Jak bawiliśmy się w Dzień Dziecka w PRL i nie tylko w ten dzień? Nasze smaki to lody Bambino i cukierki groszki zapakowane w plastikowego królika. Kultowi bohaterowie – Bolek i Lolek, Reksio, Koziołek Matołek.

Samochodziki, bierki, drewniane klocki i lalki z celuloidu z zamykanymi oczami – tym bawiliśmy się w kolejnych dekadach PRL. Nie było komórek z dotykowymi ekranami ani PlayStation, za to mieliśmy grę planszową „Człowieku nie irytuj się”, nieśmiertelne resoraki, żabę nakręcaną kluczykiem i wstrętnego pająka na przyssawce, który znienacka odskakiwał od ściany.
Nasze muzyczne talenty miały rozpoznawać dziecięce cymbałki, czasem też gitara, bo mały fortepianik był już luksusem.

ZOBACZ KONIECZNIE
NAJLEPSZE PREZENTY NA DZIEŃ DZIECKA 2017

Wszystkie dzieci na świecie bawią się zawsze w to samo – w naśladowanie dorosłych. Choć wydaje się to dziwne, ale idea zabawek wiele się nie zmieniła. Taki pluszowy miś, pierwszy przyjaciel i kompan w każdej podróży, ma już ponad sto lat, a ciągle cieszy i pociesza. Ten wypchany staruszek jest od lat wymieniany wśród najważniejszych dziecięcych zabawek.
Mogą z nim konkurować tylko konie na biegunach i szmaciane lalki przytulanki, z włosami z wełny. Lalki z celuloidu robiły furorę, jeśli zamykały się im oczy. W latach 70. hitem były lalki z gumy, z dawnych Niemiec wschodnich (NRD), bo miały gęste włosy nadające się do czesania. Stamtąd przywożono także wózki dla tych lalek. Z kolei ze Związku Radzieckiego mieliśmy matrioszki, lalki z drewna, włożone jedna w drugą.
Zobacz galerię
Który chłopiec nie toczył wojen swoimi żołnierzykami ołowianymi? A który nie chciał złożyć własnego toru kolejowego? Sunęła po nim lokomotywa z wagonami, ale to już była zabawka na bogato.

ZOBACZ TAKŻE
FIDGET SPINNER PODBIJA SERCA DZIECI. ZOBACZCIE, JAK DZIAŁA

W przedszkolu prym wiodły metalowe bąki wprawiane w ruch sprężyną, plastelina, którą w domu zastępowało się ciastoliną, bo wystarczyło połączyć mąkę, wodę i sól. Nie nadawała się do wielokrotnego użycia, jak plastelina, ale za to można było pomalować „wyrzeźbione” figurki. A kto nie konstruował z dziadkiem kasztanowych ludzików, zwierzątek? Potrzebna była tylko dodatkowa paczka zapałek. Do budowy latawca wystarczył papier, kilka patyków i sznurek. A potem hulaj wietrze.

W ruch szły skakanki i zabawka zręcznościowa hula-hop. Moja obręcz była jeszcze z drewna, teraz są ze sztucznego tworzywa. Karierę robiło domino. W szkolnych świetlicach najważniejsze były warcaby, ping-pong i piłkarzyki. Puzzle czy scrabble, gra planszowa Milionerzy pojawiły się w naszych domach wiele lat później, z myślą już o naszych dzieciach.

Na podwórkach w tych siermiężnych czasach królowała gra w kapsle. Wystarczył do zabawy taki najzwyklejszy kapsel. Na ziemi czy chodniku rysowało się tor, którego szerokość była uzależniona od liczby uczestników – im więcej graczy, tym musiał być szerszy. Na linii startu stawały kapsle wierzchnią stroną na spód i pstrykało w nie w stronę mety. Wypadnięcie poza linię toru oznaczało stratę kolejki. Nie mniej popularny cymbergaj wymagał już gładkiej powierzchni, linijki lub grzebienia, którymi uderzało się niewielką monetę, by wpadła do bramki.

Dziewczynki wybierały w tym czasie grę w gumę, czyli serię skoków z figurami, bez skuchy. Najpierw guma była zaczepiona na wysokości kostek, potem coraz wyżej i wyżej.

Świat lalek zrewolucjonizowała Barbie. W USA pojawiła się w roku 1959. Nasze dziewczynki oszalały na jej punkcie trzy dekady później. Piękna i seksowna, w mocnym makijażu, w odlotowych ciuchach i z przystojnym Kenem. Do tego jeździła kabrioletem. Nieważne, że proporcje ciała ma zaburzone, nogi stanowczo za długie i za chude.

W pierwszych latach Barbie były dostępne w Polsce tylko w specjalnych sklepach za dolary. Podobnie jak klocki Lego, na rynku duńskim od 1958 roku. Łącząc pojedyncze moduły z różnymi elementami można z nich budować w nieskończoność. Lego były marzeniem każdego dziecka, w każdym wieku.

http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/slask/a/dzien-dziecka-2017-atrakcje-w-woj-slaskim-i-okolicy-gdzie-zabrac-dzieci,12133626/

Lata 70. należały do kostki Rubika, wymyślonej przez węgierskiego architekta. Wciąż odbywają się zawody w jej układaniu na czas. Ma też nowe formy – przybywa jej kolorów w jednym rzędzie i ścian.

W drugiej połowie lat 80. zapanowała moda na gry elektroniczne. Wśród dzieci, ale i dorosłych popularny był Tetris, czyli układanie spadających na ekranie klocków. Polskim rynkiem zawładnęła wtedy radziecka elektronika. Na wyświetlaczu wilk łapał spadające jajka albo żaba łapała motyle.
Zobacz galerię
Tamagotchi dotarła do nas z Japonii dopiero w drugiej połowie lat 90. Zabawa polegała na opiece nad elektronicznym zwierzątkiem. To małe jajko z kilkoma przyciskami nosiło się ze sobą wszędzie, także do szkoły, bo wirtualnego kotka czy pieska trzeba było karmić, myć, zabawiać. Inaczej zdychał, ale – oczywiście – dostawał zawsze nowe życie.
Oszałamiającą karierę zrobił w latach 80. walkman – przenośny, zminiaturyzowany odtwarzacz kaset magnetofonowych.
Choć następuje coraz większa mechanizacja zabawek, wprowadzanie ich do świata wirtualnego, wraca tęsknota za klockami drewnianymi. Lata 90. to triumfalny powrót starego jak świat jojo.

Pojawiły się też w handlu niemieckie jaja z niespodzianką, zabawki Happy Meal z fast fooda. Tęczowa sprężyna zawładnęła także dorosłymi, bo można było z nią wyczyniać cuda, przenosząc z ręki do ręki. Potrafiła nawet sama schodzić po schodach. Dzisiejszy świat zabawek wydaje się nieograniczony, ale niektórzy z sentymentu nadal kolekcjonują stare lalki czy resoraki.

ZOBACZ KONIECZNIE: NASZA RAMÓWKA
DZISIAJ POLECAMY PROGRAM KATARZYNY KAPUSTY Z CYKLU TU BYŁAM