Świętochłowice: Spędzili trzy tygodnie w Wietnamie....

    Świętochłowice: Spędzili trzy tygodnie w Wietnamie. Zwiedzili 8 miast i pokonali ponad 4000 km

    Zdjęcie autora materiału

    Weronika Grychtoł

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Świętochłowice: Spędzili trzy tygodnie w Wietnamie. Zwiedzili 8 miast i pokonali ponad 4000 km
    1/12
    przejdź do galerii

    ©mat. A. Żurek

    - Minęło tak szybko, a przygotowania trwały prawie rok - mówi z niedowierzaniem Anna Żurek, wuefistka w ZSO nr 1 w Świętochłowicach i jedna z opiekunek wyprawy „Kochanowski w Azji”. Jak sami o sobie piszą, to grupa młodych ludzi, którzy spełniają marzenia o podróżach. Edyta Malanowicz, Paulina Konieczny, Kamil Niesporek, Szymon Piecha, Maciej Pękała, Jakub Królicki - uczniowie klasy sportowej ZSO nr 1 w Świętochłowicach i Dorota Piecha - tegoroczna maturzystka wrócili niedawno z trzytygodniowej wyprawy do Wietnamu.
    Wyprawa do Azji to wciąż szkolna wycieczka. Młodzieży towarzyszyły nauczycielki - wuefistka Anna Żurek i anglistka Joanna Litwińska. To też wielka promocja dla miasta jak i dowód, że wszystko jest możliwe, a szkoła nie musi być nudna.

    Podróż rozpoczęli 15 czerwca na dworcu PKS w Katowicach, skąd odjechali do Warszawy. Żegnali ich rodzice i znajomi. - Łez nie było, wiedziałam, że są pod doskonałą opieką i czeka ich wspaniała przygoda - mówi Bożena Konieczny, mama Pauliny.


    Z warszawskiego Okęcia polecieli najpierw do Dubaju. Tu na przesiadkę do Wietnamu mieli czekać 16 godzin. Zaplanowali więc nocne zwiedzanie miasta. Udało im się także wykąpać w Morzu Arabskim.

    W miescie Ho Chi Minh, które do 1976 roku nosiło nazwę Sajgon, przybyli 16 czerwca. Już pierwszego dnia skosztowali swoje pierwsze pho, czyli wietnamską zupę z wołowiną. Obowiązkowo chcieli zobaczyć tunele Cu Chi, wybudowane przez Wietkong podczas wojny w Wietnamie.

    - Na partyzantów się nie nadajemy - napisali tego dnia na swoim profilu, gdzie codziennie dzielili się wrażeniami z podróży, a nawet ogłosili kilka konkursów z wiedzy o Wietnamie.
    19 czerwca wyruszyli do oddalonego o około 1600 km Hanoi. Podobno przechodzenie tu przez ulicę to sztuka, która wymaga żelaznych nerwów.

    - Czerwone światło to taka tam luźna sugestia dla kierowców, którzy jak na rondzie mają skręcić w lewo to...skręcają w lewo bez objeżdżania wysepki w koło - mówi Żurek.

    - Pieszy musi po prostu iść wolno przed siebie, a motocykle i auta omijają go ze wszystkich stron. Nie wolno się zatrzymywać bo zaburza się ten swobodny przepływ - dodaje.

    Dwa dni później byli już nad zatoką Ha Long. Jedną noc spędzili tu na łodzi, a drugą na wyspie. Nauczyli się jak zwijać sajgonki, drugie po zupie pho najpopularniejsze wietnamskie danie.

    Później wyruszyli z powrotem w głąb kraju do niewielkiego miasteczka Sapa, gdzie podziwiali malownicze tarasy ryżowe. Spędzili też „leniwy” dzień na zakupach na targu, gdzie swoje wyroby sprzedają przedstawiciele różnych grup etnicznych.
    26 czerwca zajrzeli do dawnej stolicy Wietnamu - Hue. Tu podglądali też modły w buddyjskiej świątyni.

    -To było bardzo ciekawe przeżycie, myślę, że dla nich tak samo intrygujące byłyby nasze zwyczaje religijne - mówi Jakub Królicki. Grobowce i świątynie zwiedzali w ulewnym deszczu. - Pojechaliśmy w czasie pory deszczowej więc wiedzieliśmy, że będzie mokro, a i tak nie padało tak często, jak się spodziewaliśmy - mówi Kamil Niesporek.

    Trzy dni później byli już w drodze do pobliskiego Hoi An, gdzie odwiedzili wietnamskiego krawca.
    - Uszyliśmy sobie koszule na zamówienie, w przeliczeniu zapłaciliśmy jakieś 80 zł, czyli 400 tys. dongów - wylicza Niesporek.
    Przyznaje, że w Wietnamie czuli się jak bogacze. Za 100 dolarów otrzymywało się około 2 mln 200 tys. dongów. - To spory plik banknotów - mówi.

    Odwiedzili też Cham Island, grupę ośmiu małych wysepek. Przyjechali tu specjalnie po to, aby nurkować na rafie.
    3 lipca byli znów niedaleko Sajgonu, w Nha Trang. Tu nie tylko zwiedzali, ale i relaksowali się m. in w błotnym spa.
    Ostatnie trzy noce spędzili praktycznie w podróży: jedną w autokarze, jedną w łóżku, a ostatnią w samolocie . W Sajgonie byli z powrotem 6 lipca.Przed powrotem do Polski odwiedzili jeszcze Deltę Mekongu, zwaną ryżowym koszykiem Wietnamu, bo zbiory zbiera się tu nawet trzy razy do roku. Następnego dnia wyruszyli w drogę do domu.

    Wszyscy uczestnicy wycieczki przyznają, że dużo się nauczyli i poznali Azję lepiej, niż z jakiegokolwiek podręcznika czy filmu przyrodniczego. Dobrym podsumowaniem wyprawy niech będzie rozmowa dwóch uczestników podczas wyprawy: - Tu się tyle dzieje, że nie wiem na co patrzeć! - Więc ja patrzę w lewo, ty w prawo, a potem sobie opowiemy - mówili. -Wietnam naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył - podsumował Królicki.

    Wszystko wskazuje na to, że „Kochanowski w Azji” będzie miał kontynuację. Młodzież już myśli o kolejnej wyprawie.

    *Transformersy zniszczą Katowice. Tak to ma wyglądać ZDJĘCIA
    *Miss Polski 2016 OTO FINALISTKI Zobacz zdjęcia
    *Wakacje za granicą: Tych krajów unikaj i nie jedź. MSZ ostrzega. Są zaskoczenia
    *Najlepsze baseny w województwie śląskim [TOP 10 BASENÓW]
    *W pełni wyposażone mieszkanie w centrum Katowic może być Twoje! Dołącz do graczy loterii "Dziennika Zachodniego"

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      DZ poleca

      DZIEWCZYNA LATA 2017 | Głosujemy!

      DZIEWCZYNA LATA 2017 | Głosujemy!

      Dopasuj słowa do opisów i sprawdź, czy znasz język śląski

      Dopasuj słowa do opisów i sprawdź, czy znasz język śląski

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Światło i kolor w pokojach dziecięcych

      Światło i kolor w pokojach dziecięcych

      Gry On Line - Zagraj Reklama