Anegdoty z aktorskiego fachu i planu filmowego

    Anegdoty z aktorskiego fachu i planu filmowego

    Ryszarda Wojciechowska

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Nie ma chyba aktorki czy aktora, któremu na scenie, planie filmowym czy po prostu w codziennym życiu nie przydarzyło się coś zabawnego. Kazimierz Kaczor, znany z serialu "Alternatywy 4", musiał pokazać, że naprawdę umie się posługiwać dźwigiem, a Maciej Stuhr udowodnił, że nazwanie się poetą znacząco łagodzi obyczaje - pisze Ryszarda Wojciechowska
    Krystyna Sienkiewicz ma takie same nazwisko jak słynny pisarz, co czasami prowadzi do śmiesznych sytuacji.

    Krystyna Sienkiewicz ma takie same nazwisko jak słynny pisarz, co czasami prowadzi do śmiesznych sytuacji. ©fot. Bruno Fidrych.

    Z anegdotą jest jak z winem. Nawet w małych ilościach rozwesela, w dużych potrafi zwalić z nóg. A kto je najpiękniej opowiada? Oczywiście aktorzy. Są tacy, którzy sypią nimi jak z rękawa. Prawdziwi mistrzowie krótkiej opowieści.

    Co pani jest?

    Ulubiona anegdota Krystyny Sienkiewicz to ta związana z nazwiskiem. - Nazwisko mam po Henryku, ale na dobre imię sama pracuję. Kiedyś występowałam w takim programie "Tingel-Tangel". Przy fortepianie siedział Krzysztof Komeda-Trzciński. Gwiazdą była Sława Przybylska. Ja byłam nieznaną wówczas osóbką, z jedną piosenką w programie, napisaną dla mnie przez Agnieszkę Osiecką. Po koncercie podszedł do mnie jakiś mężczyzna o nieskomplikowanym umyśle, jak się okazało.
    I zapytał: Co pani jest? Ja na to: Nic mi nie jest, dobrze się czuję. Niezrażony ciągnął dalej: Ale co pani jest jak, na przykład Sława Przybylska? Więc ja mu mówię: Sienkiewicz. A on: To nie był jednak facet?
    Erotyka od kulis

    Jerzy Stuhr: - W "Łuku Erosa" grałem ze swoją studentką, świeżo upieczoną, jeszcze karmiącą mamą. Mieliśmy zagrać śmiałą scenę erotyczną. Reżyser chciał, żebym w porywie pożądania rozerwał jej bluzkę i wpił się namiętnie w piersi. Budżet filmu był oszczędny. Nie mogłem robić prób. Ćwiczyłem więc na sucho. Podchodziłem do niej, mówiąc: Rwę ci tę bluzkę, stanik, dopadam do piersi i wpijam się w nie. No dobrze, kamera poszła w ruch. Zaczynamy grać. Ja cały spięty, bo nie wiem, czy mi się uda od razu wszystko rozerwać. Przebić się przez bluzkę i stanik. Cały czas myślę o tym, żeby taśmy nie zmarnować. Żeby dubla nie było. I nagle słyszę jej szept: - Panie profesorze, ostrożnie, ja kapię.
    - Tak wyglądają moje sceny erotyczne od kulis - śmieje się aktor.

    Poezja ratuje życie

    Maciej Stuhr to też świetny anegdociarz. - Byłem w szkole teatralnej. Mieliśmy egzamin z "Grobu Agamemnona". Egzaminowanie skończyło się wstrząsającym sukcesem. Poszliśmy więc z kolegami ten sukces oblewać do jednej z krakowskich knajp. Wychyliliśmy parę piwek i ruszyliśmy w miasto nieco chwiejnym krokiem. Nagle na Plantach pojawił się człowiek o znikomym owłosieniu, lekko przytatuowany. Taki, który lubi relaks w siłowni. A mnie, niesionemu euforią zdanego egzaminu - na skrzydłach poezji, że się tak wyrażę - coś strzeliło do głowy i zacząłem mu recytować "Grób Agamemnona". Wybrałem fragment mało szczęśliwy, bo zacząłem do niego wykrzykiwać "Na koń..." itd. On przyjął to dość pokornie. Ale nagle zza węgła wynurzyli się jego koledzy. I wtedy my staliśmy się mniejszością.

    Chłopcy zaczęli się między sobą porozumiewać. Wymienili parę głośnych uwag na temat poezji nocą. Próbowaliśmy odejść. Oni ruszyli za nami. Już nawet słyszeliśmy odgłos własnych zębów turlających się po "tretuarze".

    Zatrzymali nas. I naprawdę nie wiem, dlaczego mi się wyrwało: Panowie, jesteśmy poetami. Tamci zastygli, potem coś do siebie burknęli i odeszli. Do dzisiaj nie wiem, co nas tak naprawdę uratowało.
    Po raz pierwszy, mistrzu...

    Kopalnią anegdot jest Janusz Gajos. Prawdziwy mistrz opowiadania.

    - Pojechałem do Krakowa, żeby nagrywać "Opowieści Hollywoodu". Reżyserował to Kazio Kutz. W którąś niedzielę umówiłem się z kolegą. Nie znałem dobrze miasta. A chciałem dotrzeć do ulicy świętego Jana. Zobaczyłem więc dwóch takich, których określa się mianem meneli. Dżentelmeni ci byli lekko wczorajsi. - Panowie, jak dojść na tę ulicę? - spytałem grzecznie. Wskazali drogę. Pięknie podziękowałem. I przeszedłem na drugą stronę ulicy. Nagle słyszę, że jeden z nich biegnie za mną.
    - Przepraszam, pan Gajos? - pyta lekko zdyszany. - Tak - odpowiadam, zadowolony, że jestem popularny nawet w tym środowisku. I zaraz słyszę... "Mistrzu..." To mnie jeszcze bardziej podbechtało. Ale dalej już było tak: - Mistrzu, daj pan stówkę. Tak nas suszy.
    Janusz Gajos ma też w zanadrzu inne anegdoty, jak ta z...

    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama