Ważne
    Dzień Rodzicielstwa Zastępczego. Pani Beata wzięła pod swoje...

    Dzień Rodzicielstwa Zastępczego. Pani Beata wzięła pod swoje skrzydła siedmioro dzieci

    Mateusz Demski

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Dzień Rodzicielstwa Zastępczego. Pani Beata wzięła pod swoje skrzydła siedmioro dzieci
    1/3
    przejdź do galerii

    ©Mateusz Demski

    We wtorek, 30 maja obchodzimy Dzień Rodzicielstwa Zastępczego. Z tej okazji postanowiliśmy odwiedzić panią Beatę z Łazisk Górnych, która przez ostatnie dziesięć lat wzięła pod swoje skrzydła siedmioro dzieci, podopiecznych Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Łaziskach. Najmłodszy z nich, Kamil trafił do pani Beaty dwa tygodnie temu.
    Niedzielne obiady u pani Beaty (nazwisko do wiadomości redakcji) z Łazisk Górnych, to już rytuał. Co tydzień w jednym z mieszkań w centrum miasta, przy syto zastawionym stole siada aż jedenaście osób. Oprócz pani Beaty i jej męża Marka jest również ich dziewięcioro dzieci. Siedmioro z nich: Adrian, Kinga, Monika, Eryk, Klaudia, Kasia i Kamil, trafiło do nich z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Łaziskach Górnych.
    Ich rodziny nie mogły zapewnić dzieciom należytej opieki, dlatego zostały przekazane pod skrzydła pani Beaty. Od tamtej pory w jej domu jest bez przerwy gwarno i wesoło. Nic dziwnego, w końcu wszyscy razem tworzą naprawdę zgraną rodzinę.

    Zabrała dzieci z Domu Dziecka na Mazury

    Pierwszy był dziewięcioletni Adrian, który trafił do pani Beaty w 2007 roku. - Wszystko zaczęło się od tego, że ojciec Adriana, przyszedł z nim do mojej pracy - opowiada pani Beata. - Adrian śpiewał kolędy. Miał na sobie za duże buty, w których człapał. Jego ojciec chciał chyba wzbudzić we mnie litość, tym bardziej, że był bardzo chory i prosił o pomoc w zakupie leków. Sytuacja chłopca wzruszyła panią Beatę. - Ujęło mnie to do tego stopnia, że razem z moimi dwoma biologicznymi synami odwiedzałam Adriana przez cały rok i opiekowałam się nim, ile tylko mogłam. Kiedy w ich domu zainterweniował MOPS, zadzwoniła do mnie pani kurator z pytaniem, czy mogłabym zaopiekować się dzieckiem - dodaje.

    Trzy lata później, Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie zaproponowało pani Beacie przyjęcie kolejnych dzieci, tym razem trójki rodzeństwa - dwóch dziewczynek i chłopca. Początkowo odmówiła, ponieważ wiązałoby się to z rezygnacją z pracy. Wszystko zmieniło się jednak, kiedy odwiedziła całą trójkę w Domu Dziecka, zaprzyjaźniła się z nimi i zabrała ich ze sobą na wakacje na Mazury. - Po naszym powrocie Kinga, Monika i Eryk mieli zostać rozdzieleni. Nie mogłam na to pozwolić - mówi pani Beata. Następnie do jej mieszkania trafili Klaudia, Kasia i Kamil. Razem tworzą wyjątkową rodzinę, której nietrudno nie zauważyć w Łaziskach.

    - Często z tego powodu dochodzi do wielu zabawnych sytuacji. Mam tutaj na myśli momenty, kiedy idziemy gdzieś razem, np. na koncert chóru do kościoła. Wchodzimy i od razu wzbudzamy zainteresowanie, bo zajmujemy całą ławkę. Wszyscy tylko pytają: ile wy macie dzieci? - opowiada z uśmiechem pani Beata. Dzieci są bardzo muzykalne. Eryk gra na gitarze, Kasia na keyboardzie. Jest gwarno i radośnie. - Ostatnio pani koordynator z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Łaziskach nazwała nas wesołą, włoską rodzinką - dodaje pan Marek.

    Pomagają zapomnieć o trudnych chwilach

    Ale bywają też momenty trudne: problemy związane z zachowaniem dzieci i wizyty u psychoterapeutów. - Przez te wszystkie lata nauczyliśmy się, że nie można się bać pomocy specjalistów i osób wykwalifikowanych. Nie można zapominać, że te dzieci przeżyły różne traumy, więc takie warsztaty i spotkania są na wagę złota - mówi pani Beata. - Oczywiście, kiedy pojawił się pierwszy problem myślałam, że dostanę zawału, ale psychoterapeutka powiedziała nam, jak zachować się w trudnej sytuacji - dodaje.

    Mąż pani Beaty jeździł z ich podopiecznymi przez pięć na lat na psychoterapię i warsztaty do Żor. Dzieci nie mogły dogadać się między sobą, a ponadto Adrian i Eryk cierpią na zespół Fas. Ich choroba objawia się nadpobudliwością oraz skrajną obojętnością. - Drugą ważną sprawą jest zatem empatia, cierpliwość i wyrozumiałość wylicza pani Beata. - Jeśli nie ma się tego daru, to może być ciężko. Kiedy dzieci nabroją, a często się to zdarza, wracam pamięcią do swoich dziecinnych lat i stwierdzam, że wcale nie byłam lepsza. Dzieci nie są złe, to świat wokół nich jest taki. Zawsze trzeba stać za dzieckiem, porozmawiać, przytulić wytłumaczyć - mówi z uśmiechem pani Beata.

    ZOBACZ KONIECZNIE: NASZA RAMÓWKA
    DZISIAJ POLECAMY PROGRAM KATARZYNY KAPUSTY Z CYKLU TU BYŁAM



    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      DZ poleca

      DZIEWCZYNA LATA 2017 | Głosujemy!

      DZIEWCZYNA LATA 2017 | Głosujemy!

      Dopasuj słowa do opisów i sprawdź, czy znasz język śląski

      Dopasuj słowa do opisów i sprawdź, czy znasz język śląski

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Światło i kolor w pokojach dziecięcych

      Światło i kolor w pokojach dziecięcych

      Gry On Line - Zagraj Reklama