Według szacunków od 60 do 90 procent kobiet uskarża się na bóle spowodowane miesiączką. Większość z nas odczuwa dyskomfort związany z ogólnym osłabieniem organizmu i skurczami, jednak dla części kobiet comiesięczne menstruacje to prawdziwy koszmar.

Nudności, biegunka, krwotoki i bóle brzucha czy głowy bywają tak silne, że mogą nawet powodować omdlenia, a już na pewno uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Niejedna kobieta podczas okresu nie jest w stanie nawet wstać z łóżka, a co dopiero pójść do pracy.

Zagryź zęby i idź pracować

Tysiące kobiet w Polsce przeżywają te cierpienia przynajmniej dwa dni w miesiącu. Jakie mają wyjście?

Mogą zostać w domu, biorąc dzień wolny na żądanie, jest to jednak rozwiązanie, na które mogą sobie pozwolić tylko raz lub dwa w roku. Można też skorzystać z przysługujących dni urlopowych, ale nie zawsze można je wziąć bez wcześniejszych ustaleń. Oczywiście można też pójść do lekarza, który wypisze zwolnienie, lecz mało która z nas jest w stanie dojść do przychodni i czekać na wizytę w poczekalni, obficie krwawiąc i skręcając się z bólu.

Kobiety zatrudnione na tzw "śmieciówki" o urlopie i zwolnieniu mogą tylko pomarzyć. Albo nie przyjdą do pracy i stracą dniówkę, ale zagryzą zęby, łykną garść środków przeciwbólowych i będą starały się przetrwać nagorsze chwile. W pracy.

Urlop menstruacyjny

Od kilku lat coraz częściej mówi się o wprowadzeniu tzw "urlopów menstruacyjnych". Miałyby on polegać na przyznaniu pracownicom comiesięcznych pełnopłatnych dni wolnych, które mogłyby wykorzystać na wypadek niedyspozycji związanej z bolesnymi miesiączkami.

Większość Polek na taki pomysł reaguje zaskoczeniem, jednak mało która z nas wie, że urlopy menstruacyjne w niektórych krajach są już na porządku dziennym.

Na innych kontynentach to działa

Najwcześniej z prawa do wzięcia urlopu menstruacyjnego skorzystały Azjatki. W Japonii „wolne fizjologiczne” obowiązuje od 1947 roku. W Indonezji kobiety mające bolesne miesiączki mogą wziąć dwa płatne wolne dni w miesiącu, od 2013 roku prawo to funkcjonuje również na Tajwanie, gdzie panie mogą skorzystać z aż trzech dni wolnych z powodu menstruacji. Prawo takie obowiązuje również w Korei Południowej i w trzech chińskich prowincjach. Azjaci wierzą, że odpoczynek w czasie miesiączki pozwala kobietom łatwiej znieść poród.

Podobne prawo funkcjonuje również w Zambii - każda kobieta raz w miesiącu może wziąć jeden dzień wolnego - tzw. "Dzień Matki" - który jednak przysługuje wszystkim pracującym paniom, niezależnie od tego, czy posiadają dzieci, czy nie. Zambijki korzystają z tego prawa zazwyczaj właśnie podczas pierwszego dnia miesiączki. Za nieprzestrzeganie przepisu pracodawcom grozi sprawa w sądzie.

Choć w Stanach Zjednoczonych Ameryki oficjalnie prawo do urlopu menstruacyjnego nie funkcjonuje, gigant sportowy "Nike" w 2007 roku wprowadził wewnętrzny przepis gwarantujący pracownicom płatne wolne dni związane z bolesnymi miesiączkami.

A co z Europą?

Za przykładem "Nike" zamierzają pójść również niektóre firmy brytyjskie, m.in. niewielkie Co-Exist z Bristolu, która już wprowadziła "wewnętrzną politykę menstruacyjną". Za ustanowieniem oficjalnego prawa do wzięcia dwóch dni urlopu menstruacyjnego optuje jedna z londyńskich lekarek dr Gedis Grudzinskas. Przekonuje ona, że możliwość wzięcia wolnego dnia sprawi, iż kobiety będą bardziej efektywne.

W 2013 roku wprowadzenie urlopu menstruacyjnego zaproponował jeden z deputowanych rosyjskich, jednak projekt ustawy gwarantujący kobietom dwa dni płatnego urlopu nie został dobrze przyjęty przez Rosjanki, które uznały ten pomysł za seksistowski.

Choć żadne z europejskich krajów nie wprowadziło do tej pory oficjalnego urlopu menstruacyjnego, może się to wkrótce zmienić. We Włoszech trwają właśnie debaty nad ustanowieniem prawa gwarantującego kobietom trzy dni płatnego urlopu miesięcznie. Bardzo możliwe, że zostanie ono przyjęte już w kwietniu.

Czego się boimy?

Choć pomysł wprowadzenia urlopów menstruacyjnych dla wielu kobiet wydaje się zbawieniem, wzbudza on wiele kontrowersji i nie zawsze jest popierany, również przez część pracujących pań.

Podstawową obawą jest to, że wprowadzenie dodatkowych dni wolnych przeznaczonych tylko dla pań stanie się kolejnym powodem do niezatrudniania kobiet. Sytuacja na rynku pracy i tak nie jest optymistyczna, bo większość pracodawców obawia się, że ciąża, urlopy macierzyńskie czy zwolnienia związane z chorobą dziecka brane przez pracownice narażą firmę na straty.
Czy jednak kobieta, która pracuje, zwijając się z bólu lub będąc pod z wpływem silnych leków znieczulających, naprawdę może być w pełni efektywnym pracownikiem...?

Dodatkowy urlop może przyczynić się do pogłębienia stereotypu, wg którego kobieta jest mniej wydajnym, słabszym i niepewnym pracownikiem. Jeśli będą nam przysługiwały dodatkowe dni płatnego urlopu, to pracodawcy mogą jeszcze bardziej skłaniać się do zatrudniania mężczyzn zamiast kobiet, które będą po prostu mniej opłacalne, nie mówiąc już o dyskryminacji w zakresie płac czy awansu.

Dla wszystkich, czy dla wybranych?

Kolejnym, oprócz strat finansowych, problemem jest obawa o nadużywanie urlopów. Choć na bolesne miesiączki uskarża się większość kobiet, tylko ok. 10 - 15 procent wykazuje objawy tak silne, że faktycznie nie są one w stanie normalnie funkcjonować.

Kto miałby więc decydować o tym, której z nas "menstruacyjne" faktycznie się należy, a która może przyjść do pracy? Jedynym wyjściem jest wprowadzenie oficjalnych urlopów dla wszystkich kobiet, tak jak urlop macierzyński, który początkowo również wzbudzał wiele wątpliwości, a obecnie jest już standardem.

Tabu

Choć przełamaliśmy już tabu związane z ciążą, menstruacja jest wciąż określana enigmatycznie jako "te dni" i jest tematem wstydliwym, o którym mówi się rzadko, a najlepiej wcale. Trudno więc spodziewać się, że kobiety nie będą czuły skrępowania, prosząc szefa o urlop, co będzie wiązało się z tym, że wszyscy wokół będą wiedzieć, że właśnie ma miesiączkę.

Kolejną obawą są zaległości, które powstają w wyniku absencji, obawa przed nierównym traktowaniem i dyskryminacją, zarzutami o lenistwo czy symulowanie, oraz zazdrość męskich współpracowników wynikająca z przywileju posiadania dodatkowych wolnych dni.

Być może za kilka lub kilkanaście lat urlop menstruacyjny będzie w Polsce odgórnie ustalonym standardem i wielu kobietom znacznie ułatwi życie, na razie jednak musimy walczyć ze stereotypami. Dopóki będą one w naszym społeczeństwie tak silne jak obecnie, podniesienie komfortu pracy kobietom, przyznając im urlop menstruacyjny, może przynieść więcej szkody niż korzyści. Gdy jednak pracodawcy zaczną traktować kobiety jak pełnowartościowych pracowników, być może będziemy mieć szanse na uwzględnienie naszych comiesięcznych dolegliwości w systemie urlopowym bez narażania się na problemy w pracy.


Zobacz także:



"Artysta w kuchni" odc. 3 – Andrzej Wrona nadziewa pierś z kurczaka. Jak mu poszło?