- My z mężem jesteśmy tu, druga para w Warszawie. Okazało się, że ja mogę oddać nerkę pani Agnieszce a jej mąż może być dawcą dla mojego męża. Nie mogłam pomóc swojemu mężowi m. in. z uwagi na niezgodność grupy krwi. Mieliśmy wiele wątpliwości czy zgodzić się na tego typu operację. Organy transportowano samolotem. Baliśmy się, że mogą przez to ucierpieć, ale wszystko się powiodło i jesteśmy szczęśliwi - przyznaje ze łzami w oczach pani Aurela. - Poznaliśmy tę drugą parę, sympatyczni ludzie, jesteśmy z nimi w kontakcie. Już zawsze będą nam bliscy. Nie wahałam się, by podjąć decyzję o oddaniu nerki dla męża zanim jeszcze okazało się, że nie mogę tego zrobić. Widziałam jego chorobę, cierpienie, ciągłe dializy i wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, by mu pomóc. Efekt jest taki, że ja pomogłam innej osobie, inna osoba mojemu mężowi i teraz wiem, że będzie tylko lepiej.

Operację przeprowadzono we wtorek 7 marca. To był pierwszy w Polsce przeszczep krzyżowy, w którym dwa ośrodki przeszczepiały równolegle w tym samym czasie. Był to szpital przy ul. Arkońskiej w Szczecinie i w Warszawie Szpital Kliniczny Dzieciątka Jezus.

- Wszystko działa, czuję się bardzo dobrze – uśmiecha się pan Adam, mąż pani Aureli. - Cztery lata temu dowiedziałem się o chorobie nerek, przez trzy musiałem dojeżdżać na dializy do Choszczna, bo pochodzimy z Mostkowa z okolic Barlinka. Cały czas, trzy razy w tygodniu, po cztery godziny... Teraz mam nerkę, koniec z dializami. Na razie jestem w szpitalu, ale kiedy wyjdę na pewno bardziej odczuję fakt, że już nie jestem nimi ograniczony.

Wszyscy pacjenci czują się dobrze – zarówno dawcy jak i biorcy. Dawcy właściwie mogą już opuścić szpitale. Natomiast wyniki badań biorców z dnia na dzień są coraz lepsze.

- Nowatorstwo tej operacji polega głównie na logistycznej oprawie wymiany nerek. Po raz pierwszy w dwóch różnych ośrodkach, w dwóch różnych miastach, tego samego dnia i w tym samym czasie dokonano przeszczepienia krzyżowego – mówi dr hab. n. med. prof. PUM Marek Myślak, członek zespołu transplantacyjnego, który brał udział w operacji.

Nerki poleciały samolotem rejsowym, który wystartował z Warszawy o godz. 13. 25 i w Goleniowie na lotnisku był po około godzinie.

- Z Warszawy otrzymaliśmy wtedy nerkę dla naszego biorcy a my zabezpieczony organ od naszej dawczyni przekazaliśmy do Warszawy – opowiada Jerzy Myśliwiec, koordynator Poltrasplantu. - Nerka była zabezpieczona w pojemniku w specjalnych płynach w temperaturze od 2 do 4 stopni Celsjusza. Pojemnik znajdował się w kabinie pilota. Serdecznie dziękujemy wszystkim zaangażowanym za pomoc, taki transport to naprawdę dużo formalności. Całe przedsięwzięcie zajęło ok. 6 godzin. To bardzo szybko, bo czas od pobrania do wszczepienia nerki powinien wynosić maksymalnie 24 do 36 godzin.

Liczba przeszczepień nerek wciąż jest zbyt mała w stosunku do liczby osób, które oczekują na nowy narząd. Pobrania narządów od dawców zmarłych ratują wiele osób, jednak na nową nerkę w całym kraju wciąż oczekuje ponad 1,6 tys. osób. Przyszłością polskiej transplantologii i nadzieją dla wielu pacjentów są właśnie przeszczepienia od dawców żywych: przeszczepienia rodzinne, krzyżowe oraz łańcuchowe.

Zobacz galerię

Polecamy na gs24.pl: