Stalin miał siły, by ruszyć na Warszawę

    Stalin miał siły, by ruszyć na Warszawę

    Zdjęcie autora materiału

    Dziennik Zachodni

    Dla Kremla wybuch powstania był "polską głupotą" - mówi Nikołaj Iwanow w rozmowie z Marcinem Zasadą
    Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci, byś nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci, była zbawieniem witanym z odrazą" - pisał o Sowietach zatrzymanych na brzegu Wisły poeta i powstaniec Józef "Ziutek" Szczepański. Dlaczego Warszawa nie doczekała "nienawistnego zbawcy"?
    Zacznijmy od tego, że Armia Czerwona dotarła do południowych granic Warszawy już pod koniec lipca.
    Wtedy po drugiej stronie nie było żadnych wojsk niemieckich, zresztą wystarczy prześledzić łatwość, z jaką Sowieci zdobyli choćby przyczółek magnuszewski. Później dowódca 8. Armii Gwardii generał pułkownik Wasilij Czujkow był pewny, że jego żołnierze przełamią opór Niemców i wykonają zaplanowany wcześniej marsz na Warszawę. Czujkow dzwonił więc do Stalina i pytał: "Czy ruszyć na połączenie z braćmi Polakami?". Bynajmniej nie dowodziło to jego sympatii do powstańców, co więcej, żadnemu sowieckiemu oficerowi o zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy nazwać w ten sposób żołnierzy AK. Ale oprócz antyakowskiej propagandy, według której Polacy byli bandytami współpracującymi z Niemcami, w Armii Czerwonej działała też propaganda Polski lubelskiej, przedstawiająca powstanie jako zryw narodowy, w którym ważną rolę odgrywają komuniści. Tak czy inaczej, ze zgromadzonych dowodów wynika, że Stalin w żadnym wypadku nie planował wyzwolenia walczącej Warszawy. Według wspomnień generała Siergieja Sztemienki, Stalin chciał jedynie przeprowadzić "ograniczoną operację". Nie oznaczała ona nic więcej niż przedłużanie agonii powstania.
    Stalin miał możliwość, żeby pomóc powstańcom, ale wolał wydać rozkaz: "Zatrzymać się przed Warszawą". Chciał, aby Armia Krajowa wykrwawiła się. W ten sposób niszczył polską elitę
    Przez ponad pół wieku radzieccy historycy utrzymywali, że Armia Czerwona nie mogła przyjść powstańcom z odsieczą, bo napotkała potężną kontrofensywę niemiecką, a w dodatku borykała się z dużymi brakami w zaopatrzeniu.
    To ewidentne bzdury porównywalne z działalnością komisji Burdenki powołanej przez władze radzieckie w celu rzekomego wyjaśnienia zbrodni katyńskiej. I Front Białoruski, nawet po ofensywie na Białorusi, miał wystarczające siły, aby podjąć skuteczną akcję wyzwolenia Warszawy. Stalin po prostu postanowił nie udzielać żadnej pomocy wykrwawiającemu się miastu. Powstanie określał jako "polską głupotę", Polaków obarczał też winą za zniszczenie swojej stolicy. W swojej książce przedstawiłem dowody, że zaopatrzenie Armii Czerwonej było pod Warszawą całkiem solidne.

    Historyk Antony Beevor twierdzi, że właśnie tych zapasów byli pozbawieni - dlatego zatrzymali się na linii Wisły.
    To proszę zwrócić uwagę, z jaką szybkością Sowieci odbudowywali zniszczone przez hitlerowców połączenia kolejowe, czym wzbudzali podziw nawet wśród Niemców. Poza tym I Front Białoruski miał pierwszeństwo w zaopatrzeniu. Natomiast wstrzymanie ofensywy na przedpolach Warszawy ze strategicznego punktu widzenia było absurdalne, bo dało czas Niemcom na przygotowanie obrony. Efektem tego były znacznie dotkliwsze straty czerwonoarmistów podczas ofensywy styczniowej, choć akurat ten argument do Stalina nie przemawiał w ogóle, bo życie własnych żołnierzy nigdy nie było przedmiotem troski w wojennej strategii ZSRR.
    1 3 4 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama