Rodzenie dzieci to nie taśma produkcyjna

    Rodzenie dzieci to nie taśma produkcyjna

    o. Jacek Prusak, jezuita, psychoterapeuta

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Stanowisko Kościoła jest w sprawie matek zastępczych, czyli surogatek, jasne. Proceder ten jest związany z zapłodnieniem in vitro i jako taki nie może być akceptowany. Powoduje, że jednym z biologicznych rodziców nie jest współmałżonek. A w nauce Kościoła dziecko powinno być owocem miłości małżeńskiej.
    Nie ma czegoś takiego jak arbitralne przyznanie rodzicom prawa do dziecka, czy to przez nich samych, czy przez jakąkolwiek instytucję świecką, w tym przypadku przez państwo. Bycie matką zastępczą jest więc moralnie niedopuszczalne.

    Prawo stanowione nie może stanąć ponad prawem naturalnym. Stworzenie prawnych ram, by surogatka bez problemów oddała dziecko po urodzeniu, jest fikcją. A nawet jak odda, nie mamy żadnej gwarancji, że po jakimś czasie nie będzie się o nie ubiegać. To dramat dla dziecka, jego biologicznej matki, a także dla ludzi, którzy marzą o byciu rodzicami. To niebezpieczne igranie z ludzkimi namiętnościami.

    Kolejnym nieporozumienie jest używanie formuły, że "rodzice mają prawa do dziecka". Dziecko nie jest niczyją własnością, więc rodzice nie mogą mieć prawa do posiadania go za wszelką cenę. Dziecko jest bowiem darem miłości, darem od Boga. Gdy pojawia się taka metoda jak in vitro, dziecko jest uprzedmiotawiane. Często bierze się jedynie pod uwagę dobro rodziców i ich prawa, zapominając o prawach dzieci. W swojej pracy często spotykam się z dramatami osób adoptowanych. Trauma wywołana informacją, że nie jest się biologicznym dzieckiem swoich rodziców, bywa olbrzymia.

    W całej sprawie pojawia się także pytanie o moralność kobiet decydujących się na wynajęcie brzucha. Urodzenie dziecka nie jest przecież zwykłym procesem produkcyjnym, tylko doznaniem daleko bardziej intymnym. Dlatego - nawet gdyby państwo podjęło się regulacji prawnej tego zjawiska - Kościół będzie tłumaczył katolickim rodzicom, że jest to grzech ciężki. Z punktu widzenia prawa pewnie lepiej byłoby, gdyby regulacja istniała. Lecz co to za państwo, które daje przyzwolenie na takie praktyki?

    Pozostaje jeszcze aspekt osobisty. W trakcie ciąży między matką a dzieckiem rodzi się więź. Rozstanie może być potem przyczyną ogromnych dramatów. Podobnych do tych, jakie rozgrywają się przy oddawaniu dzieci do domów dziecka. Biologiczna, empatyczna więź istnieje i nie sposób jej złamać. Surogatki, oddając obcym ludziom dziecko, oddają również część siebie. Do podobnych sytuacji dochodzi wśród par homoseksualnych. Jedna z kobiet podejmuje się rodzenia, a druga może rościć sobie prawo do rodzicielstwa tylko z tego powodu, że zleciła cały proceder. Dziecko wtedy miota się, jest uwikłane w konflikt lojalności. Myślenie, że da się biologiczność wyeliminować, to fikcja. Nie ma ustawy, która sprawiłaby, że kobieta, która przez 9 miesięcy nosi w łonie dziecko, nie będzie nic czuła, oddając je obcym.

    Napisz do nas e-mail, co myślisz o tej sprawie: opinie@dz.com.pl

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama