Rybnickie Dni Literatury: Wisłocka mówiła nam o seksie....

    Rybnickie Dni Literatury: Wisłocka mówiła nam o seksie. WIDEO Rozmowa z Wojciechem Bronowskim

    Aleksander Król

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Rybnickie Dni Literatury: Wisłocka mówiła nam o seksie. WIDEO Rozmowa z Wojciechem Bronowskim
    1/4
    przejdź do galerii

    ©ARC

    Wojciech Bronowski, legenda rybnickiej kultury, były dyrektor Teatru Ziemi Rybnickiej i jeden z ojców Rybnickich Dni Literatury opowiada nam, jak budowano atmosferę dawnych, pięknych dni. Rozmawia Aleksander Król.

    Wideo: A. Król




    Ruszyły 48 Rybnickie Dni Literatury. Nie byłoby w teatrze Gali Nagrody Juliusz, ani „awangardowego widowiska”, gdyby niemal pół wieku temu, nie spotkał się Pan z Czesławem Gawlikiem i Zbyszkiem Jankowskim i nie wymyśli by Panowie Rybnickich Dni Poezji… Miały zawsze niesamowitą atmosferę. Potrafiliście ją budować...

    Pamiętam, jak stoimy na dworcu PKP i czekamy na pisarzy - doktor Musioł, ówczesny mer miasta, późniejszy wiceminister i ja. Literaci wysiadają z pociągu a przez głośnik idzie: „Witamy serdecznie po raz pierwszy goszczących w Rybniku znakomitych poetów polskich. Prosimy uprzejmie o przybycie panów do holu, organizatorzy czekają. Oni ogłupieli. Co jest? Tak jeszcze ich nikt nie witał w Polsce! A wiedzieliśmy dokładnie, kto, kiedy przyjeżdża - bo w umowach był warunek, by podali kiedy przyjeżdżają, bo niby hotele trzeba załatwić. Na każdy pociąg coś takiego było przygotowane. I teraz oni przychodzą w tym holu, a ja biorę walizeczkę jednego, a pan Musioł - drugiego. I tak my ich prowadzimy do Hotelu Rynkowego. To było przyjęcie!

    Spełnialiście zachcianki...
    Pamiętam, jak jedna pani powiedziała: „Proszę pana - co zrobić, bym zwiedziła kopalnię? To marzenie mojego życia”. Wtedy to było niesłychanie trudno zrobić. Podzwoniłem po kopalniach i dyrektor Kopalni Anna zgodził się. Główny inżynier kopalni był naszym przewodnikiem. Zwieźli nas na dół. Ta pani była na dole, widziała pracę górników, nawet kawałek na kolanach szła. Potem, jak już wróciliśmy do Rybnika płakała, że coś nieprawdopodobnego. Ta pani to była… Wisłocka, która słynną książkę napisała, którą 7 mln Polaków kupiło. Ja ją przez przypadek w Warszawie spotkałem i zaprosiłem na Dni Literatury, a ona przyjechała. Ile miała spotkań, zabijali się o nie! Ona mówiła o tym, że w małżeństwie jest najważniejsze, by największą przyjemność miała kobieta. “Najważniejszy jest orgazm, ja o tym mówiłam na wszystkich spotkaniach, ale te chłopy tego nie chcą słyszeć” - opowiadała później. Pani Wisłocka przeurocza, spełniła swoje marzenie podczas Rybnickich Dni Literatury.

    Jak to się zaczęło? Jak zrodził się projekt, z którego przez lata słynął Rybnik.
    Rybnik słynął z naszych Dni i żużla, ROWu Rybnik. Muszę zacząć od siebie. Przyjechałem w 1962 roku do Rybnika z Bydgoszczy, gdzie mieszkałem. Ściągnęli mnie koledzy, śp. Czesiu Gawlik i ówczesny kierownik Domu Kultury Tadek Pintara. Poznaliśmy się w Zielonej Górze i po jakimś czasie zaproponowali mi pracę w Domu Kultury Rybnickiej Fabryki Maszyn. Od razu mi powiedzieli - na pierwszym miejscu będziesz brał udział w konkursach recytatorskich. Bo wiedzieli, że ja się z tej „rodziny wywodzę” - będąc w Bydgoszczy miałem szereg sukcesów ogólnopolskich, więc musiałem teraz wystartować i bronić barw Rybnika, udanie zresztą. Ale co dalej? Pomyśleliśmy, by może utworzyć coś większego, zespołowego. Ja zaproponowałem Teatr Poezji. Wtedy to raczkowało. To był chyba pierwszy tego typu zespół w województwie.

