Wystawa antyaborcyjna, która pod koniec ubiegłego tygodnia pojawiła się przy kościele garnizonowym, już w poniedziałek rano zniknęła ze stelaży. Plakaty zdjął Maksymilian Materna, kielecki przedsiębiorca, właściciel restauracji Bohomas Lab, który zaniósł je na najbliższy komisariat jako dowód w sprawie, twierdząc, że zdjęcia nawołują do nienawiści i nie powinny być wystawione na widok publiczny.

- To bezczelność i hucpa. Wielu ludziom wydaje się, że mogą po prostu łamać prawo, ponieważ Gazeta Wyborcza jest po ich stronie - mówił na ten temat Mariusz Dzierżawski z warszawskiej Fundacji Pro - prawo do życia, która jest właścicielem wystawy.

Z drugiej strony, Maksymilian Materna uważa, że postąpił właściwie.

- Wystawa poruszyła mnie, dorosłego człowieka, przede wszystkim ze względu na brutalność.

Najbardziej jednak wpłynęła ona na dzieci. Mówi się o ochronie dóbr dziecka nienarodzonego, a zapomina się o dobrach dziecka narodzonego, które jest przecież mimowolnym widzem takiej wystawy - mówi Materna, dodając: - Zdjęcia są drastyczne - porozrywane płody, maltretowane zwierzęta, krew, mięso i części ciała. Trudo wytłumaczyć dziecku, czego ma bronić i o czym świadczyć taka treść.

Postępowanie w sprawie, o której Materna poinformował policję już się toczy.

- Policjanci przyjęli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Teraz będziemy sprawdzać, czy faktycznie do tego doszło - informuje starszy sierżant Damian Janus z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej w Kielcach.

Spór ma jednak również inny wymiar. Niewykluczone, że Maksymilian Materna, który wszedł na teren kościoła garnizonowego, czyli teren prywatny, i zdjął plakaty, popełnił wykroczenie. Przedstawiciele Fundacji Pro - prawo do życia, już podjęli konkretne kroki.

- Pan, który zdjął plakaty, najwyraźniej postanowił zostać cenzorem. Przygotowujemy już zawiadomienie o popełnieniu przez niego wykroczenia - mówi Mariusz Dzierżawski, dodając: - Maksymilian Materna nie miał prawa do zdjęcia plakatów. Naszych wystaw w całej Polsce było już kilkaset. Zwolennicy aborcji oskarżali nas przed sądami wielokrotnie, ale te oskarżenia nigdy nie okazały się być podstawne - informuje.

Mariusz Dzierżawski zaznacza również, że ze względu na specyfikę, jest to pierwsza tego typu sytuacja w skali całego kraju. - Podobne akty mały miejsce, ale nie na takim poziomie bezczelności. Jak dotąd nie zdarzyło się, by wandal sam na siebie doniósł. Mam nadzieję, że zajmie się nim policja - mówi.

Z kolei sam zainteresowany nie jest zaskoczony.

- Liczyłem się z tym, że takie zawiadomienie zostanie przekazane policji. Jestem na to gotowy. Działałem jednak ze słusznych pobudek i mam nadzieję, że zostanie to wzięte pod uwagę. Wizerunek Hitlera, który widniał na jednym z banerów jest chroniony, dlatego mam pewność, że granice prawa zostały przekroczone - mówi Maksymilian Materna, dodając: - Jestem ciekawy, o co można mnie oskarżyć - nie ukradłem wystawy, nie zniszczyłem jej, a nawet zadeklarowałem, że mogę ją odwieźć na miejsce. Chętnie zapoznam się z treścią ewentualnego zawiadomienia, a moi prawnicy są gotowi, by podjąć rękawicę. Zobaczymy, jak to się skończy - podsumowuje Materna.