Księżna Diana rozpoczęła terapię z poleconym księciu Karolowi przez jego przyjaciela terapeutą Alanem Mc Glashanem. Zarzuciła ją jednak już po ośmiu sesjach i wkrótce do tego samego specjalisty zaczął chodzić Karol. Terapia trwała w sumie aż 14 lat.

Księcia Karola nękali w szkole jego rówieśnicy. W domu dostawał niewiele uczucia. Między innymi dlatego nigdy nie potrafił rozwinąć w sobie umiejętności, dzięki którym mógłby pomóc swojej chwiejnej emocjonalnie żonie. Tak przynajmniej twierdzi Sally Bedell Smith w swojej nowej biografii brytyjskiego następcy tronu „Prince Charles: The Passions nad Paradoxes of an Improbable Life”.

Smith jest amerykańską historyczką i cenioną autorką książek biograficznych o postaciach z pierwszych stron gazet - politykach, artystach i ludziach biznesu. Pisała już o małżeństwie Kennedych i ich życiu w Białym Domu, Hillary i Billu Clintonie oraz królowej Elżbiecie II.

Zaraz po ślubie w 1981 roku książę Karol miał być głęboko wstrząśnięty i oszołomiony nieprzewidywalnym zachowaniem swojej żony księżnej Diany. Przekonał ją do wizyty u terapeuty. Jemu samemu brakowało zarówno siły charakteru jak wiedzy, aby udzielić pomocy silnie niezrównoważonej emocjonalnie młodej kobiecie.

Księżna rozpoczęła terapię z poleconym księciu przez jego przyjaciela terapeutą Alanem McGlashanem. Zarzuciła ją jednak już po ośmiu sesjach. Na sesje do niego zaczął zatem uczęszczać sam książę Karol. Według Bedell Smith jego terapia trwała 14 lat.

Autorka rysuje niepokojący, ale i nie pozbawiony sympatii portret zdesperowanego męża usiłującego mierzyć się z „emocjonalnymi wybuchami żony, które wstrząsały nim z racji swojej intensywności i nagłości”. Bedell Smith twierdzi - fragmenty jej autobiografii drukował w odcinkach „Daily Mail” - że McGlashana polecił księciu przyjaciel, którego ten uznawał za swojego guru. Chodzi o 74-letniego wówczas filozofa i działacza na rzecz ochrony przyrody Laurensa van der Posta.

Van der Post odwiedził małżonków spędzających miesiąc miodowy w szkockiej rezydencji królowej zamku Balmoral. Diana „jeśli akurat nie gromiła męża za jego poprzednią partnerkę i nie narzekała na męcząca atmosferę dworu królewskiego” większość czasu spędzała „cierpiąc na bezsenność i chudnąc z dnia na dzień”. W tej sytuacji van der Post niewiele mógł zdziałać i zalecił księżnej Walii podjęcie terapii. Jednak autorka twierdzi, że w gruncie rzeczy na kontakcie z McGlashanem najwięcej skorzystał sam Karol. Terapeuta postrzegał księcia jako „człowieka źle rozumianego [przez żonę i otoczenie] oraz łaknącego naprawdę spontanicznego, naturalnego uczucia”. Cytowany przez autorkę van der Post mawiał, że to właśnie McGlashan pomógł brytyjskiemu następcy tronu wytworzyć w sobie „poczucie szacunku, na jaki zasługiwał jego naturalny duch”.

Bedell Smith twierdzi też, że w 2001 roku ze względu na zbliżający się ramadan książę próbował wpłynąć na odłożenie daty amerykańsko-brytyjskiej inwazji na Afganistan.

Ignorując poparcie brytyjskiego rządu dla tej operacji Karol miał dzwonić do przyjaciela królowej i jednocześnie ówczesnego amerykańskiego ambasadora w Londynie Williama Farisha. Pytał go czy ze względu na „uhonorowanie ramadanu” nie można odłożyć początku inwazji. Farish wyznał autorce biografii, że oświadczył księciu, iż zatrzymanie operacji byłoby trudne. Gdy ten protestował mówiąc, że przecież Amerykanie mogą wszystko, ambasador zapytał czy mówi naprawdę poważnie.

Autorka twierdzi, że cech osobowości unikającej i psychologicznych męczarni, jakich książę doświadczał po rozpadzie małżeństwa z Dianą należy przynajmniej częściowo szukać w jego trudnym dzieciństwie.

Wysłano go do szkoły z internatem w Berkshire. Mający wtedy osiem lat chłopak przeżywał „dojmującą tęsknotę za domem, kurczowo przyciskał swojego pluszowego misia i często na osobności popłakiwał”. Koledzy śmieli się z jego odstających uszu i nazywali „grubasem”. Podczas szkolnych meczów rugby „zarówno przeciwnicy, jak i członkowie jego drużyny okładali go przy formowaniu młyna”.

Autorka cytuje jednego z jego kolegów z klasy Johna Stonborougha. - Nigdy nie wiedziałem, by na to reagował. Zachowywał się w sposób stoicki. Nigdy nie oddawał. Nękano go naprawdę bardzo ostro.

Wiele lat później książę będzie się skarżył, że już od czasów szkolnych ludzie odsuwali się od niego, bo „nie chcieli, aby myślano, że mu się podlizują”.

Przy [nieudanych] próbach pomocy księżnej jego poczucie izolacji czy osamotnienia ulegało tylko pogłębieniu. - Rozdzierały ją uczucia pustki i zobojętnienia. Bała się odrzucenia. Miała trudności w podtrzymywaniu relacji z innymi, a tych najbliższych utrzymywała w stanie ciągłej niepewności z racji swoich raptownie zmieniających się nastrojów, wybuchów gniewu czy przedłużających się dąsów. Karol jej współczuł, ale brakowało mu wiedzy czy siły charakteru, by pomóc tej głęboko niezrównoważonej emocjonalnie młodej kobiecie - pisze Bedell Smith.

Po pięciu w „większości nieszczęśliwych” latach książę „dał za wygraną”. - Naprawdę uważał, że - jak ujął to jeden z członków jego sekretariatu - „wypruł dla niej żyły”, ale jej potrzeby okazały się workiem bez dna - pisze autorka biografii. W 1986 Karol „na nowo wzniecił” swój dawny romans z Camillą Parker Bowles.

Bedell Smith przypisuje silne emocjonalne rozterki księcia temu, że nigdy nie mógł rozmawiać o swoich kłopotach z rodzicami. W tym kontekście cytuje jego babkę Patricię Mountbatten: „Nie mógł wypłakać się na ramieniu matki. To były długie i rozpaczliwie smutne lata”.

Tłumaczenie Zbigniew Mach