Czy związkowcy zarabiają u nas za dużo? (© FOT. MIKOŁAJ SUCHAN)
Beata Sypuła
2010-02-15 07:00:05, aktualizacja: 2010-02-15 19:06:25
Szykuje się kolejna wojna związkowców z rządem. Wszystko za sprawą pism, jakimi od kilku tygodni są bombardowane spółki Skarbu Państwa.
Ich właściciel, czyli Ministerstwo Skarbu Państwa, chce się dowiedzieć, ile kosztują związki zawodowe funkcjonujące w firmach oraz jakie są zarobki ich przedstawicieli.
Związkowcy nie kryją oburzenia. Tłumaczą, że ich płace uzależnione są od wysokości poborów otrzymywanych na stanowisku pracy, jakie zajmowali nim stali się etatowymi związkowcami. Jednocześnie zwracają uwagę, że wielu z nich opłacanych jest ze składek związkowych.
Irytację działaczy budzi także fakt, że zainteresowanie rządu sprawami związkowców idzie w parze z pracami nad nową ustawą związkową.
- Na razie ustawy nie ma, ale wciąż się nas sonduje, na co możemy przystać, a co wzbudzi nasz opór. Być może zbieranie takich informacji od pracodawców wiąże się z planowanymi dalszymi akcjami antyzwiązkowymi - nie kryje obaw Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce.
Na rządowe zapędy ograniczenia działalności związkowej działacze odpowiadają, że mają lepsze sposoby obniżenia kosztów funkcjonowania spółek Skarbu Państwa.
- Wystarczy choćby nie zwalniać niesłusznie związkowców z pracy i nie płacić im potem wielotysięcznych odszkodowań - uważa Piotr Duda, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności.
MSP nie widzi problemu i zainteresowanie wydatkami spółek na związkowców kwituje krótko:
- Ministerstwo po prostu chce mieć wiedzę na ten temat - mówi Magdalena Dąbrowska z biura prasowego MSP.
Czy pod płaszczykiem dyskusji nad nową ustawą o związkach zawodowych rząd chce się pozbyć związkowców z zakładów pracy? A może przygotowuje ofensywę propagandową przeciwko związkowcom? Można mieć takie podejrzenia. Czym bowiem wytłumaczyć pisma, które tydzień po tygodniu bombardują zarządy wszystkich spółek skarbu państwa jednym pytaniem: ile kosztują związki w firmie i jak dużo zarabiają ich przedstawiciele?
Nowy rok przyniósł kolejną odsłonę w wojnie między menedżerami i politykami widzącymi świat liberalnie, a tymi, którzy postrzegają go także przez pryzmat życia zwykłych pracowników i ich oczekiwań wobec pracodawców.
Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, skrytykował 22 stycznia - nie po raz pierwszy zresztą - związki i ich metody działania w wywiadzie na portalu wnp.pl. Z kolei 29 stycznia do spółek skarbu państwa wysłano pismo z Ministerstwa Skarbu Państwa z pytaniem o koszty funkcjonowania związków zawodowych. Po niespełna tygodniu - 3 lutego - Departament Nadzoru Właścicielskiego zadał w tej sprawie kolejne pytania. Zarządy spółek miały sprawę potraktować jako pilną i do 8 lutego musiały odpowiedzieć, jakie są "wszystkie koszty związane z funkcjonowaniem organizacji związkowych z wyszczególnieniem wynagrodzeń przedstawicieli związków zawodowych" - uściślił w piśmie Krzysztof Kosiński, dyrektor departamentu Nadzoru Właścicielskiego i Prywatyzacji IV.
- To ciekawe, ale i bulwersujące - mówi Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce. - Nie dosyć, że uzwiązkowienie w Polsce jest bardzo niskie, bo sięga zaledwie kilkunastu procent, to jeszcze chce się te związki zdołować? Sądzę, że za tym kryje się albo jakaś planowana akcja medialna i propagandowa, albo są zakusy na związki w spółkach.
Wacław Czerkawski ostrzega, że pod płaszczykiem rozmów o nowej ustawie o związkach zawodowych - która miałaby dawać przewagę dużym centralom związkowym - może dojść do wyprowadzenia struktur związkowych poza zakłady pracy.
Piotr Duda, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności zastanawia się, czy sporządzanie list z zarobkami konkretnych osób nie narusza ustawy o danych osobowych - na razie prawnicy związku to badają.
- Władza jest po to, by pytać o koszty w podległych jej spółkach - mówi przewodniczący Duda. - Przypominam jednak, że jeśli ludzie nie będą zatrudniani jako związkowcy, to wrócą na swoje miejsca pracy i pracodawca wyda na nich podobną kwotę. Pensja związkowca to bowiem średnia jego wynagrodzeń.
Piotr Duda uważa, że pismo to nie jest jednak wymysłem urzędnika - ale polityka. Przewodniczący obawia się, podobnie jak wiceprzewodniczący Czerkawski, że zebrane dane zostaną wykorzystane w nagonce na "darmozjadów", jak są czasem określani związkowcy utrzymywani przez zakład pracy.
- Ja jestem opłacany ze składek związkowców. Niech politycy popatrzą na swoje portfele i na koszty utrzymywania ich przez podatników - mówi zirytowany przewodniczący śląsko-dąbrowskiej "S".
Także wiceprzewodniczący Wacław Czerkawski przypomina, że partie polityczne wprost są dotowane z budżetu, choć mogłyby żyć za pieniądze ze składek członkowskich. Związki zawodowe w zakładach pracy utrzymywane są natomiast nie przez podatników, ale przez spółki, których kapitał tworzony jest przez pracujących tam ludzi, którym związki służą.
- Z pieniędzy zakładu, jak w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, opłacane są natomiast firmy PR i prawnicy doradzający, jak walczyć ze związkami zawodowymi. Tego kompletnie się nie widzi, podobnie jak wielotysięcznych odszkodowań płaconych przez spółki za niesłuszne zwolnienie z pracy związkowca - podkreśla Duda. - Na razie nie słyszałem, by rząd zamierzał obciążyć dyrekcję zakładu za błędną, nieprawną decyzję w takich sprawach. A to przecież sporo kosztuje skarb państwa.
Koszty rosną
16 mln zł kosztuje roczne utrzymanie związkowców Jastrzębską Spółkę Węglową. JSZ w ubiegłym roku zarobiła 600 mln zł.
W miedziowym potentacie KGHM działa 14 związków i 47 organizacji zakładowych. W 2009 roku na pensje dla 41 związkowców oddelegowanych do dbania o interesy pracowników spółka wydała7,5 mln zł. Średnio związkowiec w koncernie zarabiał miesięcznie 13 tys. zł. Do tego dostają służbowe auta, kilka tysięcy na paliwo, trzynastki, deputaty węglowe.Szeregowi pracownicy w tej firmie dostawali o ok. 5 tys. zł mniej.
Wszystkie komentarze »
Komentarze (6)
Czym była i jest tak zwana "Solidarność"
W11
16.02.10, 17:21:26
U niewielkiej liczby osób zachowało się irracjonalne przeświadczenie że istniała jakaś solidarność Narodu Polskiego w okresie istnienia tzw. NSZZ - Solidarność.
Dziś żaden normalny człowiek nie ma złudzeń co do tego że Solidarność była kontrolowana przez Służbę Bezpieczeństwa.
Targana całą masą prowokacji była poligonem doświadczalnym manipulacji społeczeństwem.
W wielodziesięcioletniej rutynie SB dopracowano ważny element kontroli nad społeczeństwem - czyli prowokację.
Po 1989 - po oficjalnej likwidacji SB wykorzystywano już tylko prowokacje.
Gdy likwidowano pierwsze zakłady pracy - specjalnie przygotowani prowokatorzy wszczynali awantury że "w końcu przestaniemy łożyć na nierobów".
Te "nieroby" to był trzon gospodarki polskiej.
Na poskomunistyczne PGR-y "dokładaliśmy" wiele mniej pieniędzy niż Unia Europejska dokładała do swojego rolnictwa.
To "dokładanie" do PGR-ów kończyło się na anulowaniu części ze zbrodniczych - balcerowiczowskich podatków.
Po PGR-ach przyszła kolej na kolejne zakłady: huty, stoczenie, elektronikę, motoryzację .... ect.
Dziś jako kolonia światowego kapitału jesteśmy zadłużeni na kilka pokoleń.
Aby spłacić to zadłużenie ministrer finansów wymyśla kolejne podatki - jak choćby podatek ekologiczny.
By ułatwić mu zadanie, armia najemnych prowokatorów wszczyna dyskusje zastępcze - skutecznie pacyfikujące ruchy odnowy.
Czym więc była "Solidarność"?
Dla jednych pracą agenturalną, dla innych naiwną nadzieją ......
Nareszcie
anty solidaruch
15.02.10, 22:38:29
Czas najwyższy pozbyć się darmozjadów z zakładów. Związkowcy to po prostu MAFIA.
brawo
lucek
15.02.10, 13:02:44
w końcu wezmą się za cwaniaków którzy zamiast bronić pracowników idą na układy i mają ze składek związkowych wyższe pensje. Zlikwidować związki w takiej jak teraz formie to podstawa.
największe nieroby
darek
15.02.10, 10:32:32
Ilu spośrod funkcyjnych zwiazkowców pomimo osiągnięcia wieku emerytalnego nadal " pracuje ". Wywalić tych nierobów za bramę. Zwiazki powinny działać poza zakładami ,jak w wielu krajach. Wtedy związek np. transportowców czy górników będzie liczącym sie partnerem zdolnym zorganizować strajk kilkuset tysiecy pracowników. Dziś dochodzi do wielu patologii, Większość związków robi przekręty, powszechne jest zjawisko korupcji i nepotyzmu. Czas z tym skończyć.
darmozjady
KAT
15.02.10, 10:02:11
Przeciez to zwykli darmozjadzi,zwiazki zawodowe poza zaklady pracy niech sie utrzymuja z skladek ,zero dotacji z budzetu i zakladu pracy!