Karwat: Polak, Słowak, dwa górale, i do bitki, i do innych...

    Karwat: Polak, Słowak, dwa górale, i do bitki, i do innych rzeczy

    Krzysztof Karwat

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Karwat: Polak, Słowak, dwa górale, i do bitki, i do innych rzeczy
    Przez ten punkt graniczny corocznie przejeżdżają tysiące polskich turystów, głównie z Górnego Śląska. Latem tędy właśnie mozolnie wdrapują się samochodami amatorzy kąpieli w osławionych słowackich kupaliskach, a później - entuzjaści sportów zimowych, chwalący sobie tamtejsze stacje narciarskie.
    Karwat: Polak, Słowak, dwa górale, i do bitki, i do innych rzeczy
    Oto Przełęcz Glinne w Korbielowie, gdzie urywa się granica Polski i Żywiecczyzny (od kilkunastu lat także województwa śląskiego), a zaczyna Orawa. Czy ktoś jeszcze pamięta, że w roku 1938 - o nieodległe stąd skrawki jałowej, choć pięknej ziemi - toczyły się krwawe bitwy? Ich dalekie echa da się słyszeć do dziś. Na szczęście, nie w każdej żywieckiej czy orawskiej chałupie, bo - w moim przekonaniu - niesnaski polsko-słowackie zdążyły wygasnąć. Ale czy wszędzie?

    Po I wojnie światowej Rzeczpospolita rościła pretensje terytorialne do spornych, bo wymieszanych narodowo fragmentów Orawy (i Spiszu), czyli Górnych Węgier (dzisiaj: Słowacji). Dla europejskich instytucji rozjemczych był to twardy orzech do zgryzienia, bo - podobnie jak na Górnym Śląsku czy Zaolziu - trudno było jednoznacznie rozstrzygnąć, kto jest kim.
    Kto jest (czuje się) Orawianinem "polskim", kto "słowackim", a kto wyłącznie "orawskim Orawcem". Kto chce żyć w odradzającej się Polsce, a kto we właśnie utworzonej Czechosłowacji. Do zapowiadanego plebiscytu nie doszło, bo Rzeczpospolita - wtedy śmiertelnie zagrożona przez bolszewików - ugięła się i musiała uznać siłę dyplomacji czechosłowackiej, chętniej niż polska respektowanej przez Zachód.

    Nie mam tu miejsca, by wszystkie te zawiłości polityczne i etniczne wyjaśnić, więc dość powiedzieć, że Warszawa nigdy nie pogodziła się z tym, że tylko niewielkie fragmenty Orawy i Spiszu zostały włączone do Polski (zresztą te same, które są w niej do dziś). Część linii granicznych poprowadzono dopiero w roku 1924, więc dwa lata później niż na Górnym Śląsku! Dopiero wtedy - na przykład - podzielono masyw Babiej Góry.

    Ale przedwojenna Polska nie zamierzała odpuścić. Inna rzecz, że siły użyła w momencie fatalnym. W roku 1938, korzystając z osłabienia Czechosłowacji i konsekwencji traktatu monachijskiego, zajęła nie tylko Zaolzie, ale również te maluteńkie skrawki Orawy, których nie dostała w roku 1924. W tym między innymi fragment malowniczej doliny rzeki Półgórzanki (Polhoranki) - do dziś bezludnej! - do której z granicznego Korbielowa dorzucić można kamieniem.

    Ilekroć tamtędy się przechadzam, ogarnia mnie dziwne uczucie, którego nie umiem nazwać. Oto "kawałek Polski", który Polską był ledwie przez kilkanaście miesięcy! Bo Hitler już w listopadzie 1939 roku oddał całą Orawę i Spisz w ręce swego alianta, czyli ks. Jozefa Tiso, marionetkowego dyktatora Słowacji.

    Ach, jakie do dziwne. Wioski, przez które teraz przejeżdżają śląscy turyści zmierzający do termalnych kąpielisk, mają ten sam rodowód co - na przykład - żywiecka Jeleśnia czy Przyborów. Zrazu zaludniała je ludność wołoska (czyli społeczność pasterska przybyła z terenów obecnej Rumunii), wkrótce stopiona i zupełnie zespolona z polską i - rzeklibyśmy dziś - słowacką (narodu słowackiego jeszcze nie było). Później, w "czasach Janosików", zapewne nadal trudno było rozdzielić i podzielić ten góralski żywioł.

    Nasze języki (dialekty) musiały być prawie identyczne, jeszcze bardziej do siebie podobne niż obecnie. Obyczaje, praca, codzienne życie - także. Wtedy nic lub prawie nic nie dzieliło mieszkańców Orawy i Żywiecczyzny. Jedynym wyróżnikiem była wiara. W Polsce - katolicka, w przyszłej Słowacji - wtedy protestancka. Bezrobotni biedacy, uciekając z żywieckich wsi przed swymi okrutnymi panami, schronienia szukali na Orawie. Stali się osadnikami polskimi "mimo woli". Jedni zachowali albo dopiero potem wypielęgnowali w sobie polskość, inni - wtopili się w słowackość.

    A jak jest dzisiaj? Niestety, są w naszym kraju nacjonaliści, którzy twierdzą, że na słowackiej Orawie "gnębi się Polaków", a mieszka ich tam "ponad 20 procent". To bezsens. I nieprawda. To przywoływanie ducha bitew, które dawno się skończyły.


    *Marsz Autonomii 2012 ZDJĘCIA, WIDEO, OPINIE
    *Wielki koncert Guns N'Roses w Rybniku ZOBACZ ZDJĘCIA, WIDEO
    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama