Ważne
    Po co prezydenci pojechali do Wisły?

    Po co prezydenci pojechali do Wisły?

    Teresa Semik

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Prezydenci Polski i Ukrainy, Lech Kaczyński oraz Wiktor Juszczenko, rozmawiali wczoraj w Wiśle o zablokowanych dostawach rosyjskiego gazu do Europy. Nie ma ważniejszego tematu jak bezpieczeństwo energetyczne. Czy coś dobrego z tego spotkania wyniknęło?
    Nie wiadomo, bo oficjalne wypowiedzi obu prezydentów są zdawkowe. - Trzeba rozmawiać szczerze, mówić prawdę - twierdził Kaczyński. A Juszczenko dodał, że Ukraina nie dokonała nielegalnego poboru gazu z sieci. Jeśli Rosjanie mają dowody kradzieży przez stronę ukraińską, niech idą po sprawiedliwość do sądu.

    Trzeba było na te rozmowy gnać aż na Zadni Groń? Tamtejszy zameczek powstał pod koniec lat 20. Chętnie przebywał w nim prezydent II RP Ignacy Mościcki, a w czasach PRL-u Bolesław Bierut i Józef Cyrankiewicz. Droga z lotniska w Pyrzowicach do Wisły zajęła prezydentom trzy godziny. W dodatku prezydent Juszczenko chyba zgubił drogę, bo dotarł na miejsce prawie z godzinnym opóźnieniem i nie wiadomo dlaczego.
    Gdyby prezydenci zamierzali wybrać się na narty, wtedy ich wypad w góry byłby w pełni uzasadniony Najpierw jednak o mały włos nie spóźnił się samolot Tu-154M z Warszawy do Katowic, który wiózł prezydenta Kaczyńskiego. Oficjalna wersja opóźnienia wylotu to oblodzenie rządowej maszyny. Mniej oficjalna to "oczekiwanie na przyjazd pana prezydenta na lotnisko w Warszawie". Taką informację przekazał mediom rzecznik Sił Powietrznych, ppłk Wiesław Grzegorzewski. - Samolot był hangarowany i gotowy do wylotu. Nie mógł być oblodzony.

    W pomieszczeniu dla VIP-ów katowickiego portu było jednak spore zamieszanie. Służby lotniskowe kolejny raz komunikują, że samolot Ił-62M z prezydentem Juszczenką zaraz ląduje, a samolot prezydenta Kaczyńskiego jeszcze nie wystartował ze stolicy. Gościom, zgodnie z protokołem, dłoń na powitanie miał uścisnąć wojewoda śląski. Na tym kończyła się jego rola. Wojewoda jest z PO, więc nie jest mu dane organizować wizyt prezydenta RP w wiślańskiej rezydencji. Ostatecznie jednak o godz. 10.34 wylądował Kaczyński, a o godz. 10.38 Juszczenko. Na lotnisku się nie zobaczyli. Kolumna aut z polskim prezydentem pognała czym prędzej w kierunku Wisły, a kolumna Juszczenki (przyjechał z 40-osobową delegacją) ruszyła za gospodarzem, z prędkością 60 km na godzinę. Może stąd spóźnienie?

    Jak już panowie prezydenci chcieli koniecznie przylecieć na Śląsk, czy nie taniej i bliżej byłoby im podjechać na przykład, do Pałacu Kawalera w Świerklańcu. Tu w 2007 roku prezydent Kaczyński podejmował kolacją Hansa-Gerta Poetteringa, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, gdy odbierał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Opolskiego.

    W dobie kryzysu na rozmowach roboczych mogli się spotkać również w Warszawie. Po co mnożyć koszty?

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama