Pierwsze pary poznaniaków, które do tej pory bezskutecznie starały się o dziecko, w lipcu będą mogły skorzystać z dofinansowania miasta do in vitro. Brakuje jeszcze jednej decyzji radnych, która ma zostać podjęta we wtorek.

Kiedy pod koniec 2015 roku było już pewne, że nowy rząd nie będzie kontynuował ogólnopolskiego programu dofinansowania metody in vitro, pierwsza zareagowała Łódź (Częstochowa wcześniej miała już swój program). Formalności udało się tam dopełnić w ciągu kilku miesięcy i już w lipcu 2016 roku pierwsze pary mogły skorzystać z dofinansowania przez miasto zapłodnienia pozaustrojowego. W ślad za Łodzią poszły inne miasta w Polsce.

Z różnym skutkiem. Dzięki determinacji radnych metodę in vitro dla swoich mieszkańców będzie wspierać finansowo Łódź, Częstochowa, Gdańsk, Warszawa, Sosnowiec, Szczecinek, a także Poznań. Do tej pory, mimo starań grupy radnych dofinansowania tej metody nie udało się wprowadzić na przykład w Krakowie.

Witamy w Łodzi

Pod koniec maja tego roku w Łodzi urodziła się pierwsza dziewczynka, której rodzice skorzystali z miejskiego programu dofinansowania metody in vitro. Dzień później na świat przyszły bliźniaczki, kilka dni później dwaj bracia i potem jeszcze jeden chłopiec. Wszyscy zostali przywitani przez miejskich radnych wyprawką, w której rodzice znaleźli grającą karuzelę na łóżeczko, bezdotykowy termometr oraz elektroniczną nianię.

- Chcemy pokazać mieszkańcom Łodzi, że nasze miasto to dobre miejsce do życia. Program dofinansowania in vitro ma nie tylko wpływać na wzrost prokreacji i poprawę demografii, ale ma dać ludziom po prostu szczęście

- mówi miejski radny Adam Wieczorek. - Jest on skierowany do par, które często latami czekają na upragnione dziecko. To nie są osoby, które nie wiedzą, czego chcą w życiu, którym coś tam się przytrafiło. To ludzie zdeterminowani, którzy na rodzicielstwo decydują się świadomie i warto ich w tym wspierać.

Dzisiaj łódzcy radni pomagają innym samorządom, które wyrażają wolę wspierania niepłodnych par w ich dążeniu do rodzicielstwa. Miasta mogą skorzystać z ich programu przygotowanego przy współpracy z profesorem Sławomirem Wołczyńskim, szefem kliniki rozrodczości i endokrynologii na Akademii Medycznej w Białymstoku.

- Sami zapłaciliśmy za tę ekspertyzę eksperta 15 tysięcy złotych, ale w porozumieniu z profesorem udostępniamy ją innym samorządom za darmo

- mówi Adam Wieczorek. - Skorzystał z niej już Gdańsk, Sosnowiec, Szczecinek.

Czekamy w Poznaniu

Poznań zdecydował się na stworzenie swojego autorskiego programu dofinansowania metody in vitro dla mieszkańców miasta. Spiritus movens całego przedsięwzięcia była radna Zjednoczonej Lewicy Beata Urbańska.

- Gdy było już jasne, że obecny rząd nie będzie kontynuował programu wprowadzonego przez PO i PSL, stało się dla mnie oczywiste, że wsparcia niepłodnym parom musi udzielić samorząd

- mówi Beata Urbańska. Początki nie były łatwe. - Mam wykształcenie ekonomiczne, żeby dobrze przygotować się do tego zadania, niejedną noc spędziłam na zgłębianiu tematu - wspomina radna. - Zaczęłam od studiowania definicji, od zapoznania się z medyczną stroną tej metody. Potem trzeba było pomyśleć, jak skutecznie przełożyć teorię na rzeczywistość.

Godziny zarwanych nocy przyniosły oczekiwany efekt. W styczniu trzema głosami radni przyjęli uchwałę, która może uszczęśliwić rocznie 367 par.

- Dzisiaj możemy mówić o sukcesie, ale poprzedziły go miesiące ciężkiej pracy - przyznaje Beata Urbańska. - Program to przede wszystkim zasługa Stowarzyszenia Nasz Bocian, z którym byliśmy w ścisłym kontakcie. Należy też podkreślić, że realizacja tego programu w Poznaniu nie byłaby możliwa bez woli politycznej.

Za przyjęciem programu dofinansowania metody in vitro przez miasto byli wszyscy radni Zjednoczonej Lewicy, radny Prawa do Miasta i zdecydowana większość radnych Platformy Obywatelskiej. Przeciw - PiS oraz PRO (ludzie związani z byłym prezydentem Ryszardem Grobelnym). Głosowanie odbyło się w styczniu tego roku.

- Celem przyjętego w Poznaniu programu jest zapewnienie wszystkim mieszkańcom miasta równego dostępu i możliwości korzystania z procedur medycyny wspomaganego rozrodu

- tłumaczy swoje poparcie dla programu Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania. - Tym programem chcemy wyrównać szanse w dostępie do usług medycznych w zakresie leczenia niepłodności poprzez pomoc finansową. Uważam, że skoro obecny rząd wycofał się z takiego wsparcia, należało przejąć ten obowiązek jako samorząd.

Do rozpoczęcia realizowania procedur in vitro z dofinansowaniem od miasta potrzeba jeszcze dopełnienia jednej formalności. Na najbliższej sesji Rady Miasta Poznania mają zostać zatwierdzone placówki, w których poznaniacy starający się o dziecko znajdą pomoc. Został one już wybrane na drodze konkursowej. Swoje oferty złożyły trzy podmioty: Klinika Leczenia Niepłodności InviMed, klinika Ivita oraz Ginekologiczno-Położniczy Szpital Kliniczny UM w Poznaniu. Do każdej z tych placówek każdego dnia dzwonią pary czekające na swoją szansę.

- Pytają przede wszystkim o termin, kiedy będą mogły podejść do procedury in vitro dofinansowanej przez miasto

- przyznaje Agnieszka Drews, prezes Kliniki Ivita. - My jesteśmy gotowi na niesienie pomocy tym parom, mamy odpowiednią, profesjonalną kadrę, możliwości lokalowe i technologiczne. W naszej klinice leczymy niepłodność nie tylko za pomocą in vitro. Wiele par podczas swojej terapii dociera do punktu, w którym in vitro jest ich jedyną szansą na dziecko i rezygnuje ze względów finansowych.

Miasto Poznań na dofinansowanie metody in vitro przeznacza 1,9 miliona złotych rocznie. Każda para może liczyć na pięć tysięcy złotych dofinansowania do jednej procedury, w której mieści się pobranie komórek jajowych, zapłodnienie i transfer zarodków. Program gwarantuje pieniądze na trzy takie próby.

- Wynika to ze statystyki - tłumaczy Beata Urbańska. - Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że od 10 do 15 proc. par ma problemy z zajściem w ciążę. Zgodnie z badaniami, dla 2 proc. tych par in vitro jest jedynym rozwiązaniem problemu niepłodności. Obliczyliśmy, że w Poznaniu par borykających się z niepłodnością jest 18 tys. Rocznie, dla prawie 400 z nich miasto gwarantuje dofinansowanie. Biorąc pod uwagę skuteczność tej metody, która wynosi ok. 30 proc., zdecydowaliśmy się na zagwarantowanie podejścia do trzech procedur, aby pary w staraniach o dziecko nie pokonała statystyka.

Aby podejść do samorządowego programu in vitro para musi mieszkać w Poznaniu, maksymalny wiek kobiety ustalono na 43 lata. To o trzy lata więcej niż w większości pozostałych miast w Polsce, więcej też niż zakładał przerwany program rządowy, w którym granicę wieku kobiety ustalono na 40 lat (w wyjątkowych przypadkach 42).

- Myślę, że już w lipcu pierwsze pary będą mogły zgłaszać się do poszczególnych realizatorów, żeby rozpocząć procedurę in vitro z miejskim dofinansowaniem

- mówi Beata Urbańska. - Cieszę się, że udało nam się tego dokonać, to ogromna satysfakcja mieć świadomość, że przyczyniło się do szczęścia tylu poznańskich rodzin.

In vitro jak niewolnictwo

Wizja szczęścia nie przekonuje przeciwników metody in vitro, którzy w Radzie Miasta głosowali przeciwko programowi.

- Metoda in vitro budzi mój głęboki, filozoficzny, fundamentalny sprzeciw

- tłumaczy Przemysław Alexandrowicz, radny PiS. - Tu nie chodzi o pieniądze, które mogłyby być wydane na inne cele, to nie jest ważne, czy to kosztuje 10, 100 tysięcy, czy milion złotych. Nie ma mojej zgody na metody, które prowadzą do obumierania, mrożenia, unicestwiania zarodków. Uważam, że jest to procedura nieludzka.

Radni PiS uważają, że in vitro nie jest metodą leczniczą, bo po zakończeniu jej stosowania para nadal nie jest w stanie naturalnie począć dziecka.

Zwolennicy in vitro z ideologią dyskutować nie chcą. Odwołują się do zdrowego rozsądku i nauki. Na to samo powołuje się Przemysław Alexandrowicz.

- Mam nadzieję, że ludzkość opamięta się - mówi prawicowy radny. - W XIX wieku mieliśmy niewolnictwo w pełni akceptowane przez cywilizowanego, wykształconego człowieka, w XX wieku inteligentni, kulturalni ludzie popierali eugenikę i mam nadzieję, że tak, jak tamte wartości zostały odrzucone przez społeczeństwo, to samo stanie się z metodą poczęcia człowieka w szkle.

Na zdrowy rozsądek liczy też Beata Urbańska.

- Miejski program będzie na bieżąco weryfikowany, czas pokaże, jak przyjmą go poznaniacy i w jakim stopniu takie wsparcie jest mieszkańcom potrzebne

- uważa radna.