Wioletta nie czuje się spełnioną młodą mamą. Szuka kobiet, które przeżywają to samo, co ona. Aby mogła z nimi porozmawiać o tym, dlaczego jak ona, nie umieją pokochać swoich dzieci.

Jest godzina 18. Piotruś wył od południa, dopiero się uspokoił. Padam z nóg, w domu jest bałagan. Nie miałam kiedy posprzątać. Cały czas noszę małego na rękach. Zaraz przyjdzie mąż, wściekły, że nie ma nic do jedzenia. Będzie pytał co robiłam cały dzień, bo w końcu zajmowanie się dzieckiem według niego to żaden obowiązek. To ma być to cudowne macierzyństwo, którego obrazki pokazują media? - zaczyna retorycznie Wioletta.

Już witając mnie w drzwiach zaznacza, że przeprasza mnie za nieporządek. Mówi, że zapomniała o naszym spotkaniu.

Zadzwoniła do naszej redakcji z zapytaniem o informację dotyczącą grup wsparcia dla młodych mam na naszym terenie. Od słowa do słowa, w trakcie kilkuminutowej rozmowy naświetliła swój problem i zgodziła się opowiedzieć o nim naszym Czytelnikom. Ma nadzieje, że po publikacji tekstu, zgłoszą się inne mamy, z którymi znajdzie wspólny język.

-W sąsiedztwie mam 3 koleżanki w połogu. Żadna mnie nie rozumie. Ich dzieci to aniołki, które kwilą słodko tylko wtedy jak są głodne albo mają mokro. One patrzą na te swoje maleństwa całe rozanielone, przytulają i całują, a na mnie jak na wariatkę - mówi cicho.

Nie umiem kochać swego dziecka

Wioletta od 12 tygodni jest mamą długo wyczekiwanego synka. Ale nic nie jest tak, jak sobie wymarzyła i jak wyobrażała.

- Spodziewałam się, że łatwo nie będzie, ale to, co się dzieje, to jakiś koszmar. Synek w dzień w ogóle nie śpi. Nawet jeśli mu się zdarzy, to są to krótkie, kilkunastominutowe drzemki. A gdy nie śpi, wyje, bo tego płaczem już nazwać nie można. Ręce mi mdleją od noszenia go. Dochodzi do tego, że mam autentyczną ochotę wyrzucić go przez okno. Koleżanki na Facebooku wstawiają pełne miłości zdjęcia ze swoimi dziećmi. A ja nie umiem pokochać mojego syna i boję się głośno tym powiedzieć, żebym nie została nazwana wyrodną matką - mówi.

W jej ocenie w tym wszystkim najtrudniejsze jest zmęczenie i brak wsparcia ze strony najbliższych. Nie może liczyć na męża, ponieważ ten skoro świt, wychodzi do pracy, wraca wieczorem. A po powrocie do domu, odpoczywa, zamykając się w pokoju.

- Zdarzyły się już incydenty, gdy wychylał się zza drzwi, zły na mnie za to, że nie umiem uspokoić dziecka. Cedził przez zęby bolesne słowa, że nie nadaję się na matkę - mówi ze łzami w oczach.

W nocy nie jest lepiej. Piotruś budzi się z płaczem co godzinę i trudno go uspokoić. Również wtedy kobieta zdana jest tylko na siebie. Mąż śpi w osobnym łóżku, bo... musi wyspać się przed pracą, a płacz dziecka mu to uniemożliwia.

- Rozumiem, że on potrzebuje odpoczynku, ale mnie też on jest niezbędny. Nie oczekuję nie wiadomo czego, tylko 20 minut spokoju. Tyle wystarczy, bym wzięła prysznic, umyła zęby i włosy, coś zjadła - mówi Wioletta.

Teściowa zawsze wspomoże

Szkopuł w tym, że nie tylko mąż nie zauważa narastającego problemu. Młoda mama nie może też liczyć na pomoc i zrozumienie babć.

- Moja mama mieszka daleko, a teściowa... ? Sądziłam, że jako kobieta zrozumie mnie. Tymczasem, kiedy raz poprosiłam ją o pomoc, usłyszałam, że jestem matką i mam radzić sobie sama. Gdy w rozmowie z nią wymknęło mi się, że mam żal do męża, bo nie wstaje w nocy do synka, skwitowała to stwierdzeniem, że zajmowanie się dzieckiem to mój obowiązek, ojciec musi mieć czas na zregenerowanie sił po pracy. Więcej jej już się nie żaliłam. W ogóle boję się głośno mówić o tym, że dla mnie decyzja o macierzyństwie jest najgorszą, jaką podjęłam - tłumaczy.

Mówi, że na początku nawet podejrzewała u siebie depresję poporodową. Lekarz jednak wykluczył jej obawy. Stwierdził, że to normalne, że młoda mama jest na skraju wyczerpania i że wszystko jej minie, gdy unormują się szalejące w organizmie po porodzie hormony. A dziecko jest zdrowe i z wiekiem z płaczu wyrośnie.

- Wszyscy mi w kółko powtarzali, że dziecko uspokoi się, gdy skończy 2 miesiące. Nie uspokoiło się. Teraz słyszę, że będzie lepiej, jak mały będzie miał pół roku. Trzymam się tej myśli kurczowo, bo nie mam wyboru. Chociaż teść ostatnio przyznał, że on jak był mały, to płakał do piątego roku życia. Czasami, kiedy Piotruś zanosi się od płaczu, myślę, że rozumiem matki, które robią krzywdę swoim dzieciom - zwierza się szczerze.

Wyobrażam sobie życie bez dziecka

Wstydzi się sąsiadów, bo co oni sobie myślą, gdy słyszą wciąż płaczące dziecko? Wychodząc na spacer omija parki i place zabaw, bo co przechodnie powiedzą, gdy bez rezultatów będzie próbowała uspokoić synka?

- Kilka dni temu byłam u znajomej, która ma córeczkę dokładnie w wieku Piotrusia. Popłakałam się, gdy zobaczyłam jej uśmiechniętą buzię w trakcie przebierania, moje dziecko w takich sytuacjach drze się jak oparzone. Zresztą, on płacze prawie cały czas. Łapię się na tym, że unikam kontaktu z matkami noworodków. Bo one są takie szczęśliwe. Mówią, że nie wyobrażają sobie już życia bez swoich maleństw. A ja wręcz przeciwnie. Nie wyobrażam sobie życia w takim wydaniu - mówi.

Dodaje, że ma wrażenie, że macierzyństwo zamiast spoić jej małżeństwo, kopie przepaść między młodymi rodzicami.

- Jeżeli dochodzi między nami do jakiś rozmów, są to tylko ostre wymiany zdań, w których padają nieprzyjemne słowa. O zbliżeniach nawet nie ma mowy. Na samą myśl o tym, że mogłabym zajść w kolejną ciążę, czuję paraliżujący strach - przyznaje.

Traumatycznym przeżyciem był też dla niej poród. I boi się, że splot tych wszystkich wydarzeń w przyszłości wpłynie na jej niechęć do kolejnego macierzyństwa. Chciałaby skontaktować się z mamami, które przeżywają to co ona.

- Wiem, że takie są, pełno jest ich postów na forach w sieci. Może znajdą się też takie w Sokółce. Mogłybyśmy się spotykać, wymieniać nienajlepszymi doświadczeniami, wspierać i bez wstydu mówić o swoich uczuciach - podkreśla.

Mamy prosi o kontakt za pośrednictwem naszej redakcji. Na razie woli zachować anonimowość. My też ją gwarantujemy.

Okiem psychologa

Izabela Popławska, psycholog

Rodzicielskie emocje to sprawa złożona i wielowymiarowa. Pomimo tego, że reklamy zalewają nas obrazkami uszczęśliwionych rodziców trzymających na rękach uśmiechnięte niemowlęta, badania pokazują, że to małżeństwa z małymi dziećmi są tymi, w których małżonkowie czują się najmniej szczęśliwi. Smutek poporodowy to nie choroba, a stan emocjonalny. Winne są temu hormony. Gdy się unormują, mama się uspokoi i maleństwo, któremu udzielają się jej nastroje, również będzie spokojniejsze. Jeśli mama nie może liczyć na wsparcie najbliższych, powinna udać się do psychologa lub tak jak pani Wioletta szukać wsparcia wśród mam, które przeżywają to, co ona.