Perswazja bez użycia nudelkuli

    Perswazja bez użycia nudelkuli

    Krystyna Bochenek

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Gdy umiera mistrz, uczniowie go opłakują. Takim uczuciom daje wyraz wielu lekarzy po śmierci prof. Zbigniewa Religi. Co piękniejszego może zostawić po sobie człowiek, niż liczne grono oddanych następców i kontynuatorów? Dar pamięci trwający przez pokolenia jest z pewnością darem najpiękniejszym. Doświadczyć tego mogą tylko nieliczni. Są pośród nich również ci, o których chcę dziś wspomnieć.
    Niedawno odbył się w Piasku k. Pszczyny pogrzeb popularnego, nie tylko wśród młodych ludzi, nauczyciela matematyki Teodora Paliczki. Profesor uczył w VIII LO w Katowicach, dawnym Piecku, obecnie Skłodowskiej-Curie. Był opiekunem wielu znakomitych "ścisłowców" i twórcą klasy matematyczno-fizyczno-informatycznej, z której Pieck słynął.

    W końcu lutego w innym liceum, I LO im. Kopernika w Katowicach, odsłonięto tablicę upamiętniającą zmarłego dosyć dawno wybitnego pedagoga Edwarda Kaczmarskiego. Przypomnienie postaci było pomysłem dawnych wychowanków słynnego Głagoła (kłania się język staro-cer-kiewno-słowiański), który uczył rosyjskiego, francuskiego i miłości do dramatu.
    Nie byłam jego uczennicą, ale pamiętam, że reżyserował spektakle i akademie. Do legendy przeszła "Antygona", w której bez powodzenia byłam jedną z kandydatek do głównej roli. Mój kolega z kolei został do tego stopnia zauroczony argumentami prof. Kaczmarskiego, że pragnął zagrać w monodramie "Kongo Müller", opartym na wyznaniach znanego w latach 60. najemnika. Wymagało to wszakże ogolenia głowy na łyso, a w modzie były długie włosy. Jurek przeżywał rozterkę: z jednej strony atrakcyjna rola, z drugiej łysa pała. Na szczęście pomysł Głagoła nie znalazł uznania w oczach dyrekcji i, ku radości dziewczyn, Jurek czuprynę ocalił.

    Wzruszyłam się samym pomysłem zawieszenia tablicy na murach szkoły i pozazdrościłam młodszym kolegom, którzy wpadli na ten pomył. Moją mistrzynią, równie zasłużoną dla Kopernika, co Paliczka dla Piecka, była prof. Izabela Markiewiczowa, zwana przez uczniów Markizą. Wzbudzała respekt, była dystyngowana, nieco wyniosła i surowa. To ona zaproponowała, by w liceum nauczać francuskiego według autorskiego programu, co wydawać się mogło całkowicie bezużyteczne. Przez wiele lat po maturze, raz w ro-ku, Markiza zapraszała nas do siebie do do-mu, gdzie podawała herbatę w filiżankach z przedwojennej porcelany, na obrusie z haftem Richelieu. Przedtem jednak otwierała czarny notes. Ten sam, który pamiętał nasze grzeszki i stopnie z licealnej ławy. Bywało, że pani mecenas, pan docent i pani redaktor spuszczali wtedy wzrok i mieli czerwone uszy. Smutne, że jej uczniowie, do grona których mam zaszczyt się zaliczać, nie potrafili nic wymyślić dla upamiętnienia tej nieprzeciętnej postaci; oczywiście tablica byłaby teraz niczym musztarda po obiedzie. W jaki zatem sposób moglibyśmy uczcić jej pamięć? Zwracam się z tym pytaniem także do red. Michała Smolorza, który chodził do tej samej szkoły i zechciał po części poświęcić swój ostatni felieton mojej skromnej osobie.

    Szanowny Panie Michale! Napisał Pan przed tygodniem, że czuje się "molestowany" przeze mnie w sprawie kultury fizycznej, i że unika wszelkich gimnastyk, bo nie po to człowiek wymyślił samochód (a w nim elektrycznie podnoszone szyby), żeby teraz musiał się jeszcze wysilać na sali treningowej. I dalej: "Zamiast organizować uczone debaty z marną nadzieją zagnania rodaków do gimnastyki, łatwiej jest zabronić wszystkich zdobyczy cywilizacji". A ja postawię tezę odwrotną: nie po to ludzkość wymyśliła samochód (a w nim elektrycznie podnoszone szyby), żeby teraz całymi dniami wozić w nim swoje cztery litery. Bo to bardzo niezdrowo. Czy posiadanie komputera, kalkulatora, DVD, zwalnia z czytania książek, chodzenia na koncerty czy teatru? Właśnie dzięki wynalazkom, o których kolega wspomniał, mamy dziś więcej czasu, by oddać się także kulturze fizycznej, zatroszczyć o zdrowie i zadbać o kondycję! Będę to nadal Panu i innym z iście żelazną konsekwencją i anielską cierpliwością objaśniała. Proszę się nie obawiać, metodą łagodnej perswazji, bez użycia nudelkuli. Tak, jakby to czynili wspomniani przeze mnie pedagodzy, wizjonerzy, mistrzowie.

    PS. Już po napisaniu tego felietonu sięgnęłam do wiersza Zbigniewa Herberta "Pan od przyrody". Polecam!

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama