Dzięki naszym Czytelnikom Ola wyjedzie na wakacje

    Dzięki naszym Czytelnikom Ola wyjedzie na wakacje

    Grażyna Kuźnik, TES

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Ola Glanc, dzięki ludziom wielkiego serca, będzie wypoczywać w górach i nad morzem
    1/4
    przejdź do galerii

    Ola Glanc, dzięki ludziom wielkiego serca, będzie wypoczywać w górach i nad morzem ©Fot. Mikołaj Suchan

    Po naszym piątkowym artykule (Gołębie nie są winne), w którym opisaliśmy dalsze losy osieroconej dziewczynki, zgłosiło się do nas wielu przejętych jej losem czytelników. Zaprosili ją do siebie lub zaoferowali pomoc w zorganizowaniu wypoczynku. Ola pojedzie w góry i nad morze.

    Dziadkowie Oli skarżyli się, że nie mogą zapewnić jej wakacji. Są za drogie, a poza tym wnuczka po katastrofie źle mówi, jest zamknięta w sobie,ma depresję, cofnęła się w rozwoju. Nie może pojechać sama, musi być pod opieką.

    - Dotąd za drugą osobę musieliśmy płacić. W tym roku już nas na to nie stać, więc Ola zostanie w domu, chociaż jej smutno - skarżył się dziadek Oli, pan Tomasz Kapsa.
    On i jego żona, oboje prawie 80-letni, są opiekunami wnuczki. Z trudem radzą sobie z wszystkimi obowiązkami. Poza tym czekają na wezwanie do sądu, będą świadkami w trwającym właśnie procesie. Przed sądem bardzo chcą opowiedzieć o tym co spotkało ich wnuczkę Olę.

    17-letnia Ola ma za sobą życiową tragedię. Na fatalną wystawę gołębi poszła z rodzicami, była ich ukochaną jedynaczką. Katastrofa rozdzieliła rodzinę. Ola leżała pod gruzami całą noc sama; miała złamaną miednicę, była w ciężkim szoku. Matkę, którą trzymała za rękę, oderwał od niej podmuch powietrza, gdy runął dach. Nie przeżyła. Szukano jej przez dwa tygodnie.

    Ojciec w czasie katastrofy był blisko wyjścia i udało mu się uratować, ale nigdy nie pogodził się z nieszczęściem. Codziennie własnymi rękami odgrzebywał gruz i żelastwo, próbując znaleźć żonę. Kiedy ją w końcu znaleziono, mógł rozpoznać ją tylko po butach. Powiedział wtedy, że dla niego życie się skończyło. Starał się jakoś zająć chorą córką, ale źle się czuł i wkrótce zmarł. To córka znalazła go martwego w domu. Jeszcze bardziej zamknęła się w sobie.

    - Takie przeżycia, jak drastyczna śmierć rodziców, niszczą u dziecka poczucie pewności siebie. Czuje się odtąd zagrożone i osamotnione w groźnym świecie. Zespół stresu pourazowego, nazywany czasem mordercą duszy, prowadzi do różnych stanów. W tym do depresji, wycofywania się, gwałtownych zmian w związkach z ludźmi, zaburzeń odżywiania i snu - mówi psycholog dr Renata Rosmus.

    Olą zajęli się starzy dziadkowie. Chodziła do gimnazjum, ale po wypadku nie mogła już uczyć się na poprzednim poziomie. Trafiła do klasy integracyjnej, teraz zapisała się do specjalnej szkoły zawodowej. Ma kłopoty z mówieniem, z nawiązywaniem kontaktów, wciąż nie może wyjść z szoku. Dziadek i babcia często wspominają że kiedyś była zupełnie innym, wesołym, zdrowym dzieckiem. Marzyli o tym, żeby ktoś pomógł im w zorganizowaniu wakacji dla wnuczki. Może wtedy byłaby mniej smutna? Poznała przyjaciół?
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama