(© morguefile.com)
Agata Pustułka
2009-01-07 21:27:24, aktualizacja: 2009-01-07 23:02:06
Chorzy nie będą biegać od apteki do apteki w poszukiwaniu tańszych leków, bo w każdej z nich cena określonego leku refundowanego (np. antybiotyku, do którego zakupu dopłaca pacjentowi państwo) będzie taka sama. Firmy farmaceutyczne nie będą mogły stosować sztuczek, by naciągać NFZ na refundację leków, a hurtownie grać rabatami, byle doprowadzić do wzrostu sprzedaży leków najdroższych.
Tak ma się stać, gdy wejdzie w życie nowelizacja prawa farmaceutycznego zakładająca, że urzędową cenę leku określać będzie minister zdrowia.
- W ten sposób chcemy dostosować polskie prawo do unijnego, bo w większości krajów UE są sztywne ceny i marże na leki refundowane - wyjaśnia posłanka PO Beata Małecka-Libera, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji zdrowia.
Projekt jest teraz analizowany w ministerstwie zdrowia. Prace resortu potrwają jeszcze miesiąc. - Dzięki zmianom skończy się wyłudzanie refundacji, a pacjenci i aptekarze nie będą przekupywani np. lekami za złotówkę - dodaje Małecka-Libera.
Czy po zmianie prawa pacjenci będą płacić za leki mniej ? Na pewne znikną leki za grosik i złotówkę, których cena jest celowo i nieuczciwie zaniżana.
- Pozornie to dolegliwość, ale zyska jednak pacjent, bo firmy będą musiały obniżać ceny leków. Skorzysta też fundusz, bo wprowadzenie sztywnych cen powinno zmniejszyć wydatki na dopłaty do leków refundowanych, które rocznie sięgają ponad 7 mld złotych i stale rosną - mówi dr Stanisław Piechula, prezes Śląskiej Rady Aptekarskiej.
Według wyliczeń prezesa Towarzystwa Farmaceutyczno-Ekonomicznego dr Tadeusza Szuby - ekonomicznego guru polskiego aptekarstwa, poprzez wprowadzenie sztywnych cen i marż fundusz będzie w stanie zaoszczędzić ok. 3 mld złotych na refundacji.
- Projekt kłóci się z zasadami wolnego rynku i przypomina centralizm cenowy rodem z minionej epoki - ocenia Marcin Kolasiński, radca prawny w kancelarii Baker & McKenzie. Jego zdaniem sztywne ceny i marże doprowadzą do likwidacji rynku aptekarskiego. Nikomu nie będzie zależało na obniżkach cen.
Czy leki refundowane stanieją? Na pewno skończą się promocje, bo nowe prawo farmaceutyczne wprowadzi sztywne marże dla wszystkich aptek i hurtowni.
Cena leków w Polsce zależy od wielu czynników. Na refundowane ustalony jest limit, do jakiego dopłaca pacjent. Resztę funduje mu NFZ. Dla aptek i hurtowni ustalona jest maksymalna marża, którą mogą sobie naliczać, ale aptekarze za pomocą upustów i rabatów obniżają ceny leków. Efekt jest taki, że ten sam preparat w innych aptekach może różnie kosztować, a w skali kraju ceny różnią się nawet o 100 procent.
- Wiele zależy od tego, w jakiej hurtowni kupimy lek i w jakiej ilości. Jeśli partia jest duża, to hurtownia daje rabat i wtedy my możemy zaoferować klientowi niższą cenę - tłumaczy mgr Krzysztof Tabor, kierownik apteki w Rudzie Śląskiej. Ceny leków są uzależnione też od wielkości apteki, jej lokalizacji, liczby pracowników.
Ale nowela prawa farmaceutycznego usztywni marże na leki refundowane. Chodzi o to, że chorzy chodzą do lekarzy z prośbą o wypisanie recept na zapas, a potem wykupują leki, wybierając apteki dające upusty. W efekcie część medykamentów marnuje się, bo leki w domach przeterminowują się albo lekarz zmienia kurację i okazują się już nieprzydatne.
- Ustawodawca nie bierze jednak pod uwagę faktu, że apteki to przedsiębiorstwa, których koszt funkcjonowania jest inny w Warszawie, a inny w mniejszym ośrodku - twierdzi Marcin Kolasiński, radca prawny w kancelarii Baker & McKenzie. - Ministerstwo Zdrowia, które poprzez zmiany prawa chce ograniczyć koszty refundacji, powinno bardziej kontrolować lekarzy wypisujących zbyt dużo recept na leki refundowane.
Na temat planowanych zmian w prawie farmaceutycznym negatywnie wypowiedzieli się i Ministerstwo Skarbu i Urząd Ochrony Konsumenta i Konkurencji.
Gdy poprzednie PiS-owskie kierownictwo resortu zdrowia toczyło bój o przyjęcie nowych rozwiązań, ówczesny wiceminister Jarosław Pinkas tłumaczył, że wprowadzenie sztywnych marż nie musi oznaczać zmiany odpłatności dla pacjenta, ponieważ zgodnie z obowiązującym prawem, ceny leków refundowanych podlegają urzędowym regulacjom. Jego zdaniem wprowadzenie sztywnych marż miało jedynie zmobilizować producentów do obniżenia cen już na etapie negocjacji.
Teraz na rządowy projekt z niecierpliwością czeka szef Sejmowej Komisji Zdrowia Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia w rządzie PiS. - Nie przeszkadza mi, że teraz sprawą zajmuje się PO. Byle tylko powstały dobre rozwiązania - ocenia Piecha. - Sztywne marże i ceny mają swoje plusy i minusy. Plusem dla pacjenta będzie z pewnością likwidacja rozrzutu cenowego.
Zwolennikami zmian od początku byli aptekarze. - Teraz często jesteśmy zmuszani do rezygnacji z marż i nic nie zarabiamy na sprzedaży leków, bo w innych aptekach firmy farmaceutyczne dopłacają aptekarzom do leków, by pozornie sprzedawać je taniej. NFZ płaci tyle, ile płacił - ocenia dr Stanisław Piechula, prezes Śląskiej Rady Aptekarskiej. - Ministerstwo Zdrowia ma jak największe prawo, by regulować i narzucać system odpłatności za leki refundowane, bo o wolnej konkurencji nie powinniśmy mówić przy decydowaniu o wydawaniu publicznych pieniędzy przeznaczonych na ochronę zdrowia - dodaje Piechula.
Według Naczelnej Rady Aptekarskiej ceny leków powinny być jednakowe w całym kraju, a cena detaliczna identyczna we wszystkich aptekach. Cena zbytu uzgodniona przez producenta z państwem powinna być jedna dla wszystkich hurtowni i aptek.
Tak naprawdę problem dotyczy nie tylko leków refundowanych, ale także tych, do których zakupu państwo nie dopłaca, np. preparatów witaminowych. W Niemczech cena zwykłej aspiryny jest taka sama we wszystkich aptekach. U nas takie ujednolicenie to jednak pieśń przyszłości. Jedno jest pewne: o nowelizację prawa farmaceutycznego zostanie stoczony w najbliższych tygodniach ostry spór. A jest o co się bić.
Z raportu Urzędu Ochrony Konsumenta i Konkurencji na temat rynku hurtowego obrotu lekami, wynika, że Polska jest szóstym co do wielkości rynkiem zbytu leków w Europie. Przeciętne wydatki na leki w Polsce są jednak trzykrotnie niższe od średniej europejskiej. Jedną z przyczyn tej sytuacji, według autorów raportu, są relatywnie wysokie ceny preparatów leczniczych w odniesieniu do osiąganych przez Polaków zarobków.
- Według międzynarodowej spółki analitycznej IMS Health leki na receptę są w Polsce średnio o 5 proc. droższe niż w innych krajach Unii Europejskiej. Na przykład w Czechach lub na Słowacji są o 20 proc. tańsze - czytamy w raporcie UOKiK.
W Polsce działa ok. 11 tys. aptek, co oznacza, że na jedną aptekę przypada ok. 3,2 tys. mieszkańców. To dużo. Zagęszczenie aptek jest u nas znacznie większe niż w wielu krajach zachodnich, np. w Austrii jedna apteka przypada na 7 tys. mieszkańców, w Szwecja na 12 tys. Próg opłacalności dla apteki sytuuje się na poziomie 3,8 tys. - 4,5 tys. obsługiwanych osób.
Wolny rynek sprawił jednak, że w wielu dużych miastach liczba mieszkańców przypadających na jedną aptekę wynosi tylko ok. 2 tys.
Wszystkie komentarze »
Komentarze (3)
figa
maria
21.05.09, 22:54:40
Tyle się mówi o potrzebie wprowadzenia stałych marż i cen , a rząd któremu powinno zależeć na oszczędności odsuwa tak ważną sprawę, wygląda na to ,że osoby decyzyjne są skorumpowane przez firmy albo hurtownie i apteki sieciowe , albo same mają apteki ,bo tak się mówi . Zamiast konkretnie mówiących aptekarzy , słucha się prawników wynajętych i opłacanych przez kombinatorów zarabiających na nieudolności urzędników.Nie wiem czy można mieć nadzieję ,że coś się zmieni.
Bieganie po aptekach"
obserwator
17.01.09, 01:19:24
"Chorzy nie będą biegać od apteki do apteki w poszukiwaniu tańszych leków, bo w każdej z nich cena określonego leku refundowanego (np. antybiotyku, do którego zakupu dopłaca pacjentowi państwo) będzie taka sama..." ZNAJDĄ SIĘ SPOSOBY I NA TAKIE REGULACJE! np. różnego rodzaju bonifikaty itp., dalej będzie bieganie, bo w jednej aptece dadzą więcej a w innej mniej, w konsekwencji pacjenci będą jeszcze bardziej zdezorientowani niż teraz. Pozdrawiam
leki
dziadek
08.01.09, 07:00:55
Tak już jest od dłuższego czasu !