiedziałam jednak, że kiedy powiedziałam „a”, musiałam też powiedzieć „b”. Zawsze byłam w swoim działaniu konsekwentna. Owszem, czasami w nocy płakałam w poduszkę, ale nie z niemocy, tylko dlatego, że potrzebowałam pomysłu na naprawę sytuacji."

Swoim dzieciom starała się zapewnić wszystko to, czego sama w życiu nie miała.

"Gdy byłam dzieckiem, nigdy nie dostałam prezentu, nawet podczas świąt. Zamiast paczek i upominków były krzyk i alkohol. Nikt mnie nie chwalił, nie głaskał po głowie. Wszystko, co robiłam, było złe. Nie miałam ubrań czy porządnych butów, tak jak moi koledzy. Bardzo się tego wstydziłam. Ale w moim rodzinnym domu brakowało nie tylko rzeczy materialnych, brakowało też uczuć. Nie było miłości i troski. Te uczucia chciałam przekazać swoim dzieciom."

Oficjalnie Rodzinny Dom Dziecka działał od 1994 roku do 2009, kiedy to Henryka Krzywonos postanowiła przejść na emeryturę. Jednocześnie prowadziła też fundację wspierającą rodziny będące w trudnej sytuacji. Wszystko to z widmem choroby, która w każdej chwili może się uaktywnić.

"Kolejne diagnozy nie były już tak drastyczne. Z tą chorobą na szczęście można trwać latami. Wszystko zależy od organizmu i stylu życia. Spytałam, jak będzie wyglądał koniec. Lekarz powiedział, że mocno wyszczupleję. W pewnym momencie zaczęłam się obżerać, by nie schudnąć" - opowiadała.

Kobieta roku, posłanka, feministka

„O, jest pani rzeczywiście tak gruba jak ja, grubsza nawet ode mnie” – usłyszała od Henryki Krzywonos-Strycharskiej Dorota Wellman, której Andrzej Wajda zaproponował odegranie roli legendarnej "Heni tramwajarki" w filmie o Lechu Wałęsie. "U niej wszystko jest takie autentyczne. Jak ona powie, że coś zrobi, to jej się wierzy” – opowiadała Dorota Wellmann.

W 1996 roku Henryka Krzywonos została jedną ze Stu Polek, w 2000 roku otrzymała tytuł Honorowego Obywatela Miasta Gdańska, w 2005 r. odznaczoną ją nagrodą im. Andrzeja Bączkowskiego za krzewienie służby publicznej, a rok później Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

W 2004 roku ukończyła Centrum Kształcenia Ustawicznego dla Dorosłych w Gdańsku. Zaangażowała się w politykę i w 2014 roku startowała z listy Platformy Obywatelskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Chciała zajmować się polityką społeczną, sprawami socjalnymi i problematyką dotyczącą rodzin, w tym opieki nad dziećmi. Interesowały ją sprawy młodych ludzi, którzy nie mają pracy. Chciała pomagać tym, którzy sobie w życiu nie radzą.

Nie możemy pozwolić, by w dostatniej Europie, która ma nadprodukcję żywności, ktokolwiek był głodny czy nie miał gdzie przenocować. No i sprawy dzieci, ich prawo do godnego i bezpiecznego dzieciństwa. Dzieci trzeba kochać i szanować, bo to one będą rządzić i opiekować się nami w przyszłości

- opowiadała w rozmowie z Agatą Młynarską.

Henryce Krzywonos nie udało się uzyskać mandatu posła. Rok później wystartowała w wyborach parlamentarnych z listy PO w okręgu gdyńskim. Została wybrana na posłankę VIII kadencji.

Zaangażowała się w działalność Kongresu Kobiet, została członkiem Rady Programowej, a w 2009 roku Kongres uznał ją za Polkę Dwudziestolecia. Gdy Kazimiera Szczuka spytała ją, czy jest feministką, odpowiedziała:

Myślę, że nie można nazwać mnie garkotłukiem, mimo, że wychowałam dwanaścioro dzieci. Zawsze miałam czas dla siebie. To od nas bowiem zależy, jak zorganizujemy sobie czas, czy zadbamy o siebie. Myślę, że każda kobieta jest feministką tylko się do tego nie przyznaje. Tak, mogę powiedzieć, że jestem feministką.

W 2010 roku tygodnik „Wprost”  przyznał jej tytuł „Człowieka Roku”, została odznaczona tytułem Honorowego Obywatela Miasta Gdańska i nagrodą Znaku i Hestii im ks. Tischnera. Gdy tygodnik "Twój Styl" uznał ją Kobietą roku 2010 powiedziała:

"Jestem oszołomiona. Czuję się zaszczycona. To ogromne wyróżnienie i zobowiązanie. Będę się starała nie zawieść wszystkich. Orderów i krzyży nie potrzebuję, wystarczy dobre słowo".

W 2011 roku uhonorowano ją Orderem Ecce Homo "za wieloletnią i bezkompromisową walkę o prawdę, wbrew wszelkim przeciwieństwom oraz za miłość i wielkie serce okazywane bezbronnym dzieciom".

Rok później, na wniosek dzieci, dostała Order Uśmiechu, a w 2015 roku wręczono jej Odznakę Honorową za zasługi dla Ochrony Praw Dziecka.

Uparta, krzykliwa baba, która każdemu pomoże

Choć jest uważana za jedną z legendarnych postaci Solidarności, na 25. rocznicę powstania Związku nikt jej nie zaprosił. 5 lat później, podczas uroczystych obchodów 30-lecia weszła na mównicę zaraz po Jarosławie Kaczyńskim i powiedziała:

Słucham tak pana prezesa i - powiem szczerze - jestem zwykłą kobietą, więc jakbym miała was obrazić, to z góry przepraszam - krew mnie jaśnista zalewa. Bo przecież obraża tu nas wszystkich. Momencik, zaraz będziecie gwizdać, nie pozwolę siebie przekrzyczeć.

I nie pozwoliła, zarzucając Jarosławowi Kaczyńskiemu, że niszczy pamięć o swoim bracie. Jej publiczne wystąpienie szeroko cytowały i komentowały media, a Polska przypomniała sobie o "Heni tramwajarce".

Jest bohaterką filmów dokumentalnych i książek, m.in. "Świat bez tajemnic – Oni zrywali Żelazną Kurtynę – Polska. Henryka Krzywonos i narodziny Solidarności" Małgorzaty Buckiej i książki Agnieszki Wiśniewskiej "Duża Solidarność, mała solidarność. Biografia Henryki Krzywonos".

Sama o sobie mówi, że jest upartą, konsekwentną, krzykliwą babą. Wariatką, która mówi to, co ma do powiedzenia, a czasem jak spokojny argument nie działa, krzyczy. Bywa nieprzyjemna, gdy ktoś nadepnie jej na odcisk, ale po chwili można ją przytulić i wszystko jest OK.

Czy się czegoś boi? Tylko tego, że mogłaby zostać sama, bez ukochanego Krzysztofa, z którym mieszka obecnie w domku na Kaszubach. Czynnie działa na rzecz społeczności lokalnej i na rzecz dzieci. Jest Społecznym Doradcą Rzecznika Praw Dziecka a także członkiem Rady Fundacji Solidarności Międzynarodowej. We wszystkich działaniach wspiera ją mąż.

Jak dwoje ludzi się kocha, to są w stanie góry przenosić. Dla nas: miłość, szacunek, zaufanie, to nie są utarte slogany, to podstawa, na której mocno opiera się nasze małżeństwo. Zawsze możemy na siebie liczyć. Jak mam doła, to Krzysiu dodaje mi wiary w siebie i na odwrót.

Wrażliwa na ludzką niedolę, pomaga tam, gdzie może. Ma opinię kobiety, na którą wszyscy mogą liczyć i która pomoże każdemu potrzebującemu. Osoby, która wszystkich ludzi szanuje tak samo, nie zwracając uwagi na pochodzenie, wyznawaną religię, czy społeczne wykluczenie. Jest wybitną osobowością i dla wielu autorytetem.

H. Krzywonos apeluje o szanowanie konstytucji: Nie ośmielmy się jej zniszczyć