    Podchodziłem np. do pani w kawiarni i mówię: „przepraszam, ja nie podrywam, ale pani ma tak piękny głos. Czy pani by mogła wstąpić do naszego Teatru Poezji?”. W ten sposób zdobyliśmy aktorów. Zostało przygotować program. Koledzy powiedzieli, że byłoby dobrze coś z poezji śląskiej, ale ja jej nie znałem. W Bydgoszczy mieszkałem, znałem tylko książki Morcinka. A gdzie tam poezja? Ale w DK Ryfamy był klub literacki „Kontakty”. I był tam m.in. początkowo szef, potem członek Zbigniew Jankowski, poeta bardzo dobry, działacz i organizator. Ja się do niego zgłosiłem i mówię mu: „Zbyszek ty jesteś poetą, znasz poetów śląskich, daj mi coś”, a on mi podrzucił książeczki 18 poetów. Zacząłem to czytać, coraz bardziej mi się to podobało. Powstał program pt. „Orbita 0”, w którym znalazły się utwory 13 poetów - 12 śląskich i jednego z Opola. Jak już był scenariusz, siedzieliśmy kiedyś przy kawie i ja mówię - „a może by tak tych poetów zaprosić”. Wysłaliśmy zaproszenia i o dziwo się zgodzili. Przyjechali. To był rok 1962, pierwszą imprezę nazwaliśmy: Rybnickie Dni Poezji”. Spotkanie grupowe zorganizowaliśmy w Bombaju, kawiarni Domu Kultury Ryfamy, który nie istnieje, bo się przewrócił. Poeci recytowali swoje utwory, a mój Teatr Poezji miał prapremierę. Potem poeci poszli w teren - do domów kultury, bibliotek, szkół. Każdy miał spotkania. Były nawet małe honoraria.

    Drugiego dnia wieczorem w ramach podsumowania zrobiliśmy bankiet - była herbata, woda mineralna i pół litra na cztery osoby. I jeden z poetów śląskich - Jedliński, ochrzczony potem jako: Jezus Maria Jedliński (bo Maria miał na drugie imię) - powiedział: „ludzie kochani, to była taka fajna impreza, zróbcie to w przyszłym roku jeszcze raz”. Wszyscy brawa pobili i tak się skończyły Rybnickie Dni Poezji. No i przyszedł następny rok 1963 i my pamiętając słowa Jedlińskiego, postanowiliśmy zrobić imprezę, ale poszerzyć ją o prozaików z Warszawy, Krakowa. Takich imprez wtedy nie było. Nazwaliśmy to Rybnickie Dni Literatury. Zjechało się sporo literatów. Oficjalne spotkania wszędzie, w tym w domach górnika, a nawet 500 m pod ziemią, recytował wiersze Wojciech Siemion, mój przyjaciel! Zaprosiliśmy kilku aktorów. Druga impreza była już dużą imprezą. A trzeci rok to już była wielka impreza - przyjechało ponad 30 pisarzy! Były kiermasze książkowe, ściągaliśmy książki z 17 województw.

    Zobacz galerię

    O książkę nie było łatwo, prawda?
    Owszem, a doszło do tego, że kiermasze były na wszystkich schodach z Placu Wolności do teatru. Pisarze tam siadali i podpisywali książki. Raz zrobiliśmy wielki kiermasz na rynku, kilka nazwisk znanych. Ludzie kochani przez ileś lat nie widziałem takiego tłumu, człowiek obok człowieka. Nie darmo pisma warszawskie pisały, że to jest największa i najciekawsza impreza literacko -artystyczna. Ta impreza poszła na Wodzisław, Jastrzębie, Racibórz, Knurów. To już nie była tylko impreza rybnicka.

    POLECAMY:

    Znasz język śląski? Przetłumacz te zdania QUIZ JĘZYKOWY II



    Czy dostałbys się do policji? PRAWDZIWE PYTANIA TESTU MULTISELECT



    Ile zarabiają prostytutki na Śląsku i za co RAPORT



    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      DZ poleca

      MISTRZOWIE URODY - Głosuj na najlepszych!

      MISTRZOWIE URODY - Głosuj na najlepszych!

      Mistrzostwa Polski Chippendales 2017 w Katowicach: GORĄCE ZDJĘCIA+WIDEO

      Mistrzostwa Polski Chippendales 2017 w Katowicach: GORĄCE ZDJĘCIA+WIDEO

      Jak mieć prąd przez 3 miesiące za darmo?

      Jak mieć prąd przez 3 miesiące za darmo?

      Okna dachowe i rolety zasilane słońcem

      Okna dachowe i rolety zasilane słońcem