16 czerwca 30-latka z okolic Rypina przez cesarskie cięcie urodziła w tamtejszym szpitalu syna. Kilka godzin później doszło do powikłań, na skutek których kobieta zmarła. Sprawa trafiła do prokuratury.

- Pacjentka trafiła do nas w dobrym stanie. Rano, 16 czerwca przez cesarskie cięcie urodziła dziecko. Zarówno matka, jak i syn byli w dobrym stanie. Przed południem lekarz prowadzący stwierdził komplikacje. Dołożyliśmy wszelkich starań, by im zapobiec. Gdy tylko okazało się, że nie jesteśmy w stanie pomóc pacjentce, zdecydowaliśmy o natychmiastowym przetransportowaniu jej do Szpitala Uniwersyteckiego im. Jana Biziela w Bydgoszczy - mówi Michał Jonczynski, dyrektor powiatowego szpitala w Rypinie.

Zarówno on, jak i lekarze rypińskiego szpitala nie spodziewali się, że dojdzie do tragedii. Tego samego dnia, gdy się pojawiły komplikacje po cesarskim cięciu, kobieta została przetransportowana helikopterem do bydgoskiego szpitala, gdzie wieczorem zmarła.

Każdy z nas chce wiedzieć, dlaczego pacjentka zmarła. Powołaliśmy nawet specjalną komisję w naszym szpitalu, która bada tę sprawę

Jej rodzina jest w szoku. Chce wyjaśnić, dlaczego doszło do tego tragicznego w skutkach zdarzenia. Jak dowiedziały się „Nowości”, ciężarna była zdrowa, a synek, którego urodziła w rypińskim szpitalu, był jej drugim dzieckiem. Kobieta osierociła też 11-letnią córkę.

Kto zawinił?

- Każdy z nas chce wiedzieć, dlaczego pacjentka zmarła. Powołaliśmy nawet specjalną komisję w naszym szpitalu, która bada tę sprawę - dodaje Michał Jonczynski, dyrektor rypińskiego szpitala.

zdjęcie ilustracyjne Arkadiusz Dembiński

Sprawę bada też Prokuratura Okręgowa we Włocławku.

- Od kilku dni toczy się postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. 23 czerwca odbyła się sekcja zwłok kobiety. Jej wynik będzie jednak znany dopiero za kilka tygodni. Dzięki niej dowiemy się, jak doszło do tego zdarzenia i czy w ogóle zaistniał błąd medyczny - tłumaczy prokurator Justyna Plechowska.

Zawiadomienie do prokuratury złożyła rodzina zmarłej kobiety. Zdaniem prokurator Plechowskiej, w takiej sytuacji to zrozumiałe.

„Nowości” kontaktowały się z jedną z ginekolożek w tej sprawie. Usłyszeliśmy, że śmierć w wyniku cesarskiego cięcia to rzadkość w dzisiejszych czasach, ale jednak to operacja i zawsze jest ryzyko, że dojdzie do powikłań.

- Trudno mówić o tym, co było przyczyną śmierci młodej kobiety, jeśli nie wiemy, do jakich powikłań doszło. To nie jest takie proste, ponieważ przyczyn może być mnóstwo - mówi lekarka.

Za dużo cesarek?

Z badań przeprowadzonych w 2015 roku w ramach projektu „Euro-Peristat”, z udziałem naukowców z City University London, wynika, że Polska zajmuje jedno z czołowych miejsc, jeśli chodzi o liczbę przeprowadzonych cięć cesarskich. W 2015 roku cesarki stanowiły około 34 proc. wszystkich porodów, a w 2016 roku liczba ta zwiększyła się do 4o proc., o czym poinformowała Fundacja Rodzić po Ludzku.

zdjęcie ilustracyjne Paweł Miecznik

W związku z tymi statystykami minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zapowiedział, że liczbę cesarskich cięć trzeba ograniczyć, zwłaszcza jeśli są to tzw. cesarki na życzenie ze względu na ból porodowy. Minister zdrowia podkreślał, że kobiecie przysługuje znieczulenie, które jest w standardzie opieki okołoporodowej, i to powinno wystarczyć.

Warto jednak podkreślić, że jest wiele innych przyczyn medycznych, jeśli chodzi o wykonanie cesarskiego cięcia, o którym decydują przecież lekarze